Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dekka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dekka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 września 2016

Od Dekki CD Kingi

Obudziłam się, leżąc na boku i czując pod głową poduszkę. Poduszkę? Otworzyłam oczy i zobaczyłam przed sobą półkę z książkami. Usiadłam tak gwałtownie, że aż zakręciło mi się w głowie. Odczekałam chwilę i rozejrzałam się. Byłam w jakimś małym gabinecie. Ściany pomalowano tu na beżowo, a przy jedynym oknie stało biurko z laptopem. Czarne, potężne krzesło stało samotnie.  W rogu pokoju umiejscowione było lustro. Ja leżałam na białej kanapie, lekko podziurawionej w niektórych miejscach.
Byłam zdezorientowana. Gdzie jestem? Powoli zaczęły powracać wspomnienia ze… wczoraj? Ile czasu spałam? Dzień? Dwa? A może tydzień? Pokręciłam głową, próbują skupić się na tym, co działo się wcześniej. I w końcu przypomniało mi się.
Co ja zrobiłam?
Na początku zabi… załatwiłam strażników, a potem rzuciłam się w stronę Kingi. Przecież ona mi już nigdy nie zaufa! Nie wiem co we mnie wstąpiło. To przez tę energię, którą tam wyczuwałam. Nie panowałam już nad sobą. Chociaż teraz to już nie ważne. Dopóki nie spotkam Kingi i tak nic jej nie wytłumaczę.
Podeszłam do drzwi i szarpnęłam za klamkę. Zamknięte. Raczej się tego spodziewałam. Spróbowałam dojrzeć moja mocą co znajduje się za nimi, ale znowu poczułam opór. Przeraziłam się. Nadal jesteśmy u Gabriela. A to oznacza… że znajduję się w jego gabinecie. Czyżby moje wspomnienia też nie były prawdziwe? Ale… Nie. To nie może być prawda.
Zaczęłam przeszukiwać pokój. Rozpoczęłam od biurka. W pierwszej szufladzie znalazłam papierosy, klucze od samochodu i gumy do żucia. Nic przydatnego. Druga zawierała zdjęcie Gabriela. Nic więcej. Ale teraz przynajmniej miałam dowód. To jest jego gabinet. Trzeciej szuflady nie dało się otworzyć. Zamknięta. Włączyłam komputer.
„PODAJ HASŁO”
– Nie ma sensu próbować – szepnęłam do siebie. – Nie jest idiotą.
– Był. – Usłyszałam głos Kingi.
Podniosłam głowę i ujrzałam rudowłosą dziewczynę stojącą swobodnie w drzwiach i patrzącą na mnie uważnie. Jednak w jednej dłoni dzierżyła sztylet. Boi się… mnie?
– Co się dzieje? – spytałam natychmiast. – Co ja tu robię?
Kinga podniosła palec wskazujący do góry, nakazując milczenie.
– To nie ty tu zadajesz pytania – powiedziała. – Co to miało znaczyć. Dlaczego się na mnie rzuciłaś – zapytała ze złością.
Pokręciłam głową.
– Nie mam pojęcia – odezwałam się. – To przez tę energię. Musisz mnie stąd zabrać! Nie kontroluję tego! – Podeszłam do niej ze łzami w oczach. – Proszę. Nie chcę skończyć w tym miejscu jako potwór. Nie wytrzymam tego.
Usiadłam na kanapie i zaczęłam cicho łkać. Miałam dość tej sytuacji. Kompletnie niczego nie rozumiałam. Co będzie, jeżeli znowu stracę kontrolę?


Kinga? xD Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam ten środek uspokajający, no ale… Jest co jest xD

poniedziałek, 26 września 2016

Od Dekki CD Kingi

Naprawdę ja musiałam to zrobić? Jak ja się do tego w ogóle nie nadaję. Westchnęłam zrezygnowana. Coś trzeba było wymyślić. Szkoda, że akurat to.
Przebrałam się, żeby chociaż ubranie mieć czyste. Ustaliłyśmy z Kingą, że jakoś go tu wciągnę, a ona go weźmie od tyłu. Chyba wolałabym na odwrót.
Podeszłam do krat. Strażnik stał swobodnie, pobrzękując kluczami. Był na tyle blisko mnie, że mogłam odczytać choć część jego myśli. Zresztą, wcale się z nimi nie krył. To co tam zobaczyłam należało do najbardziej obleśnych rzeczy, jakie w moim tak długim życiu widziałam.
Stary, ale jary - zaśmiałam się w myślach.
Musiałam zacząć. Odchrząknęłam.
Mężczyzna odwrócił się. Już na samym początku obiegł oczami moje ciało. Oblech jeden.
- Czego? - warknął.
Nie tego się spodziewałam.
- Może... chciałbyś spróbować czegoś dobrego - wypaliłam. Usłyszałam cichy śmiech Kingi. No nie...
Strażnik uniósł wysoko brwi, jednak zaraz je opuścił.
- Masz mnie za idiotę? - zapytał.
Tak - pomyślałam.
- Skądże - powiedziałam.
- To lepiej daj sobie spokój. - Zaczął się odwracać.
Podeszłam jeszcze bliżej.
- Na pewno? - szepnęłam jak najbliżej jego ucha.
Zauważyłam, że lekko się spiął. O to chodziło.
Wysunęłam moją drobną rękę przez kratę i zaczęłam jeździć nią po jego ciele. Czułam się jak skończona idiotka, ale czego się nie robi dla wolności.
- Zobaczymy co potrafisz. - Sięgnął po klucze i otworzył celę.

Kinga? xD
Nie stawiaj mnie więcej w takiej sytuacji, proszę...
Wiem, że długo nie pisałam. Nie będę miała pretensji, jeżeli mi nie odpiszesz. Trochę pochłonął mnie wir nauki i w ogóle...

sobota, 3 września 2016

Od Dekki CD Kingi

Zostawił nas obie zamknięte w celi. Nie wiedziałam co robić. Ta piwnica, loch czy co to było... blokowała moją wyrocznią moc. Nie tak do końca, ale jednak. Nie mogłam poznać Gabriela tak jakbym chciała, nie wyczułam kłamstwa w jego myślach. Nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam. Jakby sam był nadnaturalny.
Gdy tak siedziałam i patrzyłam na Kingę, zdezorientowaną równie jak ja, myśl, że jednak on jest taki jak ja wydawała się coraz bardziej realistyczna.
Tylko jaka była jego moc? Kontrola umysłu? Ciała? Jednego i drugiego? A może jeszcze coś gorszego?
Za dużo pytań, a za mało odpowiedzi. Do tego ta noga. Gówno mogłam z nią zrobić. Zwykła próba podnoszenia się wywoływała falę bólu.
Ostrożnie zdjęłam sobie spodnie. Z rany nie leciała już krew, ale to wcale nie była dobra wiadomość. Zamiast krwi, wylewała się okropna ropa. Długo tak nie pociągnę.
Okręciłam ranę, wyrobionym przez siebie opatrunkiem. Bez przeczyszczenia i tak to dużo nie pomoże, ale jednak. Potem powoli założyłam spodnie.
- Nie mogłaś tego wcześniej zrobić? - Usłyszałam głos Kingi z przeciwległej ściany celi.
- Nie było czasu - odpowiedziałam, przypominając sobie ostatnie wydarzenia.
Dziewczyna westchnęła. Pewnie tak jak ja zastanawiała się, co tu się dzieje.
- Mam wrażenie, że Gabriel to nadnaturalny - wyrzuciłam z siebie.
Kinga zbliżyła się do mnie i usiadła obok. Ona była skuta, ja nie.
- Wytłumacz.
- To jest coś z kontrolą. Najpierw uwierzyłaś, że nie żyje. Potem ja uwierzyłam w jego kłamstwa. Obie poddałyśmy się jego woli.
- No i jeszcze z łatwością nas pokonuje - dokończyła Kinga.
Pokiwałam głową i zniżyłam głos.
- Bardzo trudne jest pokonać kogoś, kto może zrobić z nami co chce.
- Ale przecież jestem Wyrocznią.
- Już nie - powiedziałam cicho.
Czułam zdziwione spojrzenie dziewczyny. Dla mnie również był to szok.
- Jak to? - zapytała po dłuższej chwili ciszy.
- To przez tę piwnicę. Jak z niej wyjdziemy moc wróci. Czuję jej wielkość poza. Trochę trudno to wytłumaczyć. - Uśmiechnęłam się gorzko.
- To co teraz zrobimy?
- Najłatwiej jest przekonać strażnika. Użyjemy do tego wszystkiego, co w tej chwili posiadamy.

Kinga? xD Teraz twoja kolej

czwartek, 1 września 2016

Od Dekki CD Kingi

Złapałam ją za ramię, aby ją uspokoić. Albo chociaż spróbować. Wyglądała, jakby miała zaraz się kompletnie załamać. Chociaż zrobiłam to też dlatego, bo zaraz bym upadła. Czułam się coraz gorzej i zaczynałam widzieć mroczki przed oczami. Jednak musiałam to wytrzymać. Dla Kingi. Do tego wszystkiego jeszcze ten śmiech. Mroczny, straszny śmiech.
Nie mogłyśmy tak stać i się patrzeć. Trzeba coś zrobić. Tylko co?
- Ta mała nie jest mi już potrzebna - mówiąc to, spojrzał w moją stronę. - To z tobą chciałem porozmawiać, ona była tylko przynętą. Taka miła pogawędka jak za dawnych czasów. Co o tym myślisz?
- Daj mi spokój! - Teraz już nie płakała. Na jej twarzy malowała się wściekłość.
I znowu ten śmiech.
Nagle poczułam na ramieniu czyiś dotyk. Brutalny, szorstki dotyk. Jakiś mężczyzna próbował mnie ciągnąć za bluzkę, żeby oddalić mnie od tej dwójki. Ostatkami sił próbowałam się wyrwać, ale moja siła przegrywała w starciu z jego. Nie! - chciałam krzyknąć, gdy nagle mi się coś przypomniało. Ciągnie za bluzkę, nie za ramię.
Użyłam swojej mocy, by przemienić swoje ubranie. Teraz przynajmniej było mi wygodniej i czułam się lepiej, mimo że rana została. Zdezorientowany mężczyzna spoglądał to na mnie, to na Gabriela. Obróciłam twarz w stronę tego drugiego.
Przyglądał się temu wszystkiemu z ciekawością wymalowaną na twarzy. Jakbym była jakim pysznym kąskiem.
- Co jeszcze potrafisz? - Cały czas się do mnie zbliżał, aż w końcu poczułam za sobą ścianę. Ale nagle mu się coś przypomniało. - Zabrać ją  - powiedział do strażnika i wskazał Kingę.
Obie praktycznie się poddałyśmy. Łowczyni cały czas była zszokowana. Patrzyłam, jak mężczyzna ją odprowadza, nie mogąc nic zrobić.
- Myślisz, że ci powiem - warknęłam i splunęłam w jego stronę.
Wściekły Gabriel uderzył mnie mocno w policzek. Z moich oczu mimowolnie poleciały łzy. Nadal nie przyzwyczaiłam się do takiego bólu.
- Gadaj! - krzyknął.
- Powiem, tylko wypuść Kingę - zażądałam. Nie wiedziałam, czy to zrobi, ale warto spróbować.
Zastanawiał się nad moją propozycją. Widziałam w jego wnętrzu, że jeżeli byłabym w stanie do czegoś przydać, wypuściłby ją.
-  Chodź za mną - powiedział tylko i poszedł.
Resztkami sił ruszyłam za nim. Zaprowadził mnie do celi Kingi. Spojrzała na mnie zaciekawiona. Ja tylko pokręciłam głową i spuściłam wzrok.
- Najpierw powiedz, co tam skrywasz - zapytał mnie i popchnął na ścianę.
- Jestem Wyrocznią - wychrypiałam.

Kinga? XD Mnie chyba też xD


środa, 31 sierpnia 2016

Od Dekki CD Marceliny

Obserwowałam wszystko z daleka. Jedynym plusem tej całej wyprawy, było to, że nikt nie zginął. Może i niektórzy zostali ranni, ale przynajmniej nie ma żadnych poległych.
Gdy zobaczyłam ich w końcu na żywo, przed samą, odetchnęłam z ulgą. Można by rzec, że kamień spadł mi z serca. Wszyscy wiwatowali i cieszyli się z wygranej. Śmierć kolejnego Łowcy oznaczała tyle, co jeden problem mniej. Od lat z nimi walczymy, ale nie da się zabić wszystkich. Zawsze, któryś się ukryje. Nie mówię tego z nienawiścią. Osobiście wolałabym żyć w zgodzie, ale to niemożliwe.
Podeszłam do Marceliny. Pierwszym, co rzuciło mi się w oczy, była rana na brzuchu. Trochę się zmartwiłam, ale i zdziwiłam; Marcelina nie wyglądała jakby to ją bolało, wręcz przeciwnie, jakby tego w ogóle nie czuła.
- Boli cię - zapytałam, wskazują na ranę.
Pokręciła głową.
- Nie, praktycznie tego nie czuję - powiedziała.
Zastanowiłam się chwilę. Rzeczywiście, rana nie wyglądała nie wiadomo jak groźnie. To chyba bardziej chodzi o to, że brzydzę się krwią.
- Obserwowałam was - oznajmiłam. - Szybko poszło. Chwila i po sprawie.
- Trochę za szybko - mruknęła dziewczyna.
- Co masz na myśli? - Zmarszczyłam brwi.
- Było ich tylko trzech. Poprzednio naliczyłam większą ilość. A zresztą, jeżeli dali radę wejść raz, dadzą i drugi.
Pomyślałam wtedy o Kindze. Nie raz wdarła się niezauważona. Szybko przegoniłam te myśli.
- Nawet jeżeli. Nie powinniśmy się tym przejmować. Trudno przedrzeć się wprost do obozu. Jedyne co, to zostaje im las, który jest patrolowany przez ludzi takich jak ty.
- Obyś miała rację - westchnęła i ruszyła w stronę swojego domu. Nie zatrzymywałam jej. Po takiej akcji należy odpocząć. Ja również poszłam w stronę Jaskini. Za sobą słyszałam jeszcze wiwatowania. Weszłam w ciemny las.

