czwartek, 30 czerwca 2016

Od Gabriel’a CD Katfirn

Gdy powiedziała, że nie chciała mnie obarczać swoimi problemami ledwo powstrzymałem się przed wybuchem. A dziś prawdę mówiąc byłem nieco drażliwy.
- Byłem w stanie zrobić dla ciebie wszystko! Rozumiesz, wszystko! – krzyczałem na nią, a ona przyjmowała to ze spokojem, który zamiast pomóc, tylko bardziej mnie rozjuszył. – Ku*wa, kochałem Cię bardziej niż cokolwiek na tym cholernym świecie! – spojrzała na mnie spod maski ciemnego makijażu i już otwierała usta by coś powiedzieć, ale jej przerwałem gestem dłoni. – Nie. Nic nie mów. – warknąłem i wróciłem do obozu, tak, znałem drogę, więc bez problemu lekkim truchtem wróciłem do swojego domku, a przed drzwiami rzeczywiście leżały kawałki ścian. Tym razem jednak po prostu zamknąłem drzwi, poszedłem się przebrać i skierowałem się do budynku, w którym znajdowała się siłownia, powolnym krokiem wszedłem na bieżnię i ustawiłem odpowiednie tempo. Wysiłek fizyczny mnie uspakajał, a wraz z zmęczeniem przychodziła ulga, co jakiś czas zwiększałem prędkość, aż w końcu uzyskałem maksimum. Po skończeniu treningu zszedłem z bieżni i chwyciłem jeden z bidonów z wodą, a potem wypiłem do dna, wziąłem następny i odkręciłem, a potem wylałem jego zawartość na siebie.
- Wyrosłeś… - mruknęła dobrze znana mi osoba, otworzyłem leniwie oczy i po chwili je przymrużyłem spoglądając na niższą ode mnie Kat.
- To, że jesteś tu przywódcą nie znaczy, iż możesz mnie nękać. Nie życzę sobie ciebie w pobliżu. – warknąłem i wyminąłem dziewczynę, jednakże chwyciła mnie za nadgarstek. Spiorunowałem ją wzrokiem i czekałem aż się odezwie.



Kat? :3

Od Dekki CD Kingi

Nie ufała mi. Chociaż nie powinnam się dziwić. Wszyscy obozowicze uważają, że to łowcy są ci źli, że to oni zabijają. Nikt nie pomyślał, że my też święci nie jesteśmy. Żaden z nas, nawet ja. Toczymy ze sobą wojnę, która będzie trwać i trwać jeszcze latami. Chyba nie da się tego zmienić.
Wróciłam do Jaskini Wyroczni. Tym razem Haf bawiła się z Faitem, swoim pająkiem, ale gdy tylko weszłam od razu przestała.
- Nie powinnaś była zadawać się z tą łowczynią – powiedziała z lekką złością.
- Co? – zapytałam zdziwiona – Skąd o tym wiesz? Śledziłaś mnie?
- Nie musiałam, chodziłam sobie po lesie, a wtedy oni się na mnie rzucili. Zapytałam gdzie jest ich przywódca, a wtedy oznajmili, że poszła do Wyroczni. Tylko ty jesteś skłonna do rozmowy z łowcami. – oznajmiła.
- Kto się na ciebie rzucił?
-Banda twojej nowej przyjaciółki, a kto – Dlatego ich złapano. To Haf ich złapała.
- Niby czemu nie powinnam się z nią zadawać? Nic mi nie przecież nie zrobiła – byłam zła na Haf. Chyba pierwszy raz. Jednak mówiłam do niej spokojnie. Jak zawsze.
- Może tobie nie, ale jednej wampirzycy tak. Pokiereszowała jej włosy i, gdyby nie inni obozowicze, to poderżnęłaby jej gardło – powiedziała  z goryczą w głosie.
Patrzyłam na nią zszokowana. Myślałam, że się przesłyszałam. Kinga złapana? Nie patrzyłam co robi, bo myślałam, że jest bezpieczna. Dlaczego ona zawsze musi się w coś wpakować. Musiałam ją uratować, tylko jak? A czemu czułam, że muszę to zrobić? Sama nie wiedziałam.
Szybko wybiegłam z Jaskini. Hafetesona jeszcze za mną krzyczała, ale się nie zatrzymałam. Ukryłam się w lesie i dzięki swojej drugiej mocy, przemieniłam się w zupełnie inną Dekkę. A raczej bliźniaczą Kingę.
Moja druga moc polegała na tym, że umiałam zmieniać wygląd. Oczy, kształt nosa, kolor włosów i tym podobne rzeczy. Nie byłam zmiennokształtną. Nie umiałam zmienić się w zwierzę. Ja po prostu z człowieka, przemieniałam się w jakiegoś innego człowieka.
Wiedziałam jak się zaczaić. Ciało Kingi doskonale się do tego nadawało. Byli na polanie, w miejscu gdzie robiło się takie rzeczy. Wymyśliłam sobie plan działania. Dzięki temu, że umiałam przewidzieć każdy ich ruch, to zadanie wydawało się możliwe do zrobienia.
Ruszyłam. Najpierw walczyłam z Gabrielem. Na początku było ciężko, nie byłam przyzwyczajona do ciała Kingi, jednak po pewnym czasie to ja górowałam. Musiałam to załatwić bardzo szybko. Gdy miał zamiar kopnąć mnie w brzuch, złapałam jego nogę i przewróciłam go na ziemię. Następnie uderzyłam go w tył głowy na tyle mocno by go uśpić. Wiedziałam, że za chwilę rzuci się na mnie reszta, a mimo mojej mocy i pomocy Kingi, nie damy sobie rady. Na tyle szybko, na ile było to możliwe, pobiegłam z Kingą na plecach do lasu. Nie wyrywała się, bo nie miała tyle siły. Musiałam ich zgubić. Każdy obozowicz znał ten las doskonale. Nie było miejsca gdzie mogłybyśmy być bezpieczne.
Jednak nagle, usłyszałam szum wody. Pobiegłam w tamtą stronę. Zobaczyłam tam wodospad. Magiczny Wodospad. Schowałam się tam z Kingą. Tu nikt nas nie znajdzie. Zaczęłam przemywać rany Kingi, wodą ze źródełka. W czasie pościgu straciła przytomność. Po kilku minutach zaczęła się budzić.



Kinga? ;D Jak ty to robisz, że przy tobie zawsze mam wenę? xD

Od Alexandry CD Sylvaina

Sylv odprowadził mnie do domu, jednak długo tam nie zawitałam. Kiedy tylko księżyc zaczął wychodzić zza chmur skierowałam się do lasu. W pewnym momencie zaczęłam po prostu biec przed siebie. Dotarłam do polany, kiedy zaczęła się przemiana. Nie trwa ona długo, ale jest bardzo bolesna. Całkowicie przemieniam się od niedawna, przez co nie kontroluję jeszcze wilczego instynktu. Już pod postacią wilka ruszyłam na łowy do lasu. Nic jednak nie znalazłam, ale włócząc się po okolicy coś wyczułam. Ruszyłam w tamtym kierunku. Stanęłam na skale i zauważyłam Sylvaina. Instynkt kazał mi rzucić się na niego...starałam się go przezwyciężyć i w końcu się udało. Spojrzałam na chłopaka i odeszłam. Biegłam ile sił w łapach, żeby oddalić się od niego. Niestety zapuściłam się trochę za daleko, na tereny dość nieprzyjaznej watahy. Strażnicy zaatakowali mnie praktycznie od razu. Niestety przez fakt, że nic nie upolowałam byłam słaba, co wpłynęło na wynik walki. Mocno pokiereszowana starałam się wrócić do obozu. Dotarłam tylko do miejsca gdzie natknęłam się na Sylvaina, gdzie zaczęła się przemiana do ludzkiej postaci. Przemiana wykończyla mnie całkowicie, przez co straciłam przytomność.

Sylv? Pisane na tel ;P

Od Kingi CD Dekki

Uważnie słuchałam dziewczyny. Nie do końca byłam pewna czy mówi prawdę. To co teraz słyszałam było sprzeczne z naukami wuja.
Pokiwałam przecząco głową, marszcząc czoło.
- Żadnych - odpowiedziałam w końcu. - Muszę wracać.
Stanęłam teraz na równe nogi jednak nie mogłam spojrzeć na Dekkę. Nadal nie pojmowałam dlaczego taka jest. Inna niż reszta. Dlaczego nie chce mojej śmierci i czemu w ogóle ze mną rozmawia. Jednak wiem, że nie mogę ufać nadnaturalnym.
- Twoi towarzysze zostali złapani. - powiedziała, a ja podniosłam wzrok. Spojrzałam jej w oczy i mocniej zacisnęłam pięści. W jej oczach widziałam smutek.
- Debile - wycedziłam przez zęby. Wiedziałam, że tak się to skończy. Jeżeli zawalę jeszcze jakąś misję to zostanę wyrzucona na zbity pysk. - Tak czy siak, jestem na tym świecie tylko po to by zabijać. Nasza rozmowa nie ma sensu, nic nie ma sensu.
Westchnęłam głośno i lekko się uśmiechnęłam. Dziewczyna zmarszczyła czoło.
- Wszystko ma jakiś sens. Różni się to tylko wielkością. - nie chciałam tego słuchać. Odwróciłam się plecami do niej i ruszyłam z powrotem.
- Jesteśmy wrogami. - zaznaczyłam odwracając ostatni raz głowę. Posłałam jej cyniczny uśmiech i ruszyłam szybkim biegiem w stronę miasta.

* * *

Siedziałam nad jeziorem i wpatrywałam się w taflę wody. Pomarańczowe słońce pięknie przyozdabiało jego powierzchnię. Kolo usiadł obok mnie i wpatrywał się we mnie czerwonymi oczami. Zmarszczyłam brwi i przymrużyłam oczy.
- Nie patrz się tak na mnie... - przygryzłam delikatnie dolną wargę. - Jestem od zabijania. Tylko to jest moim celem...
Biłam się z myślami w głowie, które zaczynały mnie już denerwować. Nigdy nie miałam przyjaciół, nawet znajomych. Wieczna samotność i ból po utracie rodziny był nie do wytrzymania. To zabijanie przyniosło mi ulgę w tym wszystkim. Zadawanie innym takiego bólu przez jaki ja musiałam przejść.
Nagle usłyszałam szelest w krzakach za mną. Stanęłam na równe nogi, a Kolo wzbił się wysoko w powietrze. Ostrzegł mnie, że kogoś widzi. Powoli sięgnęłam po broń i przyjęłam pozycję atakującą.
- Wyłaź! - krzyknęłam i jednocześnie ruszyłam w kierunku odgłosów. Za krzakami zobaczyłam dziewczynę w moim wieku, która miała bladą cerę i kły. Była wampirem, jednym z tych najobrzydliwszych nadnaturalnych.
Bez zastanowienia ruszyłam na nią atakując jej nogi. Chciałam ją powalić, jednak czarnowłosa skutecznie się broniła. Przez chwilę to ja przeprowadzałam ofensywę, ale po chwili role się zmieniły. Zostałam przywarta do drzewa i już miała zadać cios ostateczny, gdy zobaczyłam u niej wahanie. Popuściła nieco uścisku co pozwoliło mi się wydobyć i to teraz ja leżałam na niej z kataną na gardle. Drugą wbiłam jej w brzuch, ale omijając główną tętnicę.
- Własne wahanie Cię zabije - zaśmiałam się poprawiając jej włosy i odsłaniając oczy. Przytrzymałam jej usta, żeby nie ruszała głową i cięłam jej piękne i gęste włosy aż do samej głowy. W jej oczach zbierały się łzy, a ja czułam się dziwnie zadowolona. Następnie stwierdziłam, że muszę zostawić swój piękny inicjał. Na policzku wyrywam jej ZK, które odznaczało moje przezwisko. Nikt mnie nie zna. Znają tylko Zimnokrwistą K.
Już miałam poderznąć jej gardło, gdy zza krzaków wybiegło kilku innych nadnaturalnych. Zdezorientowana odskoczyłam od dziewczyny i wyciągnęłam z niej swoją drugą broń. Dwóch od razu na mnie ruszyło. Okazali się niezwykle silni i dobrzy.

* * *

Wszystko pamiętałam jak przez mgłę. Ból brzucha był niewyobrażalnie wielki, ale jak dla mnie znośny. Miałam związane ręce i nogi, a usta kneblowane. Próbowałam się rozglądać, ale ktoś szybko złapał za mój podbródek i mi to uniemożliwił. Byliśmy na polanie niedaleko ich obozu, poznawałam ją. Byłam tutaj tylko dwa razy.
- Przygotuj się na długą śmierć. - uśmiechnął się złośliwie jakiś chłopak, który mnie trzymał. Jak na nadnaturalnego był przystojny i... człowieczy. Jeżeli w ogóle mogę tak to nazwać. Przewróciłam oczami, za co zaraz dostałam z pięści w twarz. Zaśmiałam się w duszy, a na zewnątrz wydobył się tylko dziwny odgłos. Chłopak zdecydował się mnie od kneblować.
- Boli, co? Nie pocieszę Cię, to dopiero początek. - uśmiechnął się i wstał. Reszta z Obcych dziwnie mi się przyglądała. Widziałam w nich wstręt.
- Z chęcią się z Wami zabawię - uśmiechnęłam się, łapiąc oddech.


Dekka? XD No to wymyśliłam

Od Silver

Ile to już lat? Niby wspaniałego życia wyroczni? Pewnie coś koło 300 lat. Zawsze się w tym gubię. Niestety.......mając tyle lat, wolicie nie liczyć już urodzin itp. Urodzin, których z resztą nie macie.
Pokręciłam głową wychodząc z jaskini, będąc w normalnej formie, tak by nikt mnie nie rozpoznał. Odetchnęłam głęboko świeżym powietrzem i spojrzałam na strażnika. Ten jak zwykle się nie odezwał. A ja odeszłam powoli w stronę lasu. Poszłam powoli w jego głąb rozglądając się uważnie dookoła.
Drzewa szumiały w spokojnym rytmie, poruszane przez wiatr.
Zagwizdałam na placach, a zaraz z gęstwiny leśnej wyłonił się Oracle.
Ogier zaczął brykać kilka kroków przede mną, ale w końcu zatrzymał się i spojrzał na mnie.
Uśmiechnęłam się widząc mojego przyjaciela i pogładziłam go po szyi.
- Wybierzemy się na krótką przejażdżkę? - spojrzałam mu w jego czarne oczy.
Ogier pokiwał głową i schylił się trochę do przodu. Wskoczyłam na jego grzbiet i złapałam się grzywy.
Oracle zaczął powoli iść, zagłębiając nas coraz bardziej w lesie. Mimo iż mieszkam tutaj 150 lat, to czasem sama się tutaj gubię. Ale tylko czasem!
Potem chwila kłusa i galop! Niestety galop był powrotny ponieważ Haf mnie wezwała. Wróciłam szybko do jaskini. Gdzie przed nią czekała Hafatesona. Zsiadłam z ogiera, którego odesłałam.
- Coś się stało? - spytałam spokojnie
- Sharka ciągle zaczepia Dona... - mruknęła - Żeby się nie posprzeczali, bo on ma swoje granice.
- Tak...wiem jakie ten wilk ma granice - westchnęłam
Weszłam z powrotem do jaskini. Jednym ruchem dłoni odesłałam Sharkę na jej "posłanie". Don usiadł wyprostowany i spojrzał na mnie.
Gdyby było tutaj więcej zwierząt, spokojnie mogłybyśmy założyć zoo!
Oparłam się o ścianę i poczułam jak coś wchodzi na moje ramię. Nie coś, raczej tarantula.
- Fait, raczył się pojawić? - spojrzałam na pająka, który ...nie wiem, patrzył na mnie?
Przyłożyłam rękę do ramienia, a on wszedł na nią. Podałam go Haf i usiadłam na łóżku.
- Idziemy dziś zwiedzić obóz? Czy może będziemy tutaj siedzieć? Kolejny dzień będzie nudny? - spytałam

(Haf? XD Wiem, ale mój mózg nie działa chwilowo XD)

