Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marcelina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marcelina. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 sierpnia 2016

Od Marceliny CD Dekki

Byłam jedynym Demonem w obozie, tak więc gdy się przemieniłam podczas marszu, większość patrzyła na mnie zdziwiona, przestraszona. Sama nie jestem pewna. Jedynie się uśmiechałam i dalej szłam przed siebie. Zostaliśmy podzieleni na grupy, aby najlepiej zaatakować ze wszystkich stron. Nawet z nieba, więc gdy byliśmy ich już blisko, ci, którzy mieli skrzydła, albo mogli się zmienić w skrzydlate stworzenia wzlecieliśmy w górę. Przez chwilę lecieliśmy prosto, aż w końcu naszym oczom ukazało się ognisko. Wokół niego siedziało z trzech ludzi, co oznaczało, że się już rozeszli. Jednak gdy owe osoby nas zobaczyły, wszystkie zagwizdały. Był to porządny gwizd, który rozległ się po całym lesie. A jednak nikomu on nie przeszkodził w zabiciu ich. Próbowali się bronić, może i nawet paru zranili. Niestety jednemu odcięto łeb, drugiemu wypruto flaki na zewnątrz, a trzeciemu ktoś poderżnął gardło. Staliśmy i słuchaliśmy otoczenia. Niczego nie dosłyszeliśmy, jedynie niektórzy słyszeli szmery, albo skradanie się. I po chwili z każdych stron atakowali.
Powróciłam do swojej normalnej postaci i wraz ze wszystkimi zaczęłam wracać do obozu. Niektórzy byli ranni, we krwi, nie koniecznie swojej. Ja tylko miałam ranę po wystrzale z łuku w plecy. Wbiło się w łopatkę, ale po wyjęciu nic mi się nie stało. Trochę pokrwawiłam, w tym czasie jeszcze ktoś zdążył mnie zranić w brzuch, ale to też drobnostka. Obie osoby zabiłam i to z wielką radością. Teraz wracaliśmy do obozu pełni triumfu, chociaż i tak nie mieliśmy pewności, że to wszyscy Łowcy. Może gdzieś jeszcze oni są? A poza tym, jeśli udało im się tu wejść, to dlaczego inni by mieli z tym problem? Ochrona robi się chyba coraz mniej bezpieczna.


<Dekka?>

piątek, 26 sierpnia 2016

Od Marceliny CD Jace'a

Ta... teraz nie zbyt wiedziałam co mam myśleć. Mówił co innego, ale jego ton do tych słów nie pasował. Jakby nie chciał mnie obrazić, albo nie potrafił być miły. Nie wiem. Teraz miałam mały dylemat, ale przecież po tym jak się rozgadałam, to będzie dziwne, jeśli nagle umilknę. Patrzyłam na jego minę, jakby uśmiechniętą, chociaż wcześniej patrzył się na mnie na wariatkę. Eh... Jak wszyscy.
Odwzajemniłam uśmiech.
- A po co? - Machnęłam ręką, że to nie potrzebne. Gdy miałam kontynuować swoją wypowiedź, chociaż i tak sama nie wiedziałam co miałam mówić, usłyszałam swoje imię.
- Marcelina - odwróciłam głowę w bok i zobaczyłam Dekkę.
- Cześć! - odparłam radośnie przekrzywiając lekko głowie w bok.
Odpowiedziała to samo, po czy nie zwracając uwagi na mojego towarzysza, powiedziała mi, abym poszła na Smoczą Górę.
- Dlaczego tam? - zapytałam zdziwiona.
Znałam to miejsce. Mówiło się tam o smokach, które ponoć już nie istnieją. Niestety także można tam spotkać łowcę.
- Ostatnio widziano tam dosyć liczną grupę łowców. Przywódczyni wybrała ciebie, abyś ich zabiła, bo... no wiesz... - przewróciłam oczami.
- Jestem demonem, no tak. - Pomachałam ręką, aby się już nie męczyła. Zgodziłam się na to, po czym wróciłam do chłopaka, który patrzył na nas i widocznie nie był pewny co robić. Dekka od nas odeszła, a ja spojrzałam na chłopaka. - To zobaczymy się później - odparłam z uśmiechem, po czym ruszyłam w stronę lasu dosyć żwawym krokiem.
Szybko zapomniałam o wszystkim, czyli głównie o chłopaku. A nawet o dziewczynie. Dlaczego? Bo gdy tylko zamieniam się w demona, w głowie mam tylko to, co muszę wiedzieć. A zamieniłam się gdy znalazłam się mniej więcej w środku lasu. Na głowie wyrosły mi dwa czarne duże rogi, włosy zbielały, a oczy stały się czerwone. Ubranie jak zawsze zmieniło się w czarną sukienkę, dosyć krótką, z odsłoniętym brzuchem jak i do połowy piersiami. Nogi miałam bose, a na plecach coś, co wyglądało jak czerwona peleryna. W rzeczywistości były to skrzydła, a raczej kości zaschnięte w krwi, z wiszącymi kawałkami skóry. Uwielbiałam ten wygląd, ta przemianę, bo wyglądałam strasznie. Bali się mnie, a mi się to właśnie podobało.
Droga na Smoczą Górę trwała tylko godzinę. Nie chciałam używać skrzydeł, bo po co? Wolałam zostawić sobie więcej energii przy starciu. Nie pamiętam kiedy ostatnio walczyłam jako demon. Minęło trochę czas. Zazwyczaj staram się nie przemieniać, bo każdy się mnie boi, unika i nie mam osoby do pogadania. Jedynie Dekka, która jakimś cudem przyjęła spokojnie wieści o mojej rasie. Inni nie zbyt dobrze to przyjmowali.
Gdy byłam już w celu mej podróży, rozwinęłam makabryczne skrzydła, po czym wzleciałam do góry, aby nie męczyć się wspinaczką na górę. Między szczytem, a jakąś grotą palił się ogień, a wokół niego byli zgromadzeni łowcy. Było ich tylko czterech. Skryłam się w niewielkiej dziurze, w której się mieściłam, po czym uważnie ich obserwowałam. Czasem się śmiali, a czasem rozmawiali. Czekałam na resztę dosyć długo. Zdążyło się już ściemnieć. Dopiero wtedy udało mi się wychwycić bardzo ważny dla mnie monolog.
- Wszyscy już są? - wysoka niebieskooka kobieta zadała to pytanie nieco niższemu, jednak bardziej masywniejszemu mężczyźnie o krótkich czarnych włosach, prawie że ściętym na łyso.
- Tak - uśmiechnęłam się sama do siebie. W końcu mogłam zaatakować. Było ich dokładnie trzynastu, dwie kobiety i jedenastu mężczyzn. W tym chyba nawet jedno dziecko, ale mi to nie przeszkadzało. Gdy wszyscy wstali i przygotowywali się do dalszej drogi, zaczęłam swoją zabawę. Jednak byli na tyle liczni, aby utrudnić mi wyzwanie. Także zaczekałam do momentu, aż wszyscy zaczną schodzić gęsiego z tego góry. I tak się stało. Przyodziani w wiele broni zaczęli schodzić. Tak właśnie atakowałam ich po kolei. Pierwszą ofiarą było to dziecko. Zatkałam mu usta ręką i zaciągnęłam do tyłu, gdzie pozbawiłam go życia dzięki złamania mu karku. Nie było mi go szkoda, wręcz przeciwnie. Cieszyłam się, że znowu mogę poczuć pobawić się w chodzącego kosiarza, który zabiera życie. Nawet dzieci. Drugą ofiarą był mężczyzna, któremu wbiłam długie ostrze tamtego dziecka. Zanim krzyknął, jego usta napełniły się krwią i się udusił nią. Dalej mnie nie widzieli. Aż w końcu zostało ich tylko siedmiu, gdyż kobieta miała niezłą przeponę i potrafiła tak krzyknąć, że uszy prawie mi odpadły. Musiałam jej odciąć głowę, aby się zamknęła. Jednak tak czy siak została zdradzona, przez co musiałam walczyć z nimi wszystkimi naraz.


<Jace?>

Od Marceliny CD Dekki

Wczoraj zaraz po odprowadzeniu Dekki do domu, wróciłam na służbę. Zaczęłam rozglądać się wpierw po lesie, gdzie to ukrywał się poprzedni Łowca. W powietrzu unosił się zapach ogniska, w nocy księżyc oświetlał dym, który ulatywał z małej polanki gdzieś na środku tego lasu. Bez namysłu podążyłam w tamtym kierunku. Skryłam się na drzewie i uważnie obserwowałam grupę ludzi siedzącą tam. Rozmawiali i się śmiali, a niektórzy trzymali jakieś mapy i wskazywali coś palec. Nie byli stąd, poznałam to po ich woni, jak i wyglądzie. Każdy posiadał broń blisko siebie. Nad ogniskiem piekli sobie dzika, a jedne stworzenie i tak już spożywali. Z chęcią bym ich zabiła, zmieniając się przy tym w Demona. To było bardzo prościutkie. W końcu było ich zaledwie siedmiu, a większość to były dosyć mizerne dziewczyny. Jedna z nich nawet nie była pełnoletnia, widać to było na pierwszy rzut oka. Obserwowałam ich dobrą godzinę, aż nie poszli spać. Jeden, mężczyzna, stanął na warcie i strugał nożem jakiś kawałek deski. Wtedy odeszłam od tego miejsca, aby zawiadomić wszystkich.
Następnego dnia chyba wszyscy się o tym dowiedzieli. A dlaczego to było takie ważne? Dlaczego ich nie zabiłam? Otóż ludzie musieli jakoś tu wejść, a jeśli taka liczna grupa sobie poradziła, jest możliwe, że są także i inni. A jeśli zabije się ich od razu, to będzie ostrzeżenie dla reszty, że wiemy o nich. Wtedy mogą zaatakować znienacka, nie czekając już ani chwili dłużej. Katfrin z samego rana kazała mi powiadomić resztę, a sama udała się w las. Zrobił się tłum w obozie, każdy mówił o tych łowcach, ciągle mnie wypytując o jakieś szczegóły. Ja za to odnalazłam Dekkę, bo tylko ona mi została.
- Coś się stało? - zapytała gdy tylko do niej podbiegłam.
Kiwnęłam szybko twierdząco głową, po czym wytłumaczyłam jej mniej więcej co się dzieje.