Marcelina?

niedziela, 28 sierpnia 2016

Od Dekki CD Marceliny

Gdy Marcelina wytłumaczyła mi o co chodzi, razem ruszyłyśmy do obozu. Wiedziałam, że Katfrin nie odpuści tamtym Łowcom. Nie należała do takich osób. Pewnie już zwoływała grupę Nadnaturalnych i przygotowywała broń.
Droga nie trwała długo. Obie się spieszyłyśmy. Ja nie brałam udziału w walce, ale chciałam wiedzieć, co zamierzają. Nie jestem zwolennikiem takich akcji, jednak nie jestem w stanie ich powstrzymać.
W końcu dotarłyśmy na miejsce. Katfrin stała wśród tłumu i tłumaczyła wszystkim co robić. Tak jak się spodziewałam, zaatakują dopiero wieczorem. 
Gdy dziewczyna skończyła przemawiać, wszyscy zaczęli rozchodzić się; jedni w stronę sali treningowej, a drudzy po prostu ćwiczyli swoje moce. Marcelina stworzyła miecz ze swojej krwi i trochę z nim poćwiczyła. Przyglądałam się temu wszystkiemu w milczeniu.

* * *

Powoli zachodziło słońce. Nadnaturalni zbili się w małą grupkę i dopracowywali ostatnie szczegóły. Na ich twarzach widniała zaciętość i wrogość. Tylko Anioły były trochę lepiej nastawione. W końcu nie mogli zabić. Do nich należało obezwładnienie przeciwnika.
Gdy już mieli ruszać, podbiegłam do Marceliny i złapałam ją za ramie. Odwróciła się w moją stronę.
- Powodzenia - powiedziałam i puściłam dziewczynę.
Ruszyli w stronę lasu. 

Marcelina? 

sobota, 27 sierpnia 2016

Od Dekki CD Kingi

Nie wiem, jak to się stało. W jednej chwili leżałam na łóżku, czytając książkę, a w drugiej na ziemi. Ktoś mnie związywał. Próbowałam się szarpać, ale byłam za słaba, żeby cokolwiek zdziałać. Nie miałam siły nawet krzyknąć, zresztą nie miałabym jak - w ustach miałam jakąś brudną szmatkę.
Poczułam, jak ta osoba mnie podnosi. Przeszukałam swoje myśli, wyszukując w nich tożsamości tego człowieka. Był nim ten sam mężczyzna, którego wczoraj spotkała Kinga.
Bezszelestnie wymknął się z domu Łowczyni ze mną na plecach. Już się nie wyrywałam. Straciłam resztki sił i czułam, że rana w nodze znowu się otworzyła. Oddalaliśmy się w stronę lasu. Ostatnim co ujrzałam, był, coraz bardziej oddalający się, dom Kingi.

* * *

Ocknęłam się w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Gdy moje oczy przyzwyczaiły się już do mroku, ujrzałam przed sobą schody. Rozejrzałam się. Znajdowałam się w bardzo małej piwnicy. Nogami praktycznie stykałam się z odległą ścianą.
Próbowałam się ruszyć, jednak skutecznie uniemożliwiały mi to sznury, którymi związane miałam nadgarstki oraz kostki. Tym razem na ustach miałam naklejoną taśmę. Niczym w jakimś filmie. Zachciało mi się śmiać. W co ja się wpakowałam? Jestem Wyrocznią, uwięzioną w piwnicy i praktycznie bezbronną. Owszem, mogłam zmienić te sznury w jakieś bransoletki. Przecież na tym własnie polegała moja moc. Jednak nie zdołałabym uciec. Przez materiał spodni widziałam rozległą plamę krwi. Mały ruch nogą wywoływał falę bólu.
Najpierw usłyszałam kroki. A po chwili, ktoś schodził po schodach w moją stronę. Jedynym co przyszło mi do głowy, to to, żeby udawać, że śpię. Obserwowałam całą sytuację jego oczami.
W dłoni trzymał latarkę, którą oświecił ciemne pomieszczenie. W końcu snop światła padł w moją stronę. Mała, śpiąca postać. Swoją drogą wyglądałam fatalnie, ale to już inna sprawa.
- No, no, no... - Usłyszałam męski głos. Nikogo mi nie przypominał. W ogóle tej osoby nie znałam. - Jesteś świetną przynętą. - Nachylił się w moją stronę. - Nim się obejrzę, a ta twoja zdrajczyni przyjdzie tutaj i wpadnie w naszą pułapkę. 
Mężczyzna zaśmiał się i kopnął mnie w brzuch. Wydałam zduszony okrzyk. Dopiero wtedy opuścił pomieszczenie. Modliłam się w duchu, aby Kindze nic się nie stało.

