Odprowadziłem dziewczynę pod dom i się pożegnałem. Trochę
dziwne było jej zachowanie w stosunku do wampirów. Jednak w obozie są wampiry, jeżeli się nie przyzwyczai mogą być z tego kłopoty. Jednak nie chciałem na siłę zmuszać Alexandry do tego, żeby mi
powiedziała o co chodzi. Jak będzie odpowiednia chwila to sama mi powie.
Wchodząc do Domu Przywódców, jak zawsze, kilka osób kiwnęło
do mnie głową. Trochę z nimi porozmawiałem. Katfrin nigdzie nie było. Pewnie
nadal ćwiczy. Westchnąłem. Ta dziewczyna się zamęczy. Trochę się powłóczyłem i
poszedłem spać.
Jednak nie było mi dane długo spać. Był środek nocy, kiedy
się obudziłem. Księżyc był wysoko na niebie i świecił niesamowicie jasno.
Pełnia.
Postanowiłem, że pobiegam. Widoczność była wystarczająca,
żeby przy drobnej ostrożności się nie przewrócić. Przebrałem się w sportowy
strój i po cichu wyszedłem z budynku.
Ćwiczyłem dobrą godzinę nim zrobiłem sobie przerwę.
Doskonale znałem cały teren obozu, dlatego
wiedziałem, że się nie zgubię. Oparłem się głową o skałę, gdy nagle usłyszałem
kroki. Natychmiast wstałem i odwróciłem się w stronę dźwięku. Przed sobą, na
skale, stał sobie biały wilk i patrzył na mnie gniewnie. Jednak ja wiedziałem,
że to nie jest zwykły wilk. To był wilkołak. Narzucił sobie bojową postawę,
z zamiarem rzucenia się na swoją ofiarę. Rzucenia się na mnie.
Alexandra? xD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz