Pokręciłem głową.
- Nie, nic. Nieważne - odparowałem. - Zajmijmy się teraz tobą. Znasz tę postać?
- Nie... Nie wiem. Było w niej coś znajomego... Głos... I nie tylko. Ale nie wiem kto to. - Wyglądał na szczerze przerażonego. Odegnałem od siebie myśli o Christianie i zająłem się Aaronem.
- Uspokój się - nakazałem. - Na początek opatrz sobie ten nos. I całą resztę. - Zobaczyłem na twarzy chłopaka cień uśmiechu. Próbowałem odwzajemnić gest, ale czułem się za bardzo przytłoczony.
Aaron sprawnie zajął się ranami. Musiał być do tego przyzwyczajony. To dobrze. Mimo że jest drobnej postury, to nawet, gdy nie będzie w stanie wygrać walki, poradzi sobie z resztą. To się ceni.
- Złamany? - zapytałem.
- Na szczęście nie.
Odetchnąłem z ulgą.
- Jak zdołałeś uciec?
Wzruszył ramionami.
- Po prostu... pobiegłem - wytłumaczył i zaczerwienił się odrobinę.
Nastała cisza. Miałem na głowie już za dużo zmartwień. Najpierw Christian i Kat, teraz Aaron. Muszę uważać, bo jeszcze popadnę w depresję. Nie mogę.
Musisz się wziąć w garść, Sylvain - pomyślałem.
Pewnie myślałbym dalej, gdybym nie spostrzegł, że Aaron przygląda mi się uważnie. Oboje patrzyliśmy na siebie w milczeniu. Tyle niewypowiedzianych słów...
- Co się stało? - zapytał Aaron. Tym razem stanowczo.
Westchnąłem zrezygnowany. Może taka rozmowa wyjdzie mi na dobre?
- To długa historia...
- A spieszy ci się gdzieś? - Wskazał gestem na kanapę i sam usiadł po drugiej stronie. - Mów.
Westchnąłem i usiadłem tam, gdzie mi pokazał.
- Chodzi o to, że... mam brata... - zacząłem historię. - To bardzo zły człowiek. Wcześniej się nim nie martwiłem, bo przez kilka lat nie dawał znaku życia. Lecz teraz... Niedawno odwiedziła mnie Wyrocznia. Powiedziała, że on nadchodzi. Że niedługo tu będzie. I że mam pozwolić mu tu zostać. - Pokręciłem głową.
- Jak się nazywa ten twój brat? - zapytał łagodnie, zakrywając moją dłoń swoją.
- Christian.
Aaron? xD
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sylvain. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sylvain. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 27 września 2016
piątek, 5 sierpnia 2016
Od Sylvaina CD Aarona, Alexandry
Od Sylvaina CD Aarona, Aleksandry
Byłem co raz bardziej zrezygnowany i zły. Jak wytłumaczyć cokolwiek osobie, która w ogóle nie chce ciebie słuchać?
Odwróciłem się w stronę Alex i gestem poprosiłem ją, aby wyszła. Dziewczyna kiwnęła głową i opuściła dom Aarona. Spojrzałem na chłopaka. Upatrywał się we mnie wściekły i zraniony. Podjąłem drugą próbę.
- Dasz mi w końcu wyjaśnić – zapytałem wręcz siląc się na zachowanie spokoju. Anioł dalej milczał. Westchnąłem i wyrzuciłem z siebie potok słów, mając ogromną nadzieję, że mi uwierzy. – Nic mnie nie łączy z Aleksandrą, zrozum to w końcu. Jest dla mnie jak siostra, najlepsza przyjaciółka. Na razie jest przybita, a ty dobrze wiesz, że nie lubię patrzeć jak ktoś cierpi. Bardzo mi na tobie zależy, ale jeżeli chcesz zniszczyć to co jest między nami swoją nieuzasadnioną zazdrością to proszę bardzo, już mnie tu nie ma. – odwróciłem się, nie mogąc się przy tym powstrzymać, by nie trzasnąć drzwiami.
Na zewnątrz czekała Alex. Siedziała na kamieniu i skubała trawę. Gdy mnie usłyszała przerwała swoją czynność i się na mnie spojrzała. Razem ruszyliśmy w stronę obozu. W ciszy. W upragnionej przeze mnie ciszy. Tylko chrzęszcząca pod naszymi stopami leśna ściółka.
Gdy tylko zobaczyłem zarys obozu, przyspieszyłem i najszybciej jak umiałem, pobiegłem do domu. Musiałem ochłonąć.
Aaron? Alex? Ile emocji xdd
Byłem co raz bardziej zrezygnowany i zły. Jak wytłumaczyć cokolwiek osobie, która w ogóle nie chce ciebie słuchać?
Odwróciłem się w stronę Alex i gestem poprosiłem ją, aby wyszła. Dziewczyna kiwnęła głową i opuściła dom Aarona. Spojrzałem na chłopaka. Upatrywał się we mnie wściekły i zraniony. Podjąłem drugą próbę.
- Dasz mi w końcu wyjaśnić – zapytałem wręcz siląc się na zachowanie spokoju. Anioł dalej milczał. Westchnąłem i wyrzuciłem z siebie potok słów, mając ogromną nadzieję, że mi uwierzy. – Nic mnie nie łączy z Aleksandrą, zrozum to w końcu. Jest dla mnie jak siostra, najlepsza przyjaciółka. Na razie jest przybita, a ty dobrze wiesz, że nie lubię patrzeć jak ktoś cierpi. Bardzo mi na tobie zależy, ale jeżeli chcesz zniszczyć to co jest między nami swoją nieuzasadnioną zazdrością to proszę bardzo, już mnie tu nie ma. – odwróciłem się, nie mogąc się przy tym powstrzymać, by nie trzasnąć drzwiami.
Na zewnątrz czekała Alex. Siedziała na kamieniu i skubała trawę. Gdy mnie usłyszała przerwała swoją czynność i się na mnie spojrzała. Razem ruszyliśmy w stronę obozu. W ciszy. W upragnionej przeze mnie ciszy. Tylko chrzęszcząca pod naszymi stopami leśna ściółka.
Gdy tylko zobaczyłem zarys obozu, przyspieszyłem i najszybciej jak umiałem, pobiegłem do domu. Musiałem ochłonąć.
Aaron? Alex? Ile emocji xdd
Od Sylvaina CD Aarona
Gdy się obudziłem, chłopak dalej spał. Postanowiłem, że nie będę mu przeszkadzać. Pocałowałem go w czoło i zszedłem na dół. Byłem strasznie głodny, więc zrobiłem kanapki z tego co było dostępne w lodówce. Tym samym usłyszałem, że ktoś szybko zbiega po schodach. Trochę zdziwiony, odwróciłem się w tamtą stronę. Zobaczyłem Aarona, który niepewnie rozglądał się wokoło.
- Co Ci jest? – zapytałem lekko skołowany. Ciemnowłosy gdy mnie zauważył, uśmiechnął się trochę zmieszany.
- Już nic – mruknął tylko i podszedł, by wziąć sobie jedną ze zrobionych przeze mnie kanapek. Zastanowiłem się nad poprzednią sytuacją, cały czas bacznie obserwując chłopaka. Przyspieszony oddech. Rozglądanie się. Gdy to do mnie w końcu dotarło, zacząłem się śmiać. – No co? -zdziwił się Aaron.
- Ty się dalej boisz tego horroru. – To nie było pytanie, zabrzmiało raczej jak stwierdzenie. Dalej się szeroko uśmiechałem, w przeciwieństwie do Aarona, który mocno się zaczerwienił i usiadł zrezygnowany na kanapę.
- Nic nie poradzę na to, że bardzo przeżywam takie rzeczy – powiedział po chwili ciszy.
Dosiadłem się do chłopaka i wziąłem go za rękę.