Kinga? xD

niedziela, 21 sierpnia 2016

Od Dekki CD Kingi

Gdy tylko Kinga wyszła, zaczęłam się martwić. Z tego powodu cały czas patrzyłam jej oczami. Nie chciałam kontrolować towarzyszki, jednak za bardzo się o nią bałam. Szczególnie wtedy, kiedy objął ją ten mężczyzna. Ciarko przebiegły przez moje plecy. Ulżyło mi, gdy weszła do domu.
Teraz bolała mnie nie tylko noga. Brzuch również dał o sobie znać. Ja wiedziałam, że czekolada to zły pomysł. Ale była dobra.
Razem z porankiem zauważyłam, że czuję się coraz lepiej. Ale wolałam sama nie wstawać. Kinga mnie przekonała. Wstała niewiele później. Zjadłyśmy śniadanie. Nie poruszałam na razie tematu mężczyzny. Wolałam z tym poczekać do wieczora. Teraz ważniejsza jest moja rehabilitacja.
Rudowłosa sprzątnęła talerze i odsunęła stół, robiąc miejsce. W końcu będę mogła wstać.
- Na pewno dasz radę? – zapytała. – Jak chcesz to możemy z tym jeszcze zaczekać – zaproponowała. Pokręciłam głową.
- Minęło już wystarczająco dużo czasu – powiedziałam.
Kinga westchnęła, ale nic nie powiedziała. Podeszła do mnie. Z jej pomocą powoli wstałam. Z zadowoleniem stwierdziłam, że sama mogę stać. Towarzyszka złapała mnie w talii i razem zrobiłyśmy kilka kroków. Liczyłam każdy. Za piątym syknęłam. To już było za wiele. Z wielkim trudem doszłam do kanapy i się na niej rozłożyłam. Mimo wszystko nie mogłam przestać się uśmiechać. Jest coraz lepiej. Za jakieś dwa... może trzy dni, będę mogła już wyjść z domu. A przynajmniej miałam taką nadzieję.
- I jak? – zapytałam Kinga
- Cudownie – powiedziałam rozmarzona.
Łowczyni zaśmiała się. Czułam, że ona też się cieszy. Jednak była lekko zamyślona. Dalej myślała o wczorajszym zdarzeniu. Później ją o to wypytam.
- Mam ochotę wyjść na dwór – oznajmiłam nagle. Tęsknie za świeżym powietrzem.
- Chyba żartujesz – prychnęła. – Na razie musi ci starczyć otwarte okno.
Gdy to powiedziała, podeszła do okna i otworzyła je. Spojrzałam na nią spod przymrużonych powiek, ale nie odezwałam się. Usłyszałam tylko cichy śmiech dziewczyny. Też próbowałam się zaśmiać, ale myśl o zdarzeniu z ubiegłej nocy za bardzo zatruwała mój umysł. Tym bardziej, że czułam iż moja noga to nie jedyny powód, przez który nie mogę wyjść.
- Podejrzewasz coś? – zapytałam ostrożnie. – Wiesz kto to był?
Kinga długo milczała. Wcale nie była zdziwiona tym, że wiem.

Kinga? Wena chyba wraca xD

Od Dekki CD Marceliny

- Skoro nalegasz... – Razem ruszyłyśmy w stronę Jaskini Wyroczni.
Zachowanie Marceliny było trochę dziwne. Chociaż... powinnam raczej powiedzieć zmienne. Czasem nie odzywała się w ogóle. Kiedy indziej mówiła bardzo dużo, w niektórych chwilach zupełnie bezsensu. Jednak nie przeszkadzało mi to. Każdy z nas jest inny. A ja mam dar, który pozwala mi poznać każdego.
Żadna z nas więcej się nie odzywała. Słychać było tylko chrzęst butów pod stopami oraz śpiew ptaków. To była przyjemna cisza, więc nie starałam się jej przerywać. Wiedziałam, że już nic nam nie grozi, ale zawsze miło mieć kogoś obok.
W końcu dotarłyśmy. Przed wejściem, jak zawsze, stał Strażnik. Dalej mogłam wejść tylko ja, chyba że Marcelina chciałaby wróżby, a w to szczerze wątpiłam. Zatrzymałam się więc.
- Dzięki za ratunek, wtedy w lesie – podziękowałam towarzyszce.
Uśmiechnęła się do mnie szeroko. Trzeba przyznać, że lubiłam tę dziewczynę. Była Demonem, ale w ogóle mi to nie przeszkadzało.
- To była czysta przyjemność – powiedziała i odeszła w stronę centrum obozu.
Ja ruszyłam do swojej Jaskini. Dzisiaj już nic złego się nie wydarzy.

***

Sprzątałam swój pokój. A przynajmniej próbowałam. Wystarczyły dwa dni i już wszędzie walały się pajęczyny. Obskurne miejsce.
Gdy skończyłam, jak najprędzej wyszłam na zewnątrz. Okazało się, że ktoś już tam był. Poznałam Marcelinę. Wyglądała bardzo poważnie. Gdy tylko mnie zauważyła, podbiegła.
- Coś się stało? – zapytałam.
Szybko pokiwała głową. Zastanawiałam się o co może chodzić.

Marcelina? Przepraszam, że tak długo, ale coś się ostatnio dzieje z moją weną xD


czwartek, 18 sierpnia 2016

Od Dekki CD Kingi

Gdy usłyszałam tę wiadomość, prawie zakrztusiłam się zupą. Jakoś nie przyszło mi wcześniej do głowy, żeby sprawdzić tego gościa.
- On jest Wampirem? - Pokiwała głową. – I nie wiesz czy go zabiłaś?
- Nie jestem pewna, spieszyłam się – tłumaczyła się.
Przerwałam jej machnięciem dłoni.
- Jeżeli żyje o będziemy miały problem – wytłumaczyłam. - Wampiry są pamiętliwe, tym bardziej, że zabiłyśmy jego córkę. Jednak uważam, że na tę chwilę, nie mamy się czym martwić. Przecież mocno go zraniłaś. Trochę zajmie mu dojście do siebie.
Kinga w zamyśleniu pokiwała głową. Mi nic nie groziło. Gdyby zachciało mu się zaatakować mnie, jak już będę w obozie, sam naraziłby się na niebezpieczeństwo. Gorzej z Kingą. Może dałaby radę uciec, jednak, co potem? Gdzie się schroni? Może ma jakieś swoje miejsce, ale samotność to wciąż samotność.
Z moich myśli wydostał mnie głos Kingi.
- Też tak uważam – oznajmiła. Spojrzałam na nią lekko zdezorientowana. – Że nic nam nie grozi. Taka kuracja może mu zająć nawet miesiąc. W końcu potrafię walczyć. – Ostatnie zdanie wypowiedziała z dumą w głosie.
Uśmiechnęłam się. Doskonale wiedziałam jak wygląda Kinga w akcji. Wszystkie tego typu misje dawały jej sporo satysfakcji. Trzeba przyznać, że mi również.

* * *

Był już wieczór. Cały dzień przeleżałam na kanapie w salonie. Chciałam wstać, na coś się nadać, ale gdy tylko próbowałam,  znikąd pojawiała się rudowłosa. Tak też się stało i tym razem. Już wstawałam, prawie podchodziłam do okna i w tym momencie usłyszałam:
- Siadaj albo sama cię usadzę – stanowczy głos Kingi przywrócił mnie do porządku.
Usiadłam z powrotem na kanapie i spojrzałam na nią lekko zła.
- Ty masz jakiś szósty zmysł czy co? – zapytałam.
- Tak, przejęłam go po tobie – odparła z sarkazmem. – Po prostu idę do sklepu. Chcesz coś?
Pokręciłam głową. Śledziłam wzrokiem poczynania towarzyszki. Założyła buty i kurtkę. Oczywiście wszystko czarne. Potem odwróciła się w moją stronę.
- I nawet nie próbuje wstawać – pogroziła mi.
- Oczywiście – westchnęłam.
Zadowolona z siebie Łowczyni, otworzyła drzwi i ruszyła w mrok.

Kinga? Ja wiem, że krótko. Ja wiem, że długo czekałaś. Ale tak wyszło xD

wtorek, 9 sierpnia 2016

Od Dekki CD Kingi

Stracenie przytomności, to najlepsze co może się pojawić, gdy czujesz ból, niczym z piekieł. Płyniesz i płyniesz, wszystko co tam jest, cię nie interesuje.
Ale kiedyś trzeba się obudzić.
Powoli otworzyłam oczy. Już na wstępie poczułam przenikliwy ból, gdzieś w okolicy uda. Sięgnęłam tam ręką i poczułam pod opuszkami palców materiał. Podniosłam się do pozycji siedzącej. Moim oczom ukazał się bandaż. Wręcz lśnił czystością, więc musiał go ktoś niedawno zmienić. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam. Znajdowałam się w dobrze znanym mi salonie. Czyli to Kinga się mną zajęła. Od razu gdy sobie to uświadomiłam, zaczęła do mnie napływać fala wspomnień.
Dwóch zabitych strażników. Jeden związany. Kamery. Rebeka. No właśnie, ciekawe co się z nią stało. Musiałam o to zapytać Kingi.
Powoli przeniosłam swoją stopę, ustawiając ją na podłodze. Z tą zdrową nie miałam problemu. Teraz wystarczyło wziąć się w garść i wstać. Bałam się, że jak upadnę, to nie wstanę.
- Siedź, nie ruszają się – usłyszałam za sobą głos Łowczyni. Odwróciłam głowę w jej stronę i szeroko się uśmiechnęłam. Sama nie wiem dlaczego. Po prostu cieszyłam się, że żyje i jest cała.
- Jasne... – przesunęłam się w głąb kanapy i oparłam się wygodnie.
- Jak noga? – zapytała Kinga, podchodząc do mnie.
- Boli, ale jest już lepiej – oznajmiłam i wzięłam głęboki wdech – Co się wczoraj wydarzyło, gdy zemdlałam? – Kinga spuściła wzrok. Nie trwało to jednak długo, po chwili znów spojrzała mi w oczy. Ujrzałam w nich starannie wykreowaną, obojętność.
- Rebekę zabiłam, a ciebie zaniosłam tutaj – powiedziała beznamiętnym tonem. Po chwili wstała i ruszyła w stronę kuchni. Na progu się zatrzymała i odwróciła w moją stronę. – Jesteś głodna? – zapytała. Pokiwałam głową, a dziewczyna zniknęła za drzwiami. Usłyszałam krzątaninę naczyń oraz sztućców. Długo nie musiałam czekać, bo zaledwie po kilku minutach, Kinga wyłoniła się i postawiła mi na stoliku zupę.
- Dzięki – rzekłam i zaczęłam jeść. – A tak w ogóle to jak długo spalam? – zadałam jedno z ostatnich pytań.
- Zaledwie dzień, gojenie rany nie potrwa długo, więc jeszcze kilka dni i będziesz wolna – wytłumaczyła mi. Popatrzyłam na dziewczynę wytrzeszczonymi oczami. Dla mnie to było dużo czasu, tym bardziej, że jestem Wyrocznią. Ale w tym stanie tam nie dojdę.
- To co teraz? – czułam się lekko skołowana faktem, że już po wszystkim. Udało się nam zdobyć to co chciałyśmy, czyli sukces, ale czułam coś w powietrzu. Coś niepokojącego.

Kinga? XD

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Od Dekki CD Kingi

Rebeka chwyciła sztylet, leżący na szafce. Wiedziałam, że Kinga nie da rady jej zabić, dlatego ostateczny ruch należał do mnie.
I w tym momencie zdarzyło się coś czego się zupełnie nie spodziewałam.
W tym samym momencie, kiedy miałam się dowiedzieć co zrobi Rebeka, ona rzuciła swoim sztyletem prosto we mnie. A dokładniej w moje udo. Poczułam taki ból, którego jeszcze nigdy nie zaznałam. Osunęłam się po ścianie na podłogę. Przed oczami pojawiły mi się mroczki. Jednak starałam się to wszystko tłumić, żeby widzieć i słyszeć cokolwiek.
Kątem oka zauważyłam, jak Kinga przyciska Rebekę do ściany. Jednak na tyle lekko, by się nie udusiła. O czymś rozmawiały. Niestety ból uniemożliwiał mi usłyszenie wszystkiego dokładnie. Byłam prawie pewna, że gdybym widziała oczy Kingi, ujrzałabym w nich wahanie.
Spróbowałam się przekręcić, by oprzeć się na szafce, gdy w tylnej kieszeni spodni poczułam coś ostrego. Sztylet. Ostatni jaki miałam. Wiedziałam, że gdybym wyciągnęła ten z nogi, długo bym nie posyła.
Powoli i ostrożnie wyjęłam go z kieszeni. Żadna z dziewczyn tego nie zauważyła, były zbyt zajęte, a i tak moje ruchy kryła szafka. Teraz musiałam tylko trafić. No właśnie.
- Czemu tego nie zrobisz? Dlaczego mnie nie zabijesz? – usłyszałam jak prze mgłę, szydzący głos Rebeki. – Strach Cię obleciał? – zaczęła się głośno śmiać. Nie byłam w stanie wycelować sztyletu w tej pozycji. Były tylko dwa wyjścia. Albo ona się przekręci, albo ja. Musiałam czekać.
- Nie zmuszając mnie do tego – syknęła Kinga.
- Skoro tak...
Rebeka odepchnęła Łowczynię od siebie. Miała więcej siły niż by można się tego spodziewać. Kinga znalazła się tuż przede mną. Stała bokiem do mnie. Na jej twarzy malowała się istną furia. Próbowałam jej jakoś przekazać co ma robi, lecz mnie nie zauważyła.
Rebeka podeszła wolnym krokiem do Kingi. Widać, że jej się nie spieszyło.
- Jesteś taka żałosna. – pokręciła głową z dezaprobatą. To była moja szansa. Gdy tylko znalazła się ona przede mną, wychyliłam swoje obolałe ciało do przodu o wbiłam mój sztylet dokładnie w to samo miejsce, gdzie ona wcześniej mnie. Obie krzyknęłyśmy z bólu. Leżałam na podłodze i, coraz mniej świadoma, patrzyłam jak z mojej rany spływa czerwona ciecz.

Straciłam przytomność.

Kinga? XD

niedziela, 24 lipca 2016

Od Dekki CD Silver

- Och… Okey – uległam dziewczynie. W obozie trwała zabawa. Tyle wiedziałam na pewno. Tyle osób zebranych w jednym miejscu, to idealna okazja dla Łowców. Oby nie odważyli się przyjść.
Silver uśmiechnęła się do mnie serdecznie i razem ruszyłyśmy do centrum Lotty. Szłyśmy w ciszy, bacznie się przyglądając. Jednak ja nie dostałam ani żadnego znaku, ani w ogóle nic nie usłyszałam. Musiałyśmy dojść do miejsca zabawy, bo tam będzie nam łatwiej to wszystko „zobaczyć”.
Droga normalnie nie była długa, ale nasze skradanie się, wydłużyło nam czas. W końcu dotarłyśmy. Wszyscy tańczyli, jedli lub się śmiali, rozmawiając w małych grupkach. Razem z moją „siostrą” usiadłyśmy najbliżej ogniska. Spojrzałyśmy na siebie. Nagle Silver otworzyła szerzej oczy.
- Idą tu – powiedziała cicho, nie patrząc na mnie.
- Kto? – zapytałam, ale już nie musiałam. Ja również zobaczyłam tę wizję. Pięciu Łowców, morderców. Szli w stronę ogniska. Moim zdaniem było to głupie. W końcu nas było więcej i nasze moce groźniejsze. Jednak żeby udało nam się wygrać, musimy ostrze obozowiczów.
- Wiesz co musimy zrobić, prawda – zadałam pytanie zszokowanej Silver. Ta pokiwała głową.
- Ale to nie będzie takie łatwe – zauważyła. – Tylko spójrz, wszyscy są zajęci sobą, nikt nie będzie chciał nas słuchać – spojrzałam w stronę nadnaturalnych, którzy tak swobodnie się bawili. Nie mieli o niczym pojęcia.
- Kiedy tu dotrą? – spytałam Wyrocznię.
- Z tego co udało mi się ustalić, zaatakują, jak się zmęczą i niektórzy będą już nietrzeźwi – wytłumaczyła.
- Musimy spróbować – stwierdziłam i wstałam. Pociągnęłam z sobą również Silver. – Bo jak tego nie zrobimy, to sytuacja jeszcze się pogorszy.


Silver? xD

środa, 20 lipca 2016

Od Dekki CD Marceliny

Odchrząknęłam.
- No więc… - zaczęłam – rzeczywiście są trzy wyrocznie. Każda z nas jest nieśmiertelna – zmarszczyłam brwi. – Nasza moc… - i tak tłumaczyłam. Nie wiadomo kiedy minęło ponad półgodziny. Odkąd usłyszałam, że ona jest odmieńcem swojej rasy poczułam do Marceliny sympatię. W końcu ze  mną było podobnie.
Słuchała mnie bardzo dokładnie, co i raz kiwając głową.
- Takie życie musi być trochę… inne – powiedziała, gdy skończyłam swój wykład. Uśmiechnęłam się  lekko na te słowa.
- Trochę tak – stwierdziłam. – Ale teraz już bym inaczej nie umiała.
- Wcale się nie dziwię, babciu – rzuciła w moją stronę z lekkim uśmiechem, jakby nieśmiałym. Pewnie sama się domyśliła ile mogę mieć lat – Pójdę już – pożegnała się. Pokiwałam głową i pomachałam dziewczynie. Ciekawa osoba, nawet bardzo.
Postanowiłam, że jeszcze trochę zostanę przy – już wygasającym – ognisku. Powoli grupki znajomych się przerzedzały. Każdy rozchodził się w swoją stronę. W końcu zostałam tylko ja. Dogasiłam ogień i ruszyłam w stronę Jaskini Wyroczni. Po drodze jeszcze trochę rozmyślałam.
Umyta i przebrana w piżamę, zasnęłam.

* * *

Przebudziłam się dość wcześnie. Dochodziła szósta rano. Ostatnio bardzo często tak miałam. Żadnych snów, tylko kilkugodzinny wypoczynek. Nie żeby mi to jakoś specjalnie przeszkadzało.
Dzisiaj był niewiarygodny upał, więc stwierdziłam, że założę sukienkę, sumie to dawno w nich nie chodziłam.
Poszłam na codzienny, wolny spacer po lesie. Dzisiaj znowu nie było mi dane spokojnie wrócić do domu. Poczułam, że ktoś się do mnie zbliża. Jakiś Łowca.


Marcelina? xD  

poniedziałek, 18 lipca 2016

Od Dekki CD Marceliny

Uśmiechnęła się, a to był dobry znak. Myślałam, że będzie zła. Nie lubiła jak się jej przeszkadza. Ale mnie nie wygoniła. Chociaż w sumie, nie robiła niczego ważnego. Tylko siedziała i patrzyła się w ogień.
- A tak w ogóle, to jesteś Aniołem? A może kimś innym – uśmiechnęłam się jeszcze szerzej na to pytanie, które usłyszałam od Marceliny. Jest taka możliwość, że się mnie przestraszy, gdy jej to powiem, albo jeszcze coś gorszego, ale w  tym momencie całkowicie wykluczałam tę myśl.
- Jestem Wyrocznią – powiedziałam. Zawahałam się, patrząc na reakcję dziewczyny. Na twarzy nie malowało się jej wiele, więc czekałam na jej słowa.
- Czyli ty wiesz wszystko? – zapytała w końcu. – O przeszłości i przyszłości?
- O przeszłości trochę więcej, bo przyszłość zawsze może się potoczyć inaczej – wytłumaczyłam jej. Długo nic nie mówiła. Znów patrzyła w ogień, jednak wiedziałam co robi. Sprawdza czy naprawdę jestem Wyrocznią. Rzuca mi wyzwanie w swoich myślach. To dziwne, że daje mi do nich dostęp. Większość osób tego nie lubi.
- Wiem co robisz – powiedziałam, na co spojrzała się na mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Nie wiedziałam czy mnie lubi, wielbi, czy nienawidzi. Z jej myśli też nie mogłam tego wywnioskować.