Od Sylvaina CD Alexandry

Odprowadziłem dziewczynę pod dom i się pożegnałem. Trochę dziwne było jej zachowanie w stosunku do wampirów. Jednak w obozie są wampiry, jeżeli się nie przyzwyczai mogą być z tego kłopoty. Jednak nie chciałem na siłę zmuszać Alexandry do tego, żeby mi powiedziała o co chodzi. Jak będzie odpowiednia chwila to sama mi powie.
Wchodząc do Domu Przywódców, jak zawsze, kilka osób kiwnęło do mnie głową. Trochę z nimi porozmawiałem. Katfrin nigdzie nie było. Pewnie nadal ćwiczy. Westchnąłem. Ta dziewczyna się zamęczy. Trochę się powłóczyłem i poszedłem spać.
Jednak nie było mi dane długo spać. Był środek nocy, kiedy się obudziłem. Księżyc był wysoko na niebie i świecił niesamowicie jasno. Pełnia.
Postanowiłem, że pobiegam. Widoczność była wystarczająca, żeby przy drobnej ostrożności się nie przewrócić. Przebrałem się w sportowy strój i po cichu wyszedłem z budynku.
Ćwiczyłem dobrą godzinę nim zrobiłem sobie przerwę. Doskonale znałem cały teren obozu,  dlatego wiedziałem, że się nie zgubię. Oparłem się głową o skałę, gdy nagle usłyszałem kroki. Natychmiast wstałem i odwróciłem się w stronę dźwięku. Przed sobą, na skale, stał sobie biały wilk i patrzył na mnie gniewnie. Jednak ja wiedziałem, że to nie jest zwykły wilk. To był wilkołak. Narzucił sobie bojową  postawę, z zamiarem rzucenia się na swoją ofiarę. Rzucenia się na mnie.


Alexandra? xD

Od Katfrin CD Gabriel'a

Wiedziałam, że będzie na mnie zły, aż nie powiem mu czemu odeszłam. Więc po prostu do niego poszłam. Zapukałam, a ten otworzył drzwi i oparł dłoń tak, by nikt nie wszedł, a raczej ja.
- Czego chcesz? - zapytała, a ja odwróciłam się i ruszyłam w kierunku lasu.
- Choć, pokarzę ci coś - powiedziałam, a on zamknął drzwi i poszedł w głąb domku. Tak, chcę się bawić... użyłam mocy, a chłopak wyszedł z domu piorunując mnie wzrokiem.
- Zapomniałeś jaką mam moc? Choć... nie będę zmuszać, ale wtedy zrozumiesz - rzekłam i przestałam wpływać na Gabriel'a. Poszłam w kierunku wodospadu, mimo iż to on powinien mnie wezwać, znałam obóz na pamięć. Wiedziałam co gdzie jest i zamierzałam z tego korzystać. Chłopa zastanawiał się chwilę, ale poszedł za mną. Przez drogę się nie odzywaliśmy, aż w końcu doszliśmy do wodospadu. Zajęło nam to góra trzydzieści minut, usiadłam na trawię i wpatrzyłam się w wodę. Gabriel stał obok mnie i patrzył się na mnie oczekując odpowiedzi.
- Kiedy ich zabiłam musieliśmy uciekać, nie było miejsca na żadne karteczki z pożegnaniami czy nawet odwiedziny. Nie mieliśmy czasu, sąsiedzi słyszeli krzyki, uciekliśmy, bo musieliśmy, nie chcieliśmy mieć problemów, chcieliśmy tylko znaleźć obóz - wzruszyłam ramionami ze smutnym lekkim uśmiechem, który po chwili zniknął z mojej twarzy... żadnych uśmiechów!
- To nie wyjaśnia, mogłaś mnie znaleźć - rzekł, a ja zaśmiałam się sarkastycznie.
- Nie mogłam... myślisz, że kto wysłał tego durnego trenera do ciebie! Mimo wszystko byłam... choć potem nie wiedziałam, czy się pojawisz, czy nie - przestałam się śmiać.
- Kogo zabiłaś? Czemu? - zapytał, a ja wstałam i spojrzałam w jego oczy.
- Rodzinę. Czemu? Bo mnie dotykali - powiedziałam i ruszyłam w stronę obozu, samotna łza spłynęła po moim policzku. Jedyna jaką uroniłam, więcej nie trzeba.
- Czemu mi nie powiedziałaś? - zapytał, a ja odwróciłam się do niego.
- Nie chciałam byś miał moje problemy na głowie, a nawet gdyby, mógłbyś się narazić - skierowałam się do obozu.

Gabriel? :p

środa, 29 czerwca 2016

Od Gabriel’a CD Katfrin

- Wybacz, twoje dzieciństwo może i nie było tak piękne, bo  w końcu rozumiałam cię, ale… ja nie miałam nawet gównianego dzieciństwa. – stwierdziła, stałem osłupiały. Nie widziałem jej od lat, a pamiętam, że chyba była nawet moją pierwszą miłością, no „miłością”, bardzo szczenięcą, typowo dziecięcą, ale jednak, to do niej uciekałem nocami, a ona tak po prostu odeszła. Prychnąłem po chwili, a potem warknąłem.
- Gdybyś tylko powiedziała słowo. Dobrze wiesz, że bym Ci pomógł. – zmrużyłem oczy i założyłem dłonie na piersi.
- Trochę szacunku. – odwarknęła i przybrała pozę bojową, odparłem bez trudu jej ataki. – Jestem przywódcą. – dorzuciła.
- A ja byłem twoim przyjacielem! – krzyknąłem i zrobiłem unik, a potem tak po prostu poszedłem do swojego domku. Trzasnąłem drzwiami tak mocno, że chyba potem będę musiał zbierać tynk, który odpadł z ścian. Usiadłem przy stole w kuchni i starałem się opanować gniew, który we mnie wzbudziła ta mała osoba. Po dłuższej chwili rozległo się pukanie, wstałem i uchyliłem drzwi. – Czego chcesz? – mruknąłem przytrzymując drzwi tak żeby nie mogła wejść.



Kat? (wredna dziś jestem, wybacz, że się na niej wyładował)

Od Dekki CD Kingi

- Nie wiedziałam, że tak bardzo interesuje cię moje imię – powiedziałam, trochę udając jej ton – Dekka – dodałam już normalnie.
- Jak? – zapytała zdziwiona – Dekka? Mamusia cię tak nazwała? – zaszydziła. Odwróciłam wzrok. Nie mogła przecież wiedzieć.
- Nie pamiętam swojego prawdziwego imienia. Takie przyjęłam gdy wkroczyłam do Jaskini. Matki, zresztą  prawie, też nie pamiętam – Nie wiedziałam czemu jej to mówię, nie musiałam, jednak miło było z kimś porozmawiać. Kimś szczerym.
- To ile ty masz lat? Miałaś jakiś wypadek czy coś? – zapytała. Słychać było w jej głosie lekkie zgaszenie. Lekkie. Postanowiłam, że wrócę do mojego normalnego głosu, który ją tak denerwował. Pora już się uspokoić.
- 326 – powiedziałam cicho, trochę za cicho. – Mam 326 lat – powtórzyłam, tym razem głośniej i wyraźniej.
Nastąpiła dość krępująca cisza. Kinga patrzyła na mnie dziwnie. Czułam, że chce zadać pełno pytań. Tylko czy ciekawość przezwycięży jej dumę.
- Jak to jest możliwe? Każdy Obcy… nadnaturalny tak ma? I czy twoja matka też nie powinna być Wyrocznią? – zapytała w końcu. Uśmiechnęłam się lekko. Jednak ciekawość ponad wszystko.
- A myślałam, że „Obcy” – powiedziałam, robiąc w powietrzu cudzysłów – cię nie interesują. No, ale dobrze – westchnęłam. Jakiś cichy głosik w mojej głowie mówił mi, że mimo wszystko, można jej zaufać. Może pierwszy raz się myliłam. – Tylko Wyrocznie są nieśmiertelne. Jest ich trzy. Tego daru nie przekazuje się przez krew. Z tym trzeba się urodzić. Każda z nas jest inna i każda ma inną historię – wytłumaczyłam jej – W sumie to jestem jedyną Wyrocznią, która by z tobą normalnie rozmawiała. Powinnam być wredna i nieczuła, ale wszędzie zdarzają się jakieś wyjątki – dodałam z uśmiechem. Cały czas ją bacznie obserwowałam. Nie byłam pewna co do tego jak na to wszystko zareaguje. –Jeszcze jakieś pytania Kingo? – zapytałam, nadal się uśmiechając.



Kinga? xD Jeszcze jakieś pytania? xD

Od Kingi CD Dekki

 Wracając z resztą ekipy nikt się nie odzywał. Jednak przez moment słyszałam jak szeptali, mówiąc na mnie "Kompanobójczyni". Czyżby kolejny przydomek, którym mnie obdarzą?
Szczerze, nawet mi odpowiadał. Może w końcu przestaną przydzielać mi jakiś amatorów, którzy wtrącają się w nie swoje sprawy.

* * *

Nie wykonałam misji za co dostałam surową karę w postaci nudnego kazania. Tak na prawdę? Nic z niego nie pamiętam.
Siedziałam na skraju mojego klifu i głaskałam Kolo, który ułożył się teraz wygodnie na moich kolanach. Delikatnie głaskałam go po grzbiecie, a ten powoli zasypiał.
- A ty co o tym myślisz? - szepnęłam patrząc w niebo. Powoli się ściemniało, a zamiast słońca pojawiał się piękny księżyc. Obok niego powoli i nieśmiało wychodziły gwiazdy. Westchnęłam zamykając oczy i kładąc się na ziemi. Kolo schował się pod moją koszulkę, a ja przykryłam go swoją dłonią.
Na prawdę chciałabym w końcu wiedzieć co mam robić. Z jednej strony nienawidzę nadnaturalnych i każda martwa istota o tym charakterze mnie cieszy, ale z drugiej po poznaniu jednej z nich moje poglądy nieco się zmieniły.
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nie znam jej imienia. Nie mogę o niej myśleć w ten sposób - jak o dobrej istocie. To jest moja ofiara, nie przyjaciel.

* * *

Powoli otworzyłam oczy, czując jak coś dziobie mnie w dłoń. Słońce powoli wstawało, a Kolo domagał się o jedzenie. Wyciągnęłam więc z kieszeni opakowanie z ciasteczkami i wyciągnęłam jedno z nich. Podałam go ptaku, a sama powoli wstałam przeciągając się. Również wpakowałam w siebie dwa ciastka i udałam się do miasta.
Po kilkudziesięciu minutach bezsensownego chodzenia postanowiłam zrobić sobie trening.


Po jego zakończeniu czułam się zmęczona, ale jednocześnie szczęśliwa. Nie mogłam jednak nadal usiedzieć spokojnie. Cały czas prześladowała mnie w myślach Wyrocznia.
Nie czekałam długo na kolejną misję. Jeszcze tego samego dnia udałam się z dwójką towarzyszy na obchody. Doszliśmy tam w miarę szybko. Ale w zachowaniu kompanów coś mi nie pasowało. Nawet na mnie nie patrzyli, a każde moje spojrzenie szybko zbywali.
Bali się. Czułam to doskonale.
- Muszę coś załatwić. - syknęłam, udając się w drugą stronę. Postanowiłam odwiedzić Wyrocznię i dowiedzieć się paru rzeczy.
- Miało być bez ofiar - cicho zaczęła blondynka.
- Zmiękło Wam serduszko czy co? - zaśmiałam się cierpko. - Jeżeli mnie sypniecie do dowodzącego - zabiję.
Ostrzegłam i ruszyłam w swoją stronę. Nie uznaję kogoś takiego jak szef. No chyba, że to ja nim jestem.
Szybko znalazłam się na tej samej ścieżce na której spotkałam Wyrocznię po raz pierwszy. Usiadłam pod drzewem czekając aż się pojawi. Byłam przekonana, że tutaj przyjdzie.
Nie myliłam się, a już po chwili ujrzałam dziewczynę. Mogłam jej się teraz dokładniej przyjrzeć. Wyglądała jak człowiek. Praktycznie niczym się nie różniła. Ale ja widziałam w niej jednak coś co wskazywała no to, że należy do Obcych.
Jej oczy. Właśnie po nich mogłam stwierdzić czy ktoś należy do nas.
- Proszę, proszę - zaczęłam bawiąc się sztyletem w jednej z dłoni. - Nie wiedziałam, że tak Ci na mnie zależy.
Zaśmiałam się, a dziewczyna zmarszczyła czoło.
- Wiem po co tu jesteś. - powiedziała spokojnie. Samo to opanowanie doprowadzało mnie do szału. Możliwe, że wewnątrz mnie szalała burza. Nie dałam jednak po sobie tego znać.
- Nie możesz tego wiedzieć... Nie masz prawa! - wysapałam, ale zaraz się uśmiechnęłam.
- Nie powinno cię tutaj być, dla twojego dobra. - rozglądała się przez chwilę. Cmoknęłam i powoli wstałam.
- Nie wiedziałam, że potraficie się o kogoś troszczyć - oparłam się jednym bokiem o korę i spojrzałam w stronę dziewczyny. - Tak w ogóle to mi się nie przedstawiłaś.


Dekka? ;D

Od Alexandry CD Sylvaina

Uśmiechnęłam się lekko spoglądając na blondyna. Zadziwiająco szybko złapałam z nim kontakt.
- To może później mały teścik? - Zapytałam rozglądając się wokół.
- Z miłą chęcią.-Odparł i spojrzał na jeden z manekinów. - Zauważyłem dzisiaj, że masz całkiem niezłego cela. - Dodał wyciągając zza paska mój nóż.
- Zabrałem go, bo pomyślałem, że może się przydać. - Powiedział podając mi go.
- Dzięki, zapomniałam o nim. - Przyznałam chowając nóż. Na terenie obozu rozległ się dźwięk dzwonka, sygnalizujący obiad. Po kilku minutach zasiedliśmy wokół ogniska i zaczęliśmy jeść. Po kwadransie ruszyłam w stronę domku. Niechcący wpadłam na jedną z wampirzyc i zaczęła się "zabawa". Na szczęście Sylv zauważył, że coś się święci i zręcznie mnie stamtąd zabrał. Usiedliśmy z boku na pieńku, a ja spojrzałam na wampirzyce głośno komentującą zaistniałą sytuacje. Dziewczyna trzymała w dłoni patyk.
- Alex. - Blondyn potrząsnął mnie za ramię, a ja ocknęłam chwile po tym jak przedmiot w ręce brunetki zapłonął.
- To ty? - Wskazując wampirzycę.
- Ups, to nie było specjalnie. - Stwierdziłam patrząc na żarzącą się gałązkę. - Jeszcze tego nie opanowałam.
- Nic się nie stało. - Odparł, a ja uśmiechnęłam się wdzięcznie.
- To może ja cię odprowadzę? - Zaproponował, na co chętnie przystałam. Wstaliśmy kierując się powoli w stronę mojego domku.
- Nie lubisz wampirów, prawda? - Zapytał, a ja westchnęłam.
- Tak, ale to długa historia. Może ci ją kiedyś opowiem. - Powiedziałam, a blondyn kiwnął głową nie drążąc dalej tematu.

Sylvain?

Od Hafetesony CD Allijay

- Kundel, Laj jakieś tam gówno, to jest to samo...ale bardzo lubię zmiennokształtnych - uśmiechnęłam się lekko, pies spojrzał na mnie zdziwiony. To suka czy pies? - zadałam sobie pytanie. Użyłam mocy i zmieniłam istotę w człowieka. Suka.
- Jak ty to zrobiłaś!? - krzyknęła zła, a ja wywróciłam oczami.
- Wybacz księżniczko, widzisz tę żółtą piłkę na niebie? - wskazałam jej palcem słońce spojrzała tam i skinęła.
- To nie piłka, to słońce mąd...
-... świat kręci się wokół niej, nie ciebie- dokończyłam swoje zdanie przerywając jej. Była lekko czerwona... czyżbym ją zdenerwowała?! Jak mogłam... złość malowała się na jej twarzy, a ja w końcu nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać. Mówiłam już, że jestem psychiczna?! Nie... to mówię!
- Z czego rżysz? - zapytała, a ja momentalnie przestałam się śmiać, na moim ramieniu pojawił się Fait, przechadzał się po moim ciele. Dziewczyna patrzyła na pająka dziwnie, jakby pierwszy raz widziała zwierzę.
- Masz... pająka na ramieniu - powiedziała i wskazała go palcem.
- A ty we włosach - stwierdziłam i odwróciłam się do niej.
- Gdzie? - zapytała lekko histerycznie. Uśmiechnęłam się lekko i podążyłam do swojej jaskini.
-Wiele nie wiesz jak na zmiennokształtną, wyrocznia nie przepowiada teraźniejszości - rzekłam i znikłam za linią drzew.