- Posłuchaj – zacząłem. – Strach to nic złego, i nigdy, przenigdy, nie wolno się go wstydzić. A jeżeli chodzi o ten film to nie martw się, ja sobie tłumaczę, że przecież nic z tego co w nim było, nie zdarzy się naprawdę. – Aaron w końcu na mnie spojrzał i uśmiechnął się lekko. – A teraz muszę już iść, bo jeszcze zaczną się o mnie martwić – zaśmiałem się i wstałem, chłopak zrobił to samo. Gdy razem doszliśmy do drzwi, przytuliłem go i pożegnałem się.
Idąc do domu dużo myślałem o tym, co jest między nami. Między mną a Aaronem. Trzeba przyznać, że będąc z nim uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Czuję, że to jednak jest miłość.
Gdy dotarłem do domu, zauważyłem Wyrocznię, która ze stoickim spokojem na kogoś czekała. I tym kimś byłem chyba ja, bo gdy ujrzała mą osobę od razu się uśmiechnęła i do mnie podeszła.
- Coś się stało? – zapytałem Dekkę. Jej uśmiecha spełzł z jej twarzy.
- Coś bardzo złego. Christian jest blisko – powiedziała i natychmiast odeszła, zostawiając mnie z masą pytań. On nie mógł wrócić. Po prostu nie mógł.
Aaron? Przepraszam za wszelkie błędy i za tak długą nieobecność. Nadal korzystamy z telefonu, ale to lepsze niż w ogóle nic nie pisać :p
- Co Ci jest? – zapytałem lekko skołowany. Ciemnowłosy gdy mnie zauważył, uśmiechnął się trochę zmieszany.
- Już nic – mruknął tylko i podszedł, by wziąć sobie jedną ze zrobionych przeze mnie kanapek. Zastanowiłem się nad poprzednią sytuacją, cały czas bacznie obserwując chłopaka. Przyspieszony oddech. Rozglądanie się. Gdy to do mnie w końcu dotarło, zacząłem się śmiać. – No co? -zdziwił się Aaron.
- Ty się dalej boisz tego horroru. – To nie było pytanie, zabrzmiało raczej jak stwierdzenie. Dalej się szeroko uśmiechałem, w przeciwieństwie do Aarona, który mocno się zaczerwienił i usiadł zrezygnowany na kanapę.
- Nic nie poradzę na to, że bardzo przeżywam takie rzeczy – powiedział po chwili ciszy.
Dosiadłem się do chłopaka i wziąłem go za rękę.
- Posłuchaj – zacząłem. – Strach to nic złego, i nigdy, przenigdy, nie wolno się go wstydzić. A jeżeli chodzi o ten film to nie martw się, ja sobie tłumaczę, że przecież nic z tego co w nim było, nie zdarzy się naprawdę. – Aaron w końcu na mnie spojrzał i uśmiechnął się lekko. – A teraz muszę już iść, bo jeszcze zaczną się o mnie martwić – zaśmiałem się i wstałem, chłopak zrobił to samo. Gdy razem doszliśmy do drzwi, przytuliłem go i pożegnałem się.
Idąc do domu dużo myślałem o tym, co jest między nami. Między mną a Aaronem. Trzeba przyznać, że będąc z nim uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Czuję, że to jednak jest miłość.
Gdy dotarłem do domu, zauważyłem Wyrocznię, która ze stoickim spokojem na kogoś czekała. I tym kimś byłem chyba ja, bo gdy ujrzała mą osobę od razu się uśmiechnęła i do mnie podeszła.
- Coś się stało? – zapytałem Dekkę. Jej uśmiecha spełzł z jej twarzy.
- Coś bardzo złego. Christian jest blisko – powiedziała i natychmiast odeszła, zostawiając mnie z masą pytań. On nie mógł wrócić. Po prostu nie mógł.
Aaron? Przepraszam za wszelkie błędy i za tak długą nieobecność. Nadal korzystamy z telefonu, ale to lepsze niż w ogóle nic nie pisać :p
środa, 27 lipca 2016
Od Sylvaina CD Alexandry, Aarona
Gdy zobaczyłem krew, naprawdę się przestraszyłem. Nigdy bym
nie podejrzewał jej o coś takiego. To wszystko nie tak miało być. Patrzyłem jak
biegnie i postanowiłem, że pobiegnę za nią. Była osłabiona, więc taki wysiłek
mógł jej zaszkodzić. Dogonienie jej nie zajęło mi długo, tym bardziej, że
widziałem jak się zatrzymała i usiadła w cieniu drzewa. Naprzeciwko niej
zauważyłem Aarona, który wpatrywał się w morze.
- Alexandra! – krzyknąłem i podbiegłem do innej, powoli
traciła przytomność. – Aaron? – zawołałem chłopaka, który natychmiast się
odwrócił i do mnie podszedł. – Zanieśmy ją do Szpitala. Straciła tyle krwi, że
nie możemy jej w takim stanie zostawić. Pomożesz mi? – Ciemnowłosy pokiwał
głową i razem zanieśliśmy Alex na łóżko szpitalne. Droga z plaży do Szpitala
jest długa, ale we dwójkę było nam o wiele łatwiej.
Od razu, gdy ją położyliśmy, Aarona zajął się czyszczeniem
oraz bandażowaniem ran. Ja tylko siedziałem w jego gabinecie, rozglądając się.
Siebie obwiniałem o całą tę sytuację. Oczywiście, że nadal była dla mnie ważna
i chyba teraz rozumiałem już dlaczego. Patrząc na Alexandrę, widziałem jakby
moją drugą siostrę i po prostu czułem, że muszę być przy niej. Dla niektórych
może być to trochę dziwne, zdaję sobie z tego sprawę, ale tak było i nadal
jest. Nie chcę stracić z nią kontaktu, tylko dlatego, że nie jesteśmy już
razem. Zawsze będzie dla mnie jak przyjaciółka.
- Sylvain? – usłyszałem pytanie Aarona. Ocknąłem się ledwo
przytomny. – Ja wyjdę na chwilę, zostań z nią, dobrze? – pokiwałem wolno głową.
Gdy Anioł już opuścił pomieszczenie, czekałem na obudzenie
się Alexandry. Długo czekać nie musiałem. Powoli otwierała oczy, mrużąc je,
pewnie od światła. Poczułem się dziwnie, bo nie wiedziałem jak zareaguje, na
moją obecność.
Alex? Arona? Wiem, że trochę krótkie, ale jakoś nie miałam pomysłu :p
wtorek, 26 lipca 2016
Od Sylvaina CD Aarona
Siedzieliśmy tak w ciszy. Aarona opierał głowę o moje ramię,
a ja myślałem nad tym wszystkim. Chyba tylko Wyrocznia mogłaby coś takiego
przewidzieć. Zaśmiałem się na tę myśl.
- Z czego się śmiejesz? – zapytał Aaron, odsuwając się i
patrząc mi w oczy.
- Tak sobie myślę – odparłem i wstałem. – Chodź – nakazałem i
wyszedłem z pokoju, nawet się nie odwracając. Wiedziałem, że pójdzie za mną.
Niestety musiałem się zatrzymać, bo za bardzo to się w tym domu jeszcze nie
ogarniałem.
- Gdzie ty chcesz tak właściwie iść? – zapytał Aaron,
podchodząc do mnie.
- W miejsce położenia apteczki – oznajmiłem.
- A coś Cię boli? – zadał pytanie z troską w głosie.
- Powiedzmy – powiedziałem tylko. Aaron spojrzał na mnie
dziwnie, ale nic nie mówił i zaprowadził mnie, po schodach w dół, w stronę
salonu. Podszedł do szuflady i wyjął z niej białe pudełko z wielkim, czerwonym
iksem, naklejonym na środku. Podał mi je.
- To co się dzieje? – nadal był zatroskany. I nadal nie
wiedział o co mi tak naprawdę chodziło. Podszedłem do niego i popchnąłem go na
kanapę. – Co robisz? – zapytał zdziwiony. Uklęknąłem przed nim.
- To o czym ty zapomniałeś – powiedziałem i otworzyłem
apteczkę. – Musimy opatrzyć ci te rany. Ale… musisz mi w tym pomóc, bo ty się
na tym znasz lepiej ode mnie – uśmiechnąłem się i zacząłem po kolei wyjmować,
to czego używał w stosunku do mnie Aaron. – Najpierw ręce – oznajmiłem i zacząłem
je delikatnie przemywać wodą utlenioną. Gdy z ran zaczęła wyciekać piana,
chłopak syknął. Następnie zabandażowałem rany. Teraz została tylko twarz.