Marcelina? Przepraszam, że tak krótko, ale muszę znać reakcję xD

Od Dekki CD Kingi

- Z ubraniami nie ma problemu. Z obezwładnieniem też nie – Kinga spojrzała na mnie z powątpieniem. – No, ale naprawdę – powiedziałam. Nadal myślała, że jestem pijana. Moim zdaniem było już wszystko dobrze. – To, że żyję w jaskini, nie oznacza tego, że nie umiem się bić i skradać – Rudowłosa się roześmiała. Miałam tylko nadzieję, że nie ze mnie.
- No okej, okej – podniosła ręce do góry w geście poddania. – No to idź się przebrać. Ja nie muszę.
Tak naprawdę to nie musiałam nigdzie iść. Wystarczyło, że przejechałam rękoma po swoim ciele i pomyślałam swój wygląd.
Gdy się przebrałam, to tym razem ja spojrzałam sceptycznie na Kingę.
- A co z twoimi włosami? – zapytałam.
- O mnie to ty się nie musisz martwić – powiedziała i wróciła do planów. – Z chęcią zajmę się dziwkami ojca Rebeki, także spokojnie. Tylko… możesz sprawdzić czy ma tam kogoś? – pokiwałam głową i się skupiłam.
- Nie, cały dom jest zupełnie wolny od jakiejkolwiek straży. Chociaż… nie, jest jeden strażnik, który pilnuje zapisu z kamer. Ale nie jest on w domu, tylko w budynku obok. – Kinga uśmiechnęła się tak, że tylko ona wiedziała z czego się właściwie cieszy.
- Świetnie – powiedziała w zamyśleniu. –  Umiesz rozłączać kamery? – pokiwałam głową. – No to zajmiesz się tym.
- Oczywiście – westchnęłam. W mojej człowieczej naturze nie leżało zabijanie. Jednak dzisiaj należało włączyć tę drugą. I to ona miała poprowadzić dzisiejszą akcję.
Równo o północy wyszłyśmy. Kinga zabrała swoją ulubioną broń – katany. Mi dała sztylet. Wolałam walkę wręcz, ale to też się przyda. Każda z nas miała również linę i taśmę lub chustę, żeby móc związać zakładników.
Jakieś 10 minut drogi przed domem Rebeki rozdzieliłyśmy się. Łowczyni poszła w stronę strażników patrolujących teren, a ja w stronę tych stojących przed domem.
Budynek był ogromny i naładowany kamerami. Jednak, dzięki mojej mocy, wiedziałam jak je przejść. Mimo twierdzeniom Kingi miały one pełno czarnych stref. Ruszyłam ich śladem.
Mówią, że głupi ma zawsze szczęście. To chyba oznacza, że ja właśnie taka jestem, bo gdy dotarłam do pomieszczenia z kamerami, mężczyzna akurat wychodził. Przylgnęłam do ściany i lekko się z niej wychyliłam. Wolałam nie zaczynać niepotrzebnej walki, więc wzięłam do ręki sztylet i wycelowałam. Miałam tylko jedną szansę, bo gdy nie go od razu nie uśmiercę, to swoim krzykiem zwoła resztę.
Trafiłam go w środek pleców. Wszystko się działo się trochę inaczej niż to sobie zawsze wyobrażałam. Nie było wygięcia w łuk z bólu. Ani w ogóle nic nie było. Po prostu zatrzymał się, a chwilę potem już leżał nie żywy na trawie. Nie chciałam go tak zostawiać, ale nie miałam czasu go teraz zakopywać. Podeszłam tylko do niego i wyrwałam mu sztylet, który wytarłam z krwi tego człowieka.

Po moim policzku spłynęły łzy, ale szybko je wytarłam. Nie czas na smutki. To dla mojego dobra. Jednak strażników przy drzwiach nie miałam zamiaru uśmiercać. Wystarczyło ich dobrze związać.
Ruszyłam w stronę płotu i przeszłam przez niego. Ojciec Rebeki chyba za bardzo ufał swoim podwładnym, że nie ustawił żadnego alarmu. Chyba że po prostu myślał, że nikt się nie odważy zaatakować jego domu.
Czarne strefy już mnie nie interesowały. Teraz liczyło się tylko to, aby jak najciszej ruszyć w stronę drzwi wejściowych, bo tam oni stali. Zresztą w całym pomieszczeniu innych drzwi, którymi mogłabym się dostać do środka, nie było.
Mężczyźni stali wyprostowani i gotowi do akcji. Tak naprawdę to wyglądali jak posłuszne pieski. Chyba naprawdę Kinga zaczęła mnie zarażać tym swoim wrednym charakterkiem.
Zastanawiałam się jak to najlepiej rozegrać. To musi być naprawdę szybka akcja.
Wybiegłam zza ściany. W jednego szybko rzuciłam sztyletem, a do drugiego ruszyłam z gołymi rękami. Obaj mężczyźni należeli bardziej do gatunku gorylowatych, a nie ludzi. Z tego właśnie powodu, na początku było trochę ciężko, jednakże jeżeli znasz każdy ruch przeciwnika, to masz nad nim sporą przewagę. Ten pojedynek nie należał do wyjątków. Gdy ogłuszyłam przeciwnika, to go związałam i zatkałam mu usta chustą. Drugi już leżał martwy. Cała akcja rozegrała się w całkowitej ciszy.
Teraz wystarczyło tylko czekać na Kingę. Swoją drogą ciekawe jak sobie radzi.

Kinga? xD

sobota, 16 lipca 2016

Od Dekki CD Marceliny

Pokiwałam głową na znak zgody. Dziewczyna sprawnie zabandażowała mi nogę. Chyba robiła już to wiele razy.
- Dziękuję – uśmiechnęłam się do niej szczerze. – Świetnie to wszystko zrobiłaś – próbowałam prowadzić rozmowę, jednak gdy tylko skończyłam to zdanie, wiedziałam że to nic nie da. Marcelina wstała i podeszła do okna, żeby zasłonić roletę. W pokoju panował teraz półmrok. Stwierdziłam, że to ma oznaczać koniec rozmowy, więc wstałam i pokuśtykałam do drzwi.
- Tylko uważaj na tę nogę – powiedziała, gdy wychodziłam. Pokiwałam głową, mimo że widziałam jak stoi do mnie plecami, więc nie mogła tego zauważyć.
Zejście okazało się bardzo trudne, bo Marcelina, albo Narcyz, jak siebie nazywała, mieszkała na drzewie. Jakoś wcześniej o tym nie myślałam. Po dłuższym czasie wygramoliłam się z tego domku i udałam się w stronę Jaskini Wyroczni.
Droga była bardzo trudna, szczególnie, że przez las. Dotarłam wreszcie po jakiejś godzinie.
- Co ci się stało? – zapytała Haf.
- Taka głupia sprawa, nieistotne – powiedziałam tylko i uśmiechnęłam się lekko. Hafetesona nie ciągnęła tematu, więc pokuśtykałam do swojego pokoju. Gdy położyłam się na łóżku, szybko zasnęłam.

* * *

Obudziłam się wieczorem. Próbowałam zasnąć ponownie, lecz nie było to już możliwe. Postanowiłam pochodzić trochę po pokoju, żeby rozchodzić tę nogę. O dziwo, już tak bardzo nie bolała. Stwierdziłam, że muszę sprawdzić czy uda mi się dojść do obozu. Może to i było głupie, ale musiałam to zrobić.

Z każdym krokiem było coraz trudniej, ale w końcu dotarłam do charakterystycznego ogniska, które znajduje się blisko Domu Przywódcy. Rozejrzałam się po osobach, siedzących tam. Zauważyłam wśród nich Marcelinę. Ruszyłam w stronę dziewczyny.

Marcelina?