~*~*~*~*~*

Byłam już w swoim "domu" gdy moje "siostry" przyszły i zdały relacje ze wszystkich wizji jakie miały. Załatwiłyśmy to szybko i we dwie kładły się spać, ja miałam ochotę gdzieś iść.
- Chodźmy może...
- Spać, jestem za - powiedziała Dekka, a ja spiorunowałam ją wzrokiem. Wzruszyła ramionami i położyła się...
- No chodźmy... mam dobre przeczucie - rzekłam z lekkim uśmiechem.
- Twoje przeczucia mnie przerażają. Kiedy ostatnio miałaś "dobre przeczucia" wylądowałaś w celi na dwa dni - odpowiedziała Silver, a ja wywróciłam oczami.
- Obiecuje, że będę grzeczna jeśli...
-U ciebie nie ma takiego słowa w słowniku - przerwała mi Dekka, westchnęłam i wstałam. Fait poruszył się na moich plecach.
- Idę sama - stwierdziłam.
-O nie... nigdzie się nie ruszasz, nie chce byś znów uciekała - rzekła Silver i Dekka w tym samym momencie. Serio...
- Ej... czuje się jak dziecko - ustałam i założyłam ręce na ręce.
- Pod kilkoma warstwami... i jeszcze kilkoma, no i jeszcze setką może jest gdzieś tam dobra Hafetesona ,ale nie dziś... nigdzie nie idziesz - wskazała mnie palcem Dekka. Uniosłam jedną brew, a ona już wiedziała, że mimo wszystko pójdę.


Allijey? xD pamiętaj to wredna suczka xD

wtorek, 28 czerwca 2016

Od Sylvaina CD Alexandry

- Nic mi nie będzie, to tylko małe draśnięcie – powiedziałem do dziewczyny – A tak w ogóle, to jak masz na imię? – zapytałem, ciekawy. Może nie była to doskonała chwila, ale lubiłem znać imię osoby, z którą rozmawiałem.
- Alexandra – odpowiedziała – A ty to..?
- Sylvain – powiedziałem z uśmiechem – Chodź, zaprowadzę cię do obozu. Jesteś tu nowa, prawda?
-  W sumie, tak… - rozmawialiśmy tak przez całą drogą. Dowiedziałem się, że jest wilkołakiem i kilku innych rzeczy. Obiecałem jej, że nauczę ją pływać. Było trochę widać, że dziwnie jej się rozmawia z nowymi ludźmi. Jednak po jakimś czasie odprężyła się i zaczęła swobodną rozmowę.
Gdy dotarliśmy na miejsce oprowadziłem ją trochę po obozie. Werter nie poszedł z nami, wolał zostać w domu. Jego sprawa.
- Jesteś trenerem? – zapytała gdy dotarliśmy do miejsca gdzie się ćwiczyło. Kilka manekinów do ćwiczeń na miecze, tarcze do strzelania z łuku i tego typu rzeczy. Tak to wyglądało.
- Tak. Swoją droga mogłabyś się zapisać. Twój zawód to…? – Jak zwykle zbyt ciekawy. No cóż… taki już jestem.
- Szpieg – odpowiedziała. Zaśmiałem się.
- Wszystko jasne.
- Co jest takie jasne? – zapytała zdziwiona.
- Czemu ścigało cię dwóch łowców – odpowiedziałem  jej. Uśmiechnęła się. Dopiero teraz zauważyłam jak Alex jest ładna


Alex? xD Chyba brak pomysłu xD


Od Dekki CD Kingi

Jak ta dziewczyna to robi, że za każdym razem gdy sobie pójdzie, ja stoję - choć tym razem leżę - jak wryta?! Byłam cała we krwi. Krwi tej dziewczyny, której Kinga przed chwilą poderżnęła gardło. Nawet ja się nie spodziewałam, że u łowców panują takie zasady, jakoś mnie to nigdy nie interesowało. Sama chyba nie potrafiłabym zabić kogoś z obozu.
Gdy wstałam wiedziałam jedno: musiałam dojść do jaskini niezauważona. Zaczęliby zadawać pytania: Skąd ta krew?, Co się stało?,  i w ogóle. Musiałam tego uniknąć.  Jednak najpierw trzeba było zatrzeć ślady. Popchnęłam trupa w najbliższe krzaki. Nie miałam czasu, żeby ją zakopać, więc ją tak zostawiłam.
Wybrałam najdalszą, ale i najbezpieczniejszą drogę. Po drodze trochę rozmyślałam. Byłam zdziwiona, że Kinga mnie uratowała. Swoją drogą to ona wciąż nie wie, jak mam na imię. Przez to, że jestem wyrocznią zapominam o przedstawianiu się. Wydaję mi się, że to oczywiste, że ktoś zna moje imię, skoro ja znam jego. Nazywa mnie „Obcym”. W sumie mogło być gorzej.
W Jaskini nikogo nie było. Norma. Po drodze zresztą też nikogo nie spotkałam. Tamtą blondynką, która za nami szła była Hafetesona. Może i jest wyrocznią, ale wyrocznia, wyroczni do głowy zajrzeć nie może. Takie są zasady.
Dopiero co sobie uświadomiłam, że nagłe wybiegnięcie z jadalni musiało dziwnie wyglądać. Trudno. Mogłam się z łatwością wytłumaczyć.
Niestety krew już była zaschnięta, więc zmycie jej trwało dłużej niż się tego spodziewałam. Gdy w końcu skończyłam byłam wyczerpana. Marzyłam tylko o ciepłym łóżku, jeżeli łóżko w Jaskini można nazwać ciepłym.
- Gdzie byłaś? - zapytała zaciekawiona Haf. Nawet nie usłyszałam, kiedy przyszła.
- Strasznie rozbolała mnie głowa, myślałam, że Strażnik mnie wzywa, ale jednak się myliłam – skłamałam, ale chyba uwierzyła, bo nie zadawała więcej pytań. Gdy tylko się położyłam, zasnęłam.



Kinga? xD Trochę opo-trawa, ale tym razem ty rozwiń akcję xD

Od Alexandry CD Sylvaina

Od dwóch godzin podążałam za jednym z łowców. Średniego wzrostu kobieta, z długimi czarnymi włosami szukała prawdopodobnie tropów nadnaturalnych. Już dawno dałam znać reszcie o łowczyni, ale w odpowiedzi, póki co, dostałam informacje, żebym dalej za nią podążała. Usłyszałam trzask gałęzi kilka metrów za sobą. Spojrzałam w tamto miejsce i jedyne, co dostrzegłam to wiewiórka. Wróciłam wzrokiem w miejsce, gdzie była kobieta, uciekła.
-Cholera...-Warknęłam i ruszyłam biegiem po jej śladach. Po kwadransie dobiegłam na plaże. Od jakiegoś czasu słyszałam ujadanie psa więc kierowałam się tym dźwiękiem. Nagle w wodzie dostrzegłam jakiegoś chłopaka, który również mnie zobaczył i podpłynął do brzegu.
-Kim jesteś?-Zapytał wychodząc z wody, a ja jedynie położyłam palec na ustach. Niepostrzeżenie wyjęłam jeden z noży. Zauważyłam niepewność w oczach chłopaka. Nagle usłyszałam trzask gałęzi i w ułamku sekundy obróciłam się rzucając bronią w miejsce, gdzie stała łowczyni. Nóż utkwił w drzewie, a ja zrobiłam unik przed strzałą. Zerknęłam do tyłu na chłopaka, który na szczęście nie oberwał. Ruszyłam za kobietą do lasu, w pewnym momencie dotarłam do polany. Zatrzymałam się szukając śladów. Nagle przede mną pojawiła się łowczyni z chytrym uśmieszkiem na ustach. Obróciłam się i zauważyłam drugiego łowce.
- Dwoje na jedną, gdzie tu sprawiedliwość? - Zapytałam obserwując napastników, którzy nic nie odpowiedzieli tylko się głupio uśmiechali. Oboje ruszyli na mnie w tym samym czasie, zaczęłam zręcznie blokować ich ataki.
-  Może ci pomóc? - Obok nas pojawił się blondyn z plaży.
- A, chętnie skorzystam. - Stwierdziłam wyprowadzając uderzenie. Mężczyzna rzucił się na chłopaka, a ja zajęłam się łowczynią. Kilka celnych uderzeń skutecznie uziemiło kobietę.
- Uważaj! - Nie zdążyłam się obrócić, kiedy poczułam silne uderzenie, które odrzuciło mnie o kilka metrów. Uderzyłam o drzewo i osunęłam się po nim w dół. Cios wykluczył mnie na chwilę z walki. Mężczyzna złapał kobietę i uciekł z nią do lasu.
- Cholera... - Warknęłam wstając, przytrzymując się drzewa.
- Wszystko w porządku? - Blondyn podszedł do mnie z współczującym wyrazem twarzy.
- Tak, tylko trochę w głowię mi się kręci, ale jest okay. - Odparłam i spojrzałam na chłopaka.- Za to ty krwawisz. - Stwierdziłam, wskazując rozcięty łuk brwiowy.
Sylvain

Od Kingi CD Dekki

Nie rozumiałam tego co się właśnie dzieje. Dlaczego ta istota próbuje mnie ratować. Bo chyba można to nazwać ratunkiem? Dziewczyna trzymała mnie mocno za rękę i przyciągała do ziemi. Zmarszczyłam brwi, ale postanowiłam się nie wyrywać. Dzisiaj jej wyraz twarzy był inny, a ona sama wydawała się wściekła. Na mnie. No proszę, ktoś się na mnie gniewa.
- Dlaczego to robisz? - szepnęłam, ale szybko zostałam uciszona. Przed nami stanęła jakaś blondynka, która przez dłuższą chwilę się rozglądała. Zacisnęłam mocniej pięści, powstrzymując narastającą żądzę krwi. Czułam chęć mordu, jednak utrzymywałam ją w kontroli. Słyszałam jak serce zaczyna mi szybciej bić, a ciśnienie wzrasta.
Blondynka na całe szczęście zrezygnowała i odeszła. Gdyby została chwilę dłużej ktoś na pewno padłby trupem. Ja albo ona.
- Poszła... - towarzyszka wypuściła powietrze. Wyrwałam swoją rękę z jej uścisku i wstałam. Byłyśmy już bezpieczne. Przynajmniej ja.
- Uciekaj - powiedziałam wyciągając katany. Na jej twarzy malował się obraz zdziwienia i niezrozumienia. - Uciekaj! - krzyknęłam jednocześnie machając kataną i wyciągając drugą. Dziewczyna wstała zaciskając pięści.
- Tak się odwdzięczasz? - zapytała tylko. Splunęłam na ziemię i rzuciłam się w jej kierunku. Zacisnęłam ręką jej usta i zbliżyłam usta do jej ucha.
- Nie jestem sama. Powinnaś to widzieć - szepnęłam. - Udawaj martwą.
Rozkazałam i wstałam. Odwróciłam się do tyłu jednak jedna z moich "podopiecznych" zdążyła do mnie przybiec i zorientować się o co chodzi.
Szybko zareagowałam i złapałam dziewczynę tak aby nie mogła się ruszać. Wyciągnęłam powoli katanę i zacisnęłam mocniej dłonie na jej rękojeści. Kopniakiem zmusiłam dziewczynę aby uklęknęła i spojrzała na Wyrocznię. Wzięłam zamach i jednym cięciem poderżnęłam gardło brunetce. Wydała z siebie tylko cichy jęk i padła na ziemię. Krew zabrudziła mi ręce, a Kolo przysiadł na moim ramieniu.
- Muszę wracać. - schowałam broń na swoje miejsce. Zabrałam ciało i przewiesiłam sobie przez ramię.
Nie mogłam ukryć, że miałam tysiące pytań do Obcej. Jednak moje zasady nie pozwalały na bratanie się z nadnaturalnymi. To oni zabijają niewinnych ludzi. My tylko się bronimy, oni rozpoczęli wojnę. Czy kiedyś się skończy? To zależy kto pierwszy wymrze.

Dekka? XD

Trzecia Wyrocznia!


"Nie bój się zaufać, samemu sobie".


Od Sylvaina

 Byłem świeżo po treningu. Jak zwykle zmęczony i spocony. Dzisiaj dałem im porządny wycisk. W końcu nie było mnie kilka dni, musiałem wrócić w pięknym stylu.
Razem z Werterem wróciliśmy do domu. Jako, że byłem bratem Kat mogłem mieszkać w Domu Przywódcy. Sam jakoś nie pchałem się na stanowisko zastępcy. Nie interesowało mnie to. Za bardzo lubiłem swoje treningi.
 Szybko się wykąpałem i postanowiłem pójść na plażę. Potrzebowałem się odprężyć. Oczywiście, Werter poszedł ze mną. Zdjąłem koszulkę i spodnie, tak że zostałem w samych bokserkach i wskoczyłem do wody. Pies zdecydował zostać na plaży i położyć się na ręczniku, który wcześniej tutaj położyłem.
W sumie, to nie wiem ile pływałem. Czas w wodzie rządzi się własnymi prawami. Wiele razy wydawało mi się,  że to zaledwie pół godziny, a wracałem późnym wieczorem. Jednak poczułem, że tym razem, coś zakłóca mój spokój. Werter również zaczął agresywnie szczekać, a to mu się zdarzało bardzo rzadko. Ktoś mi się przyglądał. Stał daleko, dlatego nie wiedziałem, czy to chłopak, czy dziewczyna. Podpłynąłem na brzeg.
- Kim jesteś – zapytałem postać. Zbliżyła się.

Ktoś xD

Od Dekki CD Kingi

Poszła sobie. A ja stałam jak wryta. "Zdechniesz!". Zamurowało mnie. Pierwszy raz ktoś odważył się coś takiego do mnie powiedzieć. Z jakiegoś chorego powodu coraz bardziej lubiłam tę dziewczynę.
W końcu się otrząsnęłam i ruszyłam do Jaskini. Nie było sensu za nią iść. Wątpię, że spodobałoby jej się to, że ją śledzę.
Gdy dotarłam na miejsce umyłam się i szybko zasnęłam

* * *

Nic mi się nie śniło, oznacza to brak ważnych wizji. Jak zwykle rano poszłam na śniadanie do Domu Przywódcy. Tylko w czasie posiłków można tam było spotkać każdego z naszego obozu. Usiadłam razem z jedzeniem w najdalszym kącie. Musiałam pomyśleć o tym co się wczoraj stało.
Nagle strasznie rozbolała mnie głowa. Wizja wskazywała na to, że Kinga ukrywa się gdzieś w drzewach, blisko obozu. Za blisko. Zostawiłam jedzenie i szybko pobiegłam w to miejsce. Popchnęłam Kingę na drzewo i docisnęłam rękę na jej gardle, unieruchamiając ją.
- Po coś tu przylazła! Zabiją cię jak się dowiedzą, że tu jesteś! A ja będę miała kłopoty, że od razu cię nie zabiłam - warknęłam na nią. Po moim wczorajszym spokoju nie było ani śladu. Mogło jej się coś stać!
- A podobno nie każdy jest taki sam. - odgryzła się. Dalej się wyrywała więc ją puściłam.
- To działa w dwie strony: oni myślą, że ty ich zaatakujesz...
- Bo tak jest - przerwała mi.
- ...dlatego oni zaczynają z tobą walczyć - powiedziałam to do niej, ale to tak jakbym mówiła do ściany. Powiedziała coś jeszcze, ale już jej nie słuchałam. Znowu dostałam wizji. Musiałam podpierać się o drzewo, żeby nie upaść. Ktoś tu szedł. I nie był przyjaźnie nastawiony do łowców.
- Chodź! Szybko! - krzyknęłam do dziewczyny i pociągnęłam ją w głąb lasu.
- Co? O co ci chodzi? - zapytała, ale, o dziwo, nie wyrywała się.
- Ktoś tu idzie! Chodź! - powiedziałam i pociągnęłam ją w krzaki, w których miałam być bezpieczna. Schowałyśmy się tam. Modliłam się o to, żeby Kinga nie zrobiła czegoś głupiego.