Spojrzałem się niepewnie na ciemnowłosego, nie wiedząc co robić.
- To samo przejdzie – powiedział, gdy zauważył moje wahanie.
– Wezmę tylko tabletkę przeciwbólową i będzie dobrze – on naprawdę myślał, że
mu w to uwierzę? Westchnąłem zrezygnowany.
- Oby – rzekłem tylko i zacząłem odkładać wszystkie rzeczy
na swoje miejsce. Potem zamknąłem apteczkę i włożyłem ją z powrotem do szafki. – Tylko pamiętaj – ostrzegłem, odwracając się
do niego – jeżeli jeszcze raz zobaczę, że się tniesz, albo sobie jakąkolwiek
krzywdę to… - pokręciłem głową. Nie potrafiłem
tego zrozumieć, przecież to nie sprawi, że nasze problemy prysną.
Nagle poczułem jak czyjeś ręce mnie obejmują. Odwzajemniłem
to, przytulając do swojej piersi Aarona. Powoli się uspokajałem.
- Muszę już iść – powiedziałem i odsunąłem się od niego –
spodziewaj się mnie wieczorem – uśmiechnąłem się i wyszedłem. Już miałem plan,
chociaż sam się go trochę obwiałem.
***
Dzień minął mi głównie na odpoczywaniu. W takich chwilach
czułem się trochę bezużyteczny, ale wiedziałem, że to dla mojego dobra.
Byłem już w drodze do Aarona. Wcześniej przebrałem się w
czarne jeansy i również czarną koszulkę.
Do jego domu nie było daleko, więc już po chwili stanąłem
przed jego drzwiami. Zapukałem. Usłyszałem jakąś krzątaninę i po chwili moim
oczom ukazał się niższy, ciemnowłosy chłopak. Uśmiechnąłem się do niego, a on
od razu odwzajemnił ten gest. Wszedłem do środka i usiadłem na kanapie.
- Wiem co zrobimy – oznajmiłem, a Aaron spojrzał na mnie
niepewnie. – Odwiedzimy miasto. Tylko musimy wybrać jakichś środek transportu.
Jakieś pomysły?
Aaron? Takie coś się napisało xD
poniedziałek, 25 lipca 2016
Od Sylvaina CD Alexandry
Dzisiaj miałem ochotę popływać. Dlatego zabrałem to co
najpotrzebniejsze i poszedłem na plażę. Ostatnio stało się tyle różnych rzeczy,
że moje myśli to był jeden wielki mętlik. Jednak zamiast zastać opustoszałe,
ciche morze, zastałem krzyczącą Alexandrę. To ciało trochę mnie przeraziło, ale
tym trzeba się zająć później.
Nie wiem co we mnie wstąpiło z tym pocałunkiem. Może
chciałem po prostu sprawdzić, czy coś do niej czuję. Ale nie poczułem nic. No
może oprócz bólu na policzku, w który uderzyła mnie Alex, ale to co innego.
Chyba muszę zaakceptować to, że czuję do Aarona coś więcej niż przyjaźń.
Jedno wiedziałem na pewno – nie mogę okłamywać Alexandry. Muszę
powiedzieć jej prawdę, nienawidzę kłamać i nie zamierzam tego robić. Nawet
jeżeli będzie jej przykro, musi znać prawdę.
Zebrałem swoje rzeczy i wróciłem do mojego domu, aby je
odłożyć. Nadal biłem się z myślami, żeby jej tego nie mówić, czy po prostu
zacząć jej unikać, ale tak być nie mogło.
- Trzeba wziąć się w garść, Sylvain – szepnąłem sam do
siebie. Przebrałem się i przemyłem sobie twarz zimną wodą. Nie pomogło.
Westchnąłem.
Szybko wyszedłem i skierowałem się w stronę domu Alexandry.