Od Dekki CD Kingi

Kinga była jakaś dziwnie zamyślona. Nie chciałam sprawdzać o co chodzi, bo ona tego bardzo nie lubiła.
- Gejem? – zapytałam zdziwiona. – Tego nie przewidziałam – dziewczyna zaśmiała się lekko.
- Bywa – powiedziała tylko.
- To co teraz robimy? – spytałam. Ja się na tym nie znałam tak bardzo jak Kinga. To ona była od planowania. Dopiero po kilku chwilach dotarło do niej to pytanie. Zmarszczyła brwi.
- Nie teraz, dobrze? Głowa mnie boli, muszę odpocząć – stwierdziła i odwróciła się w stronę swojego domu.
- Ale… - nie skończyłam, bo rudowłosa już gdzieś zniknęła. Zmartwiłam się lekko. Ta Łowczyni uwielbia robić tego typu akcje. Co się stało?
Chciałam to sprawdzić, ale obiecałam  sobie, że tego nie zrobię. Jak będzie chciała to sama mi powie – powiedziałam do siebie w myślach. Odwróciłam się w stronę Jaskini Wyroczni. Jednak po chwili odwróciłam się w stronę obozu. W moim domu i tak nie było nic do roboty.
Gdy dotarłam na miejsce atmosfera była dziwnie gęsta. Chociaż w sumie nie powinnam się dziwić, bo ostatnio z rąk Łowców ginie coraz więcej ludzi. Kilka osób odwróciło głowy w moją stronę. Chcieli się zapytać, o to co się stało z tym mężczyzną. Nie zamierzałam im o tym mówić. Chyba że zlecą się do mnie tłumy, to wtedy sprzedam im jakąś bajeczkę.
Stwierdziłam, że potrzebuję alkoholu. A u mnie to rzadkie. Poszłam w stronę Domu Przywódcy. Siedziało tam kilka osób. Nie zwróciłam na nich zbytniej uwagi. Podeszłam do barmana.
- Co podać – zapytał lekko zaciekawiony moją obecnością.
- Piwo – powiedziałam tylko. Mężczyzna podniósł do góry jedną brew, jakby chciał się sprzeciwiać, ale podał mi kufel. Postanowiłam zostać przy barze. Nie miałam ochoty znowu siadać w jakimś kącie.
Piłam powoli, wcale mi się nie spieszyło do domu. Krzywiłam się przy tym bardzo, bo niestety nie byłam przyzwyczajona. Płyn zniknął szybciej niż myślałam. Korciło mnie żeby zamówić jeszcze jedno piwo, ale potem nie wróciłabym do Jaskini.
Wstałam od baru i powłóczyłam do ciemnej Jaskini Wyroczni.


Kinga? xD

czwartek, 14 lipca 2016

Od Dekki CD Silver

Nie lubię się kąpać, nawet bardzo. Ale siostrze się nie odmawia. Mimo moich uprzedzeń dobrze się bawiłam. Półgodziny później Silver popłynęła na głębszą wodę, a że ja pływać nie umiałam, to postanowiłam wyjść z wody. Nie zabrałyśmy ręcznika, więc jedyną moją nadzieją na osuszenie było mocno grzejące dziś Słońce.
Silver również długo w wodzie nie posiedziała. Po chwili razem usiadłyśmy na piasku, żeby wyschnąć. Zamyśliłam się trochę. Ostatnio miałam dużo więcej na głowie niż wcześniej. Może po prostu zaczęłam żyć. Bo wcześniej to było przelatywanie z roku na rok.
- O czym myślisz? – dotarło do mnie pytanie Silver.
- O swoim życiu – odpowiedziałam, na co dziewczyna westchnęła.
- O tym jakie jest nudne? – zaśmiała się.
- No właśnie nie. Ostatnio zaczęło być w końcu ciekawe – stwierdziłam z uśmiechem.
- Każdy by tak chciał – powiedziała i wstała z piasku. Pomogła mi wstać i razem poszłyśmy w stronę obozu. Droga była dziwnie pusta i dziwna.
- Coś jest nie tak – rzuciłam do Silver. Ta tylko pokiwała głową.
Dalszą drogę nie odzywałyśmy się do siebie. Obie byłyśmy jednocześnie skupione i zamyślone. Gdy dotarłyśmy na miejsce, obie odetchnęłyśmy z ulgą. W Lottcie trwała właśnie zabawa, dlatego wszystkich wywiało. Uważałam to za trochę nierozsądne, ale nie warto było się tym przejmować.


Silver? XD U mnie też lekki brak weny xd

Od Dekki CD Kingi

- Nie będzie ciężko – przerwałam jej. – Zrobię wszystko, żeby nikt się o mnie nie dowiedział. I to wcale nie jest tak, że jest obstawiona z każdej strony. Ma więcej słabych punktów. – Kinga spojrzała na mnie zdziwiona.
- No proszę… - powiedziała. – Od tej strony to cię nie znałam – uśmiechnęła się.
- Daj mi czas do jutra, a raczej do dzisiaj wieczorem, a dowiem się o niej wszystkiego – rzekłam i się pożegnałam. Dzisiaj już nie było czasu, żeby cokolwiek wyjaśniać. Zawróciłam z powrotem do Jaskini. Nie pozostało mi nic innego, jak zebrać siły na pracowity dzień.

* * *

Obudziłam się później niż zwykle. Dochodziło już południe, lecz byłam wypoczęta i wyspana, a to liczyło się najbardziej.
Wzięłam wielki plik papieru i długopis. Łatwiej będzie mi pracować, jeżeli będę mogła to wszystko zapisać. Najważniejsze było to abym  się skupiła na Rebece. Zaczęłam zapisywać.
Mieszkała w tym mieście co Kinga, nawet blisko niej samej. Być może dlatego tyle wiedziała. Jej oddział chodził za nią wszędzie po mieście, ale gdy wracali do domu, nie pozwalała im wchodzić razem z nią. To była ważna informacja. Niestety dwóch obstawiało się przy drzwiach, a trójka patrolowała teren. Nie chodziło tylko o ich przywódcę. Cały jej oddział mieszkał w tej samej dzielnicy. Trudno będzie się do niej dobić, ale jestem zawzięta. Zrobię wszystko by mnie nie wydała.
Jeżeli chciałam wiedzieć o niej wszystko, musiałam wziąć pod uwagę, to co mówiła Kinga. To że może mieć jakieś kontakty z jakimś nadnaturalnym. I rzeczywiście. Na początku byłam zszokowana, ale później to zdziwienie zniknęło. Tą osobą był chłopak zabitej przeze mnie i Kingę dziewczyny. Żądał zemsty, a podejrzewał, że to my za tym stoimy.
Nim trzeba będzie się zająć pierwszym. Coś zaczęło mnie dźgać w pierś. Nie potrafię zabijać swoich.


Kinga? XD Zostawiam Ci wolną rękę :D