Kinga? xD

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Pierwszy wilkołak!


"Z ciekawością słucham kłamstw, gdy znam prawdę."

http://b3.pinger.pl/d70bea78dc0d3e4305de188eb27be9aa/39619_tumblr_mhf6e4jnbu1rqgwpeo1_.jpg

Od Kingi CD Dekki

Poczułam napływające gorąco, które zaczynało ogarniać całe moje ciało. Zacisnęłam mocniej szczękę i sięgnęłam po katany, które leżały na moich plecach.
Nie ma prawa znać mojego imienia, dopóki się nie przedstawię. Nie ma prawa znać mojej przeszłości czy też przyszłości. Bo niby jakim prawem? I niech nie mówi, że tego nie kontroluje. Nie wierzę! Nigdy nie uwierzę takim obrzydliwym istotom.
- Zamknij się... Zamknij tę swoją mordę! - krzyknęłam, przybierając bojową postawę. Przed oczami pojawił mi się obraz zalanej krwią matki, która leżała na ojcu. A potem śmierć siostry, która uśmiechała się do zabójcy. Przyjęła śmierć tak spokojnie... Jakby go rozumiała, ale dlaczego?
- Zastanów się lepiej dwa razy, zanim mnie zaatakujesz.
Myśli, że jest w czymś lepsza? Ponieważ ma te pieprzone moce? Uważa, że nikt nie może się jej równać?
- Nie będzie mnie pouczać jakieś dziwadło. - zaśmiałam się, prostując plecy. Miałam dość patrzenia na jej twarz, ale jednocześnie poczułam się pusta i nieobecna. Jakbym nie mogła panować nad ciałem. Wszystkie wspomnienia wróciły, a ja opadłam na kolana chowając twarz w dłonie.
- Wszyscy jesteście tacy sami... Potraficie tylko zabijać i niszczyć życie innych! - wysapałam przez łzy. Nie miałam już na nic sił, sama nie wiedząc dlaczego.
- Dopóki nas nie poznasz, nie masz prawa oceniać. - jej spokój był dla mnie jeszcze większym ciosem.
- Jeszcze się spotkamy. Ale wtedy nie będę taka spokojna. Poznasz gorzki smak przegranej. Zdechniesz! - zaśmiałam się, powoli wstając i chowając broń.
Przypomniały mi się wszelkie lekcje na temat nadnaturalnych. Rodzice zawsze powtarzali, że musimy żyć w zgodzie z każdą istotą. I co im to dało? Śmierć.

Dekka? XD

niedziela, 26 czerwca 2016

Pierwszy Anioł!



"Pierwsza zasada życia? Nigdy się nie poddawaj. Druga zasada? Zawsze pamiętaj o pierwszej."


Od Allijay

Obóz był dla mnie jedynym ratunkiem. No, przynajmniej tak słyszałam. A od kogo? Od napotkanych po drodze zmiennokształtnych. "Taka młoda nie da sobie rady w mieście", "Idź tam, bo tu to cię zabiją", "Obóz to jedyne bezpieczne miejsce". Pod wpływem opinii sama się tu dobiłam. Ze znalezieniem nie było większego problemu, powiedzmy, że mam szósty zmysł, który pomógł mi tu trafić. Jednak nie mogłam się przystosować do życia w zamknięciu, mimo dużego terenu czułam się w jakiś sposób ograniczona, a brak internetu i prądu nie ułatwiał sprawy.
Szłam leśną ścieżką. Pogoda była iście letnia, a słońce chyba chciało zrobić ze mnie frytki, nie wiele brakowało, a zamieniłabym się w wielką nadnaturalną plamę. Ptaszki ćwierkały umilając mi mój wolny czas, bo kiedy nie ma treningów jest go całkiem sporo. Rozglądałam się na około, moje oko cieszył obraz natury, i może przyglądałabym się dalej gdyby nie mój brzuch, który bardzo dobitnie chciał mi przekazać, że pora na posiłek. Do obozowej kantyny kawałek, a leniwość bardzo mi doskwierała, więc zmieniłam się i w tej postaci postanowiłam poszukać sobie czegoś na ząb. Do moich nozdrzy dostał się zapach zająca, a niedługo później zobaczyłam norę, z której wyskakuje małe puchate zwierzątko. Bure futerko, dłuuugaśne uszy no i ten mały ogonek. Na początku polowań miałam miękkie serce, ale teraz jest to dla mnie ummm... Coś normalnego. Tak jakby. Kiedy tylko stworzonko mnie zobaczyło zaczęło uciekać, toteż rzuciłam się w pogoń za obiadem. Z tego co zdążyłam zauważyć podczas tego szaleńczego pościgu to, to, że opuściłam granice obozu. Robiłam to w sumie dość często żeby dostać się do miasta na normalne jedzenie, a no i żeby posiedzieć trochę w kafejce internetowej coby nie być aż tak zacofaną. Kiedy już miałam uszastego na wyciągnięcie łapy, jak z podziemi wyrosła przede mną postać. Zając zdążył czmychnąć, a ja w lekkim szoku patrzyłam na człowieka. On po chwili konsternacji rzucił coś w stylu:
- Ale brzydki kundel - wzruszył ramionami i zapewne odszedłby zostawiając mnie w spokoju, ale ja przecież nie mogłam dać sobą pomiatać!
- Likaon - na mej "psiej"mordce ukazał się grymas, bo przecież jak można pomylić psa z likaonem, no proszę was!
- Ahhh! Zmiennokształtny, no proszę, proszę - zbliżył się do mnie.
Jay! Ty zawsze musisz coś palnąć, w najmniej odpowiednim momencie, kiedyś cię zabiją przez to albo, w sumie, zabiją cię teraz.


<Ktosiu? c: >

Od Dekki CD Kingi

W Jaskini pustka. No może nie licząc pająków, nietoperzy i tym podobnych. Wiedziałam, że dzisiaj nikt się nie pojawi, więc wyszłam. Najpierw do obozu, odbywał się tam jakiś trening, który tym razem prowadziła Katrfin. Dzisiaj chyba miała dobry dzień, więc stwierdziłam, że nie będę jej przeszkadzać. "Zobaczyłam", że w lesie spotkam kogoś ciekawego. Udałam się tam.
Była tam rudowłosa, ładna dziewczyna.  "Kinga" - przepowiedziało mi moje trzecie oko. Była łowczynią, ale nie wyglądała jakby dzisiaj miała ochotę kogoś zabić. Chyba.
Ujrzała mnie. Stwierdziłam, że nie ma poco się dłużej ukrywać.
- Witaj. Kinga, tak? - zapytałam. Trochę się zdziwiła, ale szybko wróciła do obojętnego wyrazu twarzy.
- Skąd znasz moje imię? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.
- Dużo wiem.
Poznała mnie. Zaraz mnie zaatakuje.
- Nie próbuj - ostrzegłam ją.
- Jesteś wyrocznią.
- Tak, ale to nie oznacza, że masz mnie od razu zabijać. Nie każdy jest taki sam jak  on - powiedziałam, teraz to już naprawdę była zła. Nawet nie próbowała tego ukrywać.

Kinga? xD



Od Kingi

Siedziałam na skraju klifu, który miał dobre 30 metrów. Mogłam z niego spoglądać na miasto, w którym tętni życie. Ale tak na prawdę jest tam pusto... Nikt nie chce żyć, każdy liczy tylko na przeżycie. Chore, prawda?
Kolo latał teraz i spoglądał na mnie z góry, a ja wpatrywałam się głupio w niebo. Sama nie wiedziałam co chcę tam zobaczyć.
- Chyba musimy się zaopatrzyć... - westchnęłam do siebie, gdy Kolo przysiadł obok mnie. Pogłaskałam go po główce i wstałam na równe nogi. Założyłam na głowę kaptur od bluzy, a ręce włożyłam do kieszeni.
Razem z Kolo na ramieniu udałam się do sklepu po zaopatrzenie. Chyba wiadomo o jakim mówię - broń.

* * *

W sklepie o dziwo był ktoś inny niż ja. Niestety już wychodziła, bo była to blond-włosa. Nawet nie zdążyłam wejść, gdy kobieta opuszczała budynek. Jednak wydawała mi się dziwnie inna. Mój łowczy instynkt zaczynał świrować. Jednak zignorowałam go, nie chciałam już paprać rąk.
- Jakie zamówienie? - zapytał kasjer z poważną miną. Wyciągnęłam rękę razem z kartką, na której zapisałam wszelkie potrzebne mi rzeczy. Podałam ją mężczyźnie, który szybko ją przepatrzył.
- Dzięki - mruknęłam, zdejmując kaptur i pozwalając moim rudym włosom się pokazać. Zapłaciłam zaliczkę, która nie była mała. Odbiór miałam za 5 dni w godzinach wieczornych.
Ruszyłam z powrotem, ale tym razem do lasu. Przy sobie miałam tylko dwie katany, które kiedyś należały do mojej matki. A przynajmniej tak mi mówił Wuj.
Niestety nie będzie to spokojny spacer, tak jak planowałam. Zza drzewem dojrzałam jakąś postać. Nie mogłam stwierdzić kto to, jakiej jest płci i czy to nadnaturalny. Wiatr za bardzo wiał, więc mogłam liczyć tylko na to, że się pokaże. I nie będę musiała pierwsza zadawać ciosu. Zabawa przede wszystkim.


Ktoś? :>

sobota, 25 czerwca 2016

Pierwsza zmiennokształtna!


"Każdy żyje w obszarze urojonego na własne potrzeby świata".
 http://i.imgur.com/z4TrnTK.gif

Od Katfrin

Byłam w świecie ludzi, Demon szedł obok mnie choć nie był zadowolony ze smyczy, którą trzymałam by nie wpadł pod samochód, czy nawet się nie zgubił. Choć szedł spokojnie widziałam, że chce biec i poznać ludzi. Musiałam zamówić kilka rzeczy do obozu, bo przecież to przywódca musi zapewnić pożywienie i nową broń, którą zniszczyli. Weszłam do znanego mi sprzedawcy broni, nie tylko palnej, ale i białej, którą uwielbiam.
- Katfrin, kiedy ja cię ostatnio widziałem... brakuje ci czegoś do obozu?-zapytał Derek, był wilkołakiem.
- Nic nie mów, pisz zamówienie - podeszłam do lady a on wyjął długopis i kawałek kartki.
- Mów księżniczko-powiedział, a ja wywróciłam oczami, uspokój się Katfrin... wdech wydech, nie krzywdź go bo będziesz miała problemy.
- Mówiłam ci coś na ten temat, a teraz do rzeczy, zamawiam: miecze, wiesz jakie, włócznię, tarcze...-wymawiałam wszystkie potrzebne rzeczy, aż w końcu skończyłam.
- Dobra... będzie za 4 dni - rzekł, a ja skinęłam głową.
- Ile? - zapytałam, a ten podał mi sumę o wysokości kilku zer. Westchnęłam, zbankrutuje z tym obozem....
- Dobra, idę - powiedziałam i wyszłam ze sklepu, jeszcze tylko jedzenie jednak nie było dane mi wejść do kolejnego sklepu gdyż moją uwagę przyciągnął jeden z uczniów obozu.... co on ku*wa tutaj robi?! Przeszłam przez ulicę i stanęłam przed nim, cofnął się o krok i spojrzał na mnie zdziwiony.
-Czy nie powinieneś być teraz na jakimś treningu?-zapytałam unosząc jedną brew.
- Ja...musia... już wracam - rzekł i skierowała się do obozu.
- Jak się nazywasz? - zapytałam, a on odwrócił się do mnie.
- Gabriel Van Alen - odpowiedział i wrócił do obozu, a ja stałam zdziwiona, czy to on? Jeśli tak, to czemu wcześniej nie zwróciłam na to uwagi? Otrząsnęłam się i skierowałam do sklepu by zamówić jeszcze ostatnie rzeczy do obozu

~*~*~*~*~*

Kiedy wróciłam do obozu byłam zmęczona, było tak gorąco, że wszystko się do mnie przyklejało, potrzebna mi kąpiel. Odpięłam smycz Demona, a ten pobiegł na dwór, jak on ma jeszcze siłę? No cóż... ja potrzebuje długiej kąpieli, a on długiego biegu. Weszłam do swojego pokoju, a z niego do garderoby, wybrałam krótkie spodenki i bluzkę na ramiączka odsłaniającą brzuch, oczywiście czarne i nadające się do ćwiczeń. Wzięłam też czarną bieliznę i poszłam do łazienki, wlałam zimniejszej wody by móc ochłodzić ciało. Rozebrałam się i weszłam do cieczy, która od razu mnie ochłodziło. Zamknęłam oczy i rozkoszowałam się chwilą, bo za dwie godziny pójdę na trening...

~*~*~*~*~*

Rozczesałam jeszcze trochę morkę włosy i związałam je w luźnego koka. Wzięłam wodę i jabłko, które zamierzałam zjeść po drodze. Wyszłam z domu, a pod moimi nogami od razu znalazł się Demon, który szczekał wesoło, schyliłam się i pogłaskałam go. Poszłam na trening dla uczniów, który dziś prowadzić miałam ja. Trener wyjechał i dziś w nocy ma wrócić. Więc dziś mają surową trenerkę, kiedy dotarłam do sali, w której miały odbyć się zajęcia, obozowicze już czekali.
- Dziś trenera nie ma, jestem ja, dużo surowsza niż on, zadajecie sobie pytanie: Czy tak można? Odpowiem: Tak! Da się. Ćwiczymy na zewnątrz, ale przed tym idźcie pobiegać do wejścia obozu i do mnie!Szybko!-krzyknęłam i wszyscy zaczęli wychodzić z sali, wyszłam jako ostania i skierowałam się na miejsce gdzie mam zamiar ćwiczyć z obozowiczami. Zaczęłam się rozciągać by nie mieć zakwasów na drugi dzień. Kiedy przyszedł pierwszy uczeń odwróciłam się do niego i stwierdziłam, że jest to Gabriel.
- Rozgrzej się-stwierdziłam, a on skinął mi głową. W końcu dołączyła reszta, która też się rozgrzała.
- Dobra, macie dobrać się w pary-stwierdziłam, a oni od razu to wykonali.

~*~*~*~*~*

Siedziałam na trawie i piłam wodę, było już po treningu więc obozowicze zbierali się i szli do swoich domków by się umyć. Byli zalani potem co przyjęłam za zwycięstwo, przypełzał do mnie Morten. Pogłaskałam go a ten postanowił mnie zostawić.... cham. No cóż, zobaczyłam jak ktoś staje przed mną więc spojrzałam w górę i zobaczyłam, nie kogo innego, jak Gabriela.
- Coś się stało? - zapytałam i wzięłam łyka wody.
- Skądś cię znam - nie odpowiedział na pytanie, a ja wzruszyłam ramionami i wstałam z ziemi.
- Mów mi Kat - odpowiedziałam na jego "pytanie", ruszyłam w kierunku swojego domu.
- Kat.... ale przecież...jak? - zadał pytanie.
- Wybacz, twoje dzieciństwo może i nie było tak piękne, bo w końcu rozumiałam cię, ale... ja nie miałam nawet gównianego dzieciństwa - stwierdziłam.

Gabriel? Jak sobie pani życzyła... 8910 słów aż dopiero się dowie :P

Kolejna wyrocznia!


"Suką się urodziłaś, księżniczką nie umrzesz."

piątek, 24 czerwca 2016

czwartek, 23 czerwca 2016

środa, 22 czerwca 2016

Blog zostaje otwarty!

Blog już dziś został zrobiony więc możecie wysyłać formularze i pierwsze opowiadania. Od razu witamy przywódcę nadnaturalnych:

"A że mnie Pan Bóg stworzył a szatan opętał jestem odtond na wieki grzesna i święta, dobra i zła, zdradziecka i wierna."
 

Katfrin Kayla Columbiana Salvadore 

wtorek, 21 czerwca 2016