Na szybkim wyjściu się skończyło. Całą drogę się ociągałem i ją przedłużałem. W
końcu stanąłem pod drzwiami domu dziewczyny.
Podniosłem rękę z zamiarem zapukania, ale w tym momencie się
zawahałem. Chciałem mieć to już za sobą, jednak wiedziałem, że to wcale nie
będzie takie łatwe. Wziąłem jeden głęboki oddech i zapukałem w drzwi.
Nie musiałem długo czekać na odpowiedź, otworzyły się
praktycznie od razu.
- Czego chcesz? – warknęła w moją stronę Alexandra.
- Porozmawiać – wytłumaczyłem – ale nie tutaj, w środku –
rzuciła mi wściekłe spojrzenie, ale w końcu dała mi przejść. Ja stałem
praktycznie na środku pokoju, a ona usiadła na kanapie.
- Mów – nakazała oschle.
- To ważne, musisz mnie wysłuchać – dopiero po tych słowach
się na mnie spojrzała. – Chodzi o to, że… Ja już tak nie mogę – wykrztusiłem,
czekałem na jej reakcję, jednak gdy nic nie powiedziała kontynuowałem – To koniec,
Alex. To koniec. – nastała głucha cisza. Widziałem jak stara się zachować
obojętny wyraz twarzy, musiało być jej ciężko, mi w sumie też było, ale to nie to
samo. – Przykro mi. Ja.. po prostu... chyba... kocham kogoś innego. I tak tego nie
zrozumiesz – dokończyłem cicho i po prostu opuściłem budynek.
Alex?
Od Sylvaina CD Aarona
Nie mogłem już wytrzymać w tym domu. W domu mojego
dotychczasowego przyjaciela. Musiałem stamtąd wyjść i się przewietrzyć. W końcu
skończyło się na tym, że nie zważając na bandaż, zacząłem biec w stronę domu.
Najszybciej jak się dało. Widziałem mroczki przed oczami, ale nie zważałem na
to. Musiałem biec.
Co ja zrobiłem? – myślałem po drodze. - Albo raczej: co on zrobił? Oboje zrobiliśmy.
Najgorsze w tym wszystkim jest chyba to, że mi się podobało.
Naprawdę mi się ku*wa podobało. Nigdy nie czułem czegoś takiego. Tyle uczuć.
Przecież ja nie jestem gejem!
Jednak prawda jest taka, że nigdy się nad tym nie
zastanawiałem. Wydawało mi się czymś naturalnym, że… wolę dziewczyny. I to
wcale nie jest tak, że nie jestem tolerancyjny, wręcz przeciwnie. Po prostu
nigdy o tym nie myślałem.
W tej chwili leżę na łóżku i... i nie wiem. Teraz to już sam nic nie wiem. Co
mam zrobić? Iść do niego i wyznać co czuję? Tak po prostu? Przecież jest
jeszcze Alexandra… No ku*wa!
- Pomocy – szepnąłem sam do siebie.
***
Nie pamiętam nawet kiedy zasnąłem. W każdym razie obudziłem
się około południa i czułem jakbym był na jakimś kacu. Powlokłem się do łazienki
i spojrzałem w lustro. Chcę, czy nie chcę i tak muszę iść do Aarona. Opatrunek
przesiąkł krwią, pewnie od wczorajszego biegu. Poza tym wyglądałem strasznie,
ale miałem to gdzieś. Założyłem byle jakie ubrania i po prostu wyszedłem z
domu. Kierowałem się w stronę Szpitala, zastanawiając się po drodze, jak się
czuje Aaron. No bo chyba nie zrobił czegoś głupiego? Chociaż w sumie, ja
zrobiłem, chociażby ten bieg.
W końcu dotarłem na miejsce. Znowu spotkałem rudowłosą
pielęgniarkę. Siedziała przy recepcji i coś zapisywała.
- Jest Aaron? – zapytałem. Czułem się coraz gorzej. Lekko
stałem na nogach.
- Nie jeszcze, ale poczekaj w jego gabinecie – poinstruowała
mnie, nawet nie obdażając mnie jednym spojrzeniem. Pokiwałem lekko głową i
powlokłem się w stronę miejsca pracy mojego… przyjaciela? Już sam nie
wiedziałem na czym stoję.
Usiadłem na łóżku szpitalnym i czekałem. Siedziało we mnie
tyle emocji, że miałem wrażenie, że zaraz eksploduję. Strach, smutek, ale
również szczęście. Jeszcze do tego ten straszny ból głowy.
Nagle usłyszałem kroki. Aaron. Zamknąłem oczy. Teraz trzeba
było zmierzyć się z zeczywistością.
- Sylvain? – zapytał, zaskoczony.
- Przyszedłem na zmianę opatrunku – wyjaśniłem i spojrzałem
się na stojącego przede mną Anioła. Od razu zrzedła mi mina. Wyglądał
strasznie, o wiele gorzej ode mnie.
- Co ci się stało? – spytałem, zatroskany. – Ktoś cię pobił?
– to pierwsze co mi przyszło do głowy. No bo chyba sam sobie tego nie zrobił.
- Najpierw zajmijmy się tobą, ty też nie wyglądasz najlepiej
– mruknął tylko i podszedł do mnie. Postanowiłem się nie wykłócać i po prostu
później to wszystko z nim wyjaśnić.
Odwinął mi bandaż i chyba się trochę przestraszył.
Natychmiast wziął do ręki wszystkie potrzebne przedmioty, których nazw nawet
nie znam i zaczął przemywać mi ranę. Syknąłem, gdy poczułem palący ból.
Przyglądałem się pracy chłopaka. Za każdym razem widziałem to samo skupienie,
jednak coś zmieniło się w jego twarzy. Teraz robił to wszystko jakby
delikatniej, jakby się trochę bał, lub wstydził. Nasze spojrzenia się
skrzyżowały i Aaron spiekł raka. Zaśmiałem się pod nosem i spuściłem wzrok.
- Będę żył? – zapytałem w końcu, gdy się ode mnie odsunął.
Anioł z wahaniem pokiwał głową.
- Tak, ale musisz na siebie uważać. Znowu – No tak… Coś w
jego sposobie mówienia mi przeszkadzało. Musimy sobie wyjaśnić ostatnie
wydarzenia. Nie chcę go stracić. Naprawdę nie chcę.
- To teraz opowiedz mi co się stało z twoją twarzą i co jest
teraz… między nami – powiedziałem trochę zawstydzony, chyba pierwszy raz w
życiu. Aaron spojrzał się na mnie zaskoczony i przez dłuższą chwilę nic nie
mówił.
Aaron?
niedziela, 24 lipca 2016
Od Sylvaina CD Aarona
Byłem już w domu i leżałem na łóżku w swoim pokoju. U Alexandry
nie zagościłem długo. W ogóle, jakoś nam się ostatnio gorzej układa. Ale to
jeszcze nie powód aby mi się świat zawalał. Mam zasadę, że zawsze trzeba
zasypiać z myślą, że jutro będzie lepszy dzień. Kto by pomyślał, że jestem taki
pozytywny.
***
Na sen nie musiałem czekać długo. Musi się wydarzyć naprawdę
coś strasznego, żebym nie mógł zasnąć. Kiedyś były takie dni… Ale już do tego
nie wracam.
Dzisiaj mam leniwy dzień, bo jest już samo południe. Chyba
te tabletki są trochę usypiające.
Powoli i ostrożnie się ubrałem. Patrząc na siebie w lustrze,
widziałem już lekką zmianę. Moja twarz nie była już tak sina, jak ostatnim razem.
Oczy już nie są takie przekrwione. Jednak moja głowa nadal posiada guza, a ja
nadal czuję ból, który dużo mi uniemożliwia.
Wczoraj Aaron powiedział mi, żebym przyszedł do niego do
szpitala, aby mógł mi zmienić opatrunek. Miał racje, bo już się trochę
zabrudził, a wolę, żeby mi się nic nie stało. Tym bardziej, że się na tym nie
znam.
Zastałem w kuchni Katfrin, ale ona jak zwykle się gdzieś
spieszyła, więc długo nie porozmawialiśmy. O tym co mi się stało, dowiedziała
się już wcześniej. Cieszyłem się w duchu, że mimo wszystko, nie daje mi jakichś
wykładów jak Aaron. Ale jego wykłady nawet lubię. W sumie to teraz ona była
odpowiedzialna za moje treningi. Byłem z tego powodu zadowolony , bo kto może
być w tym lepszy jak nie ona.
Dom Przywódcy znajdował się prawie w centrum, więc wszędzie
było nawet blisko. Z tego powodu szybko dostałem się do Szpitala. Na samym
wejściu powitała mnie pielęgniarka. Miała rude, długie loki i była nawet
atrakcyjna. Jej strój był nieco wyzywający, ale jakoś mnie to nie interesowało.
Wskazała mi gabinet Aarona, więc czym prędzej udałem się w
tamtą stronę. Zastałem tam mojego przyjaciela siedzącego przy górze papierów.
- Cześć – przywitałem się. Anioł spojrzał na mnie znad stosu
i uśmiechnął się, bez wahania odwzajemniłem ten gest.
- Hej – odpowiedział. Odłożył długopis i podszedł do mnie.
Bez słowa zajął się zmianą mojego bandażu. Zawsze taki był. Najpierw praca,
potem przyjemność. Perfekcjonista.
- Jest coraz lepiej – powiedział, gdy skończył – Jeszcze…
jakieś pięć dni i będziesz mógł wrócić do treningów – Jęknąłem niezadowolony.
Może dla niego pięć dni to mało, ale dla mnie brzmi to jak wyrok. – Nie narzekaj
– skarcił mnie – nie chcesz, żeby stało ci się coś gorszego i oboje doskonale
to wiemy.
- No wiem – okazałem skruchę, na co ten od razu się
uśmiechnął i zaczerwienił. Lubiłem gdy robił obie te czynności. – Po prostu
trochę mi ciężko – Aaron westchnął i usiadł na szpitalnym łóżku, dołączyłem się
do niego. Rozejrzałem się po sterylnym pomieszczeniu. Wcale się nie dziwie, że
ma tak czystko również w domu. Był do tego przyzwyczajony. – Czysto tu –
zaśmiałem się. Aaron mi zawtórował. – Długo tu jeszcze będziesz.
- Niestety tak – powiedział z autentycznym smutkiem w
głosie. – Przecież widzisz ile mam papierów.
- Będę czekał u Ciebie wieczorem – stwierdziłem. – Wiem, że
jak będziesz miał motywację to się wyrobisz – rzekłem i wyszedłem ze Szpitala,
nawet nie patrząc na jego reakcję. I tak
wiem, że jest zadowolony.
***
Mówiąc, że będę czekał u niego, miałem na myśli pod
drzwiami. Nie chowa zapasowego klucza pod drzwiami, sprawdzałem. Tak więc
jestem ja, zachodzące Słońce i odgłosy przygotowującego się do snu lasu.
Jednak ciszę przerwały kroki. Poznałem po nich, że to Aaron.
Prawie każdy z nas ma swój, osobisty rodzaj chodzenia. Mój przyjaciel stąpa
lekko, jakby latał. No w końcu jest Aniołem.
- Czyli jednak dałeś radę – stwierdziłem z zamkniętymi
oczami, uśmiechając się serdecznie. Jednak mój dobry humor zepsuło ciche
mruknięcie. Natychmiast otworzyłem oczy. Twarz Aarona wyrażała złość. Od razu
wstałem, pozwalając mu wejść do środka. Ten zaczął w roztargnieniu parzyć
herbatę. Szybko do niego podszedłem i obróciłem w swoją stronę, przerywając to
zajęcie. – Co się stało – zapytałem z troską. Trzymałem go mocno za ramiona,
aby się nie wyrwał.
- Mam wszystkiego serdecznie dosyć – wyjaśnił z rumieńcem,
spuszczając wzrok na swoje buty, których zapomniał zdjąć. – Pełno pracy, której
już mam potąd, no i jeszcze ta głupia asystentka. Ciągle się do mnie przystawia.
Każdy by się zdenerwował