<Dekka? Brak weny>

czwartek, 18 sierpnia 2016

Od Marceliny CD Jace'a

Kolejny dzień z mojej perspektywy był świetny. Słońce, które swoim blaskiem oślepiały każdego, zero chmur na niebie, które by oznaczały jakiekolwiek krople deszczu, zimny aczkolwiek lekki wiaterek, który powiewał znad wschodu i porywał moje ubranie i włosy na zachód. Taki mały opis tego dnia. Nie mogę też pominąć tych ćwierkających ptaków z lasu, które tworzyły piękna melodię. Przynajmniej dla moich uszu.
Oparłam się o ramę na schodach i z zamkniętymi oczami wsłuchiwałam się w to, co mogłam usłyszeć. Czyli pąki, szum liści, gwizd wiatru. Lubiłam taki spokój. Nagle wyczułam jakąś nieznaną mi woń. Otworzyłam raptownie oczy i się rozejrzałam. Przy domku dalej stał wysoki, dobrze zbudowany blondyn i długich, rozpuszczonych włosach jak u dziewczyny mężczyzna, zapewne ode mnie starszy. Od razu coś mnie ruszyło w środku i krzyknęłam do niego zwykłe „Ej”, ale on mnie nie zobaczył, ani nie usłyszał. Przewróciłam oczami i zeskoczyłam ze schodów od razu na ziemię. Podeszłam do niego żwawym krokiem. Stanęłam za jego plecami. Jakaś część mnie chciała go poznać. W końcu jedyną osobą jaką tutaj znam, to Dekka. Nikt więcej, bo wiedzą, że jestem demonem i praktycznie się zapewne mnie boją. Nic więcej. Chociaż nie. Niektórzy już widzieli mnie po przemianie jak zabijałam. To też druga sprawa, ale nie ważne.
- Ekchem.
Lekko pochyliłam się do przodu łapiąc się za ręce z tyłu. Chłopak automatycznie się odwrócił w moją stronę. Miał śliczne błękitne oczka... i w tej chwili moja demoniczna część zachciała je zszyć. Fajne mam myśli, prawda? Patrzył na mnie nieco zdziwiony, aż w końcu jego twarz stałą się obojętna.
- Jestem Marcelina, ale mówią mi Narcyz - wyprostowałam się i posłałam mu radosny uśmiech. - Jesteś tu nowy? Nie widziałam cię tutaj nigdy, ale nie wiem, czy to może dlatego, że rzadko zwracam uwagę na innych - jak zawsze musiałam się rozgadać.
Wyciągnęłam w jego stronę z chęcią dłoń.
- A ty jak się nazywasz? - lekko przechyliłam głowę w bok.
Chłopak stał tak wmurowany w ziemię, jakby nie wiedział co się dzieje.
- Jace - uścisnął niepewnie moją doń, jakby z lekką niechęcią. Ponownie schowałam ją za plecy.
- Masz ciekawe imię - stwierdziłam. - Pierwszy raz takie słyszę, ale jakoś pasuje do ciebie. To pewnie przez te długie blond włosy. Z tyłu trochę przypominają dziewczyńskie - i znowu się rozgadałam. Gadałam bez sensu, w ogóle nie myśląc o tym, co właśnie mówiłam. - Mieszkam tylko domek stąd i zauważyłam cię jak stałam na schodach. Przyszłam się przywitać, bo chyba tak wypada, jak masz nowego sąsiada - a usta mi się dalej nie zamykały.
Gdy zdałam sobie sprawę, że znowu gadam i gadam nie dając mu dojść do słowa, zamilkłam.
- Wybacz - uśmiechnęłam się niewinnie. - Czasem się rozgadam. Jeśli ci to przeszkadza, mogę się zamknąć. - Nawet wypowiadając to zdanie z mojej twarzy nie znikał ten cholerny uśmiech, jakby ktoś mi go przyszył na zawsze. Jace patrzył na mnie obojętnym, aczkolwiek trochę zdziwionym wzrokiem.
Tak, wiele razy tak się rozgadywałam. Zazwyczaj się albo mną od razu nudzili gdy mnie poznawali, albo nie mogli mnie już po prostu słuchać i mnie płoszyli. Znaczy dawali mi do zrozumienia, że nie mają ochoty mnie słuchać. Niektórzy robili to delikatnie, a inni prostu z mostu. Nie zależnie od słów, czynów, liczby odtrąceń, nie mogłam się nigdy przestać uśmiechać przy innych. Aż dziwne, że nie łapie mnie skurcz. Stało się to tylko dwa razy, gdy okazało się, że uśmiechałam się przez sen. Z tego co pamiętam miałam jakiś miły sen i tyle. Dla demona zwyczajny ludzki sen to coś niezwykłego, gdyż zazwyczaj witają mnie same koszmary. Ale przyzwyczaiłam się do nich i jest mi już obojętne co mi się śni.
I znowu się rozgadałam...
Stałam tak wyprostowana z rękoma za plecami i wpatrzona w Jace. Czekałam cierpliwie na jego odpowiedź, która dość długo nie nadchodziła. Jakby ciągle myślał nad odpowiedzią, albo próbował dalej zrozumieć moje szybkie i bezsensowne gadanie. Tak. Gadam nie tylko bezsensu, co mi ślina na język przyniesie, ale także bardzo szybko, aczkolwiek wyraźnie. Dzieje się tak tylko wtedy, gdy jestem radosna. A dzisiaj trafił mi się wspaniały dzień i po prostu chciałam go poznać. Nic więcej, często mam takie świetnie dni.

<Jace?>

Od Marceliny CD Dekki

Nowy dzień zapowiadał się całkiem dobrze. Lekkie zachmurzenie i słaby wiatr dawały mi ukojenie w snach. Ponieważ znowu zasnęłam pod drzewem, nie miałam żadnych koszmarów. Zaraz po odejściu od wczorajszego ogniska, poszłam na służbę. Miałam wyznaczoną tylko nocną zmianę, ale czasem lubię posiedzieć także i w dzień. A to tylko dlatego, że nie mam co innego ze sobą zrobić. A podczas pilnowania terenu, jestem sama ze swymi myślami. Tak jak teraz pod ogromną rośliną, która pięła się wysoko ku niebu. Gałęzie zasłaniały mi słońce, trzymając moje całe ciało w cieniu. Nie było mi gorąco, lecz w sam raz. Po południowe słońce grzało mocno suchą ziemię, tak więc gdy owa żółta kula się schowała za białymi chmurami, czułam ulgę. Mogłam swobodnie się wylegiwać w cieniu, z piata już kanapką w dłoni.
Przemierzałam las z rewolwerem pod kurtką. Ta broń mi wystarczała całkowicie, gdyż i tak sama byłam demonem, tak więc nic mi nie zagrażało. Tak samo mojemu otoczeniu, ale do czasu. Wyczułam czyjąś obecność. Słyszałam szalone bicie czyjegoś serca, jak i powolne skradanie się. Czułam powolny oddech... Łowcy. Tak, to zdecydowanie był Łowca. Ze zwykłego spacerku przeszłam do szybkiego biegu, aczkolwiek cichego. Unikałam gałęzi, kałuż i błota, aby nie narobić tylko niepotrzebnego hałasu. Przemierzałam w ten sposób las i z każdym susem oddech stawał się wyraźniejszy. Tak to jest być demonem, jak i poczuć naturę. W końcu przystanęłam, chowając się na drzewie. Zauważyłam niskiego mężczyznę z pistoletem w dłoni. Był ubrany na czarno, miał także chustę na twarzy. Widziałam tylko jego oczy. Kucnął za krzewem i podniósł swoją broń. Zaczął celować. Drzewa zasłaniały mi tą osobę. Była to zapewne kobieta, gdyż wiatr powiewał jej sukienką jak flagą w dzień niepodległości. Gdy zaczął pomału naciskać spust, zeskoczyłam z drzewa i wytwarzając miecz z krwi, znalazłam się tuż obok łowcy. Za nim zdążył wystrzelić pocisk w kierunku przedstawiciela jakiejś rasy, obcięłam mu rękę. Cały las ogarnął jego krzyk, który zakończył się po wbiciu mu miecza w brzuch. Z ust wypłynęła mu krew, a ja byłam już pewna, że Łowca nie odbierze życia żadnemu z nas. Ale nie mogę tracić czujności. Mógł ze sobą kogoś przyprowadzić, skąd mogę wiedzieć, że za chwilę nie wystrzeli we mnie jakaś nowa osoba? Ale tak się nie stało. Wyjęłam miecz, tym samym wchłaniając krew do swojego ciała. Miecz zniknął, a ja patrzyłam z radością na ciało. Nieświadomie zatańczyłam swój taniec zwycięstwa.
- I kto tu jest zwycięzcą? - zaśmiałam się patrząc prosto w twarz martwemu mężczyźnie. Jego dłoń była za mną i trzymała pistolet, który po chwili stał się moja własnością. Schowałam go pod bluzę, po czym kucnęłam i zaczęłam przeszukiwać jego kieszenie. Podczas tego zajęcia przypomniałam sobie o dziewczynie, w którą martwy osobnik wcześniej celował. Odwróciłam się i zobaczyłam Dekkę. Stała w sukience i z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Cześć - przywitałam się, po czym wróciłam do poprzedniego zajęcia, szybko tracąc zainteresowanie dziewczyną.
- Cześć - odpowiedziała i podeszła do mnie. Stanęła obok i przyglądała się moim poczynaniom. - Szybka jesteś - pochwaliła mnie, a ja zaśmiałam się.
- Dzięki - z kieszeni wyciągnęłam prezerwatywy. Najpierw na nie spojrzałam, sprawdziłam, czy opakowanie nie jest uszkodzone, po czym schowałam je do swojego ubrania.
- Masz chłopaka? - zapytała Dekka po schowaniu przedmiotu.
- No co ty - ponownie się zaśmiałam i znowu włożyłam rękę do kieszeni, ale tym razem do tej w spodniach. - Ale za kilka lat mogą mi się przydać. Może - dodałam i wyciągnęłam paczkę z zapałkami. Gdy ją otworzyłam, niczego tam nie było, więc wyrzuciłam przedmiot za siebie.
- Pomóc ci? - zaproponowała, ale ja tylko wstałam.
- Już nie trzeba. Jedynie miał przydatny pistolet i prezerwatywy - odparłam.
Popatrzyłam chwilę na martwe ciało, po czym przestałam się nim całkowicie interesować. Wróciłam wzrokiem do dziewczyny, która także patrzyła na nieboszczyka.
- Tak w ogóle, to byłaś na jakimś spacerze? Na początku w ogóle cię nie poznałam - ponownie interesuje się Dekką całkowicie zapominając o tym całym zajściu.
- Właśnie wracam do domu - na jej twarzy dalej malował się uśmiech.
- Potowarzyszę ci, ok? Służbę mam tylko nocą, a przy okazji dopilnuję, abyś dotarła żywa - zaproponowałam.

<Dekka? Nie umieraj>

wtorek, 19 lipca 2016

Od Marceliny CD Dekki

Chciałam sprawdzić, czy naprawdę jest Wyrocznią. Dałam jej wejść w mój umysł, a ona jednak się w tym sprawdziła.
- Wiem co robisz - spojrzałam na nią kątem oka, odrywając się od ognia. Z uśmiechem skierowałam się w jej stronę.
- Chciałam tylko sprawdzić, czy nie kłamałaś – odparłam, cicho się śmiejąc. Nie wiem wiele o Wyroczniach. Praktycznie nic, ale wiem, że są chyba tylko trzy i to koniec. - Opowiesz mi coś o Wyroczni? - poprosiłam. Jestem ciekawska i brakowało mi informacji na temat Wyroczni. Dekka spojrzała na mnie z deka zdziwiona.
- Najpierw ty powiedz jakiej jesteś rasy - odparła z minimalnym uśmiechem na twarzy.
- Możesz mi nie uwierzyć - ostrzegłam ją. Posłała mi pytające spojrzenie. - Jakoś nie jestem podobna do Demona, prawda? - wygląd wyglądem, miałam głównie na myśli swój charakter. Widział ktoś radosnego i uśmiechającego się wiecznie Demona z krwi i kości? Demony słyną z tego, że mają zły charakter. Są sadystami, egoistami, uwielbiają krew. Ja wręcz przeciwnie. Co za ironia losu, prawda?
Dekka patrzyła na mnie rzeczywiście zdziwiona, ale po chwili na jej twarz wtargnął mały uśmieszek.
- To co z moim wykładem o Wyroczni? - przypomniałam, zanim nastała głucha cisza, przerywana iskrzeniem ognia, jak i licznymi rozmowami i śmiechami przy ognisku.


<Dekka?>

poniedziałek, 18 lipca 2016

Od Marceliny CD Dekki

Znajdowałam się przy ognisku, w centrum tego obozu, zaraz obok domku przywódcy. Dlaczego tu jestem? Inni zapewne uważają, że nie mogłam spać, jak zapewne oni wszyscy. W rzeczywistości przybyłam tu z nudów. Nie to, że nie mogłam spać. Nie chciało mi się, potrzebowałam jakiegoś ruchu czy jakiejś rozmowy. Dlatego tu jestem, chociaż chyba i tak na daremnie. Czas zazwyczaj spędzam sama, tak jak teraz. Reszta obozowiczów rozmawiała w grupach albo w parach tak, jakby się znali od dziecka. Mogłoby się wydawać, że wszyscy jesteśmy normalni. Tak jakbyśmy znajdowali się na szkolnym obozie, a teraz spędzali wszyscy razem czas piekąc kiełbaski. Widząc to wszystko uśmiechnęłam się delikatnie, by ponownie spojrzeć i zahipnotyzować się w ogniu. Unosił się spokojnie i pomimo grawitacji, jego iskierki wznosiły się wysoko w niebo, jakby chciały dołączyć do gwiazd na niebie i świecić razem z nimi.
Nagle obok mnie ktoś usiadł. Odwróciłam głowę. Była to ranna dziewczyna, którą poznałam rano.
- Cześć - odezwałam się. - Jak noga? - Dekka usiadła obok mnie, jedną nogę prostując przed siebie, a drugą kuląc w ten sposób, że mogła się oprzeć o kolano.
- Jakimś cudem dałam radę tu dojść, więc nie jest tak źle - odparła z delikatnym uśmiechem na twarzy, który odwzajemniłam.


<Dekka?>

sobota, 16 lipca 2016

Od Marceliny CD Dekki

Spojrzałam na nieco wyższą ode mnie dziewczynę. Przyjrzałam się jej uważnie. Długie, brązowe i faliste włosy, rozpuszczone, opadały jej na twarz o pięknych niebieskich oczach. Była szczupła jak i wyglądała na wysportowaną. Nie miała makijażu, za to posiadała parę bransolet jak i naszyjników. Była całkiem ładna. W końcu mój wzrok powędrował na jej ranną nogę. Wypadek po drodze?
- Wpadłaś na sidła – od razu poznaję. No co? W końcu jestem strażnikiem i nie takich rzeczy się nauczyłam po drodze.
- Możesz coś z tym zrobić? Ponoć panujesz nad krwią – mówi opierając się o jaskinię, w której przespałam tę noc.
- Tak – wstaję i się rozciągam. - Ale tylko swoją. Nad czyjąś nie mam żadnej władzy – odparłam, a dziewczyna się krzywi. - Ale mogę ci pomóc. Zawsze mam przy sobie apteczkę na wypadek – dodaję, a dziewczyna kiwa głowę, po czym siada na ziemi, uważając, aby nie wykrzywić w jakiś sposób nogi.
Wyjęłam ze swojej torby czystą chustkę, nalałam na nią trochę wody oczyszczającej, po czym przyłożyłam do rany, siadając z boku dziewczyny. Zacisnęła zęby i cicho zasyczała.
- W ogóle, to jestem Marcelina, ale możesz mi mówić Narcyz – przedstawiam się, wyciągając po jakieś minucie czy dwóch igłę i nić. Rana ciągnęła się wzdłuż całej łydki, była całkowicie otwarta, więc należało ją zszyć.
- Dekka – przedstawia się. - Umiesz szyć skórę? - pyta jakoś mało dowierzając.
- Oczywiście – mówię nawlekając nić przez dziurkę i z dużą uwagą zaczęłam zszywać jej ranę, chociaż dosyć szybko. - Już wiele razy to robiłam i nikt nie narzekał, ani nie umarł – dodałam, gdy byłam już w połowie. Dekka uważnie obserwowała moje ruchy.
Wyjęłam bandaż.
- Zabandażować ci to na wypadek? - pytam rozciągając elastyczny bandaż. Niby taka mała torba, ale dużo się w niej może zmieścić. - Praktycznie z raną nic ci się nie powinno dziać, ale może lepiej zabandażować, abyś nie przerwała nici – mówię z przekonaniem.


<Dekka?>

niedziela, 10 lipca 2016

Od Marceliny

 Stawiam kolejne łapy na mokrym jeszcze śniegu, który przylepia się do moich łap, przez co moja podroż jest utrudniona. Jest mi coraz ciężej, a śnieżyca postanawia nie ustawać. Idę pod wiatr czując, jak każdy płatek śniegu wchodzi pod moje futro, mrożąc mnie żywcem. Jednak idę dalej, byle by się nie zatrzymać, a gorzej, żeby nie zawrócić. Muszę iść przed siebie. Po chwili widzę światło. Ale nie światło takie, które widzą umierający. To bardziej... pociąg! Za nim dźwięk lokomotywy przedrze się wpierw przez śnieg, a następnie moje uszy, zeskakuję z torów, na jakich stałam. Gdy maszyna przejeżdża obok mnie, tracę równowagę przez wicher stworzony przez nią. Pędził jak oszalała, a ja trafiłam na śliski śnieg. Nie mam kiedy wbić pazurów w lód, gdyż za nim się obejrzę, zaczynam się toczyć, niczym mała biała kulka śniegu z górki. Świat wiruję. Nie mogę się zatrzymać, aż w końcu na mojej drodze stoi drzewo. A dalej las. Nie mam szans się zatrzymać, więc czekam na zderzenie.
Otwieram automatycznie oczy i widzę tylko sufit swego pokoju. Podnoszę lekko głowę do góry i ze spokojem mogę stwierdzić, że to był tylko sen, a ja po prostu spadłam z łóżka. Wstałam po czym się rozciągnęłam. Gdy skierowałam wzrok w stronę okna, które była skierowane bardziej na wschód, blask porannego słońca obijającego się w kropla rosy oślepił mnie, przez co byłam zmuszona się odwrócić i potrzeć sobie oczy. Miałam już zamiar zniknąć ze świata w ciemnościach mojego pokoju, zasłaniając czarnymi firankami okna, aż nagle wszedł do mnie jakiś człowiek. Na ziemię kapało trochę krwi, więc od razu wiedziałam, że nieznajomy przybył tu do medyka.


<Ktokolwiek?>

Pierwszy Demon!


"Jeśli nie masz wyjścia, zrób je."



Marcelina Wolf ~ Demon ~ 17 lat