środa, 28 września 2016
Od Kingi CD Dekki
Spoważniałam i wzięłam głęboki oddech. Możliwe, że to pierwsza i ostatnia okazja na uwolnienie się z tej cuchnącej klatki. Posłałam dziewczynie stanowcze spojrzenie, przygotowując swoje ciało do ataku.
- No proszę, proszę. Ciałko to ty masz niezłe. - rzucił do Dekki, powoli zbliżając się coraz bardziej. JA nadal czekałam. Musiałam wyczuć idealny moment. Gdy jego ręka zaczęła wędrować na jej biodra, tym samym wkraczając głębiej do celi - ruszyłam. Jednym zwinnym skręceniem karku, uśmierciłam ofiarę. Rzuciłam jego głową o ścianę, daleko od nas.
- Żyjesz? - zapytałam tylko, a towarzyszka odpowiedziała skinieniem.
Ruszyłyśmy dalej, przez ciemne i nieznane korytarze. Między nami panowała cisza, która lekko mi przeszkadzała. Wydawało mi się, że Dekka jest nieobecna. W pewnym momencie poczułam, że łapie mnie za rękę.
- Nie mogę tam iść. - szepnęła, zaciskając uścisk.
- Nie wygaduj głupst, idziemy. - pociągnęłam ją, ale ona skutecznie się zaparła.
- Tam jest nieznane mi źródło mocy, coś co odbiera mi siłę. Tracę siły... - szepnęła. Westchnęłam.
- No dobra... W takim razie wyjście musi być po przeciwnej stronie. - rzuciłam myśląc na głos. Ruszyłam ku dalszemu penetrowaniu dziury (bez skojarzeń).
Po długim czasie błąkania, w końcu udało nam się znaleźć wyjście. Niestety czekało tam na nas z 20 uzbrojonych ludzi. Warknęłam pod nosem, czując, że nie wygramy.
- Cel namierzony. - powiedział jeden do mikrofalówki. Z jej wnętrza wydobyło się tylko: "Przygotować się, ale nie strzelać.".
Nie mogłyśmy się ruszyć, czułam się bezsilna. Nagle usłyszałam krzyk. Najpierw cichy, potem coraz głośniejszy. Mężczyźni wokoło nas zaczęli łapać się za gardła, potem upadać. Spojrzałam na Dekę, która wyglądała jak czysty demon. Jej oczy przybrały krwistoczerwoną barwę, a wokół widziałam czarną aurę. Po chwili poczułam, że ja także upadam, nie mogąc złapać powietrza.
- EJ! - krzyknęłam, jak tylko mogłam. Na nic się to nie zdało. Zamknęłam oczy, śmiejąc się pod nosem. Dziwna śmierć. Liczyłam na bardziej spektakularną.
PO JAKIMŚ CZASIE
Nie mam pojęcia ile to trwało, ale obudziła mnie Dekka, gwałtownie mną potrząsając. Wyglądała już człowieczo.
- Coś ty zrobiła? - zapytałam niemal od razu.
- Przepraszam... - szepnęła, pomagając mi wstać. Rozglądnęłam się na boki. Obok leżeli już martwi ludzie. Wyglądali jednak jak flaki, nie ciała.
- Nieźle. - rozmasowałam szyję. Trochę minie zanim odzyskam pełnie sił.
- Nie przegram... - słyszałam nagle cichy głos Gabriela. Spojrzałam w stronę dochodzącego głosu. Chłopak przybity był do pala, tak, że jego nogi swobodnie zwisały, ale ręce musiały go dźwigać. Zmarszczyłam czoło, patrząc pytająco na dziewczynę.
- Co z nim zrobisz? - zapytała mnie, nim zdążyłam zadać swoje pytanie.
- Uwolnij go - szepnęłam, patrząc w ziemię. - Proszę.
- Zmiękło serducho? - zapytał chłopak. Podeszłam do niego i przejechałam delikatnie po jego twarzy.
- Szukasz zemsty? - zapytałam, czując napływające łzy. Jednocześnie wiedziałam, że za mną stoi Dekka gotowa do działania.
- Zabiję Was wszystkich... - szepnął, szarpiąc się.
- Jesteś pewny, że tego chcesz? - dopytywałam.
- Żartujesz sobie ze mnie?! - warknął. W tym momencie zrozumiałam, że dla niego nie ma ratunku. Powoli uwolniłam go z ucisku gwoździ. A raczej Dekka, którą o to poprosiłam. Gabriel leżał na ziemi, ledwo dysząc.
W pewnym momencie nad jego ciałem znalazła się zgrabna, zamaskowana dziewczyna o pięknych kruczoczarnych włosach. Jednym ruchem zakończyła żywot mojego przyjaciela. Chciałam ją złapać, ale nim zdążyłam zareagować uciekła. Pozwoliłam wtedy dać upływ emocją. Upadłam obok zwłok chłopaka i wtuliłam się w nie, głęboko płacząc.
- Przepraszam, przepraszam... - powtarzałam, czując jak robi się coraz zimniejszy.
Dopiero, gdy ciało całkowicie zesztywniało wypuściłam je i podeszłam do dziewczyny, która wpatrywała się głucho w wejście do jaskini.
- Dekka? - zapytałam, a ta spojrzała na mnie wzrokiem, który widziałam u niej pierwszy raz. Wyrażał gniew i złość. - Ej?!
- Chodźmy stąd, proszę... - szepnęła, powracając do normalności. Coś było z nią nie tak jak powinno. Spojrzałam ostatni raz na zwłoki Gabriela.
- Z chęcią. - westchnęłam i obie ruszyłyśmy z powrotem. Dekka jednak nadal wydawała się .. inna.
- Poczekaj... - zatrzymałam się. - Widzę, że coś jest z Tobą nie tak. Powiesz o co chodzi?
- Słyszałam tam płacz dusz... - szepnęła.
- Nie rozumiem...
- Zwykły śmiertelnik nigdy nie zrozumie. - warknęła i ruszyła na przód. Byłam teraz pewna, że coś jest z nią nie tak.
- Nie nazywaj mnie tak. - odburknęłam. Jednak reakcji dziewczyny się nie spodziewałam. Znów przybrała tą samą aurę i po prostu się na mnie rzuciła. Obrona była ledwo co skuteczna. Pomogła mi tylko wiedza na temat skutecznego obniżenia działalności nadnaturalnych. Wstrzyknęłam jej środek uspokajający. W prawdzie lekko przewyższyłam odpowiednią dawkę, ale to było konieczne. Po niej dziewczyna upadła, ciężko dysząc.
- Mów co się dzieje - rozkazałam, wiążąc jej kończyny. - Jeżeli będzie to konieczne, zabiję Cię. Chyba, że porządnie się wytłumaczysz.
Sama nie wiedziałam czy do końca mówię na poważnie. Jednak twierdziłam, że muszę sięgnąć po takie środki. Nie rozumiałam też dlaczego nagle jej zachowanie się tak gwałtownie zmieniło...
Dekka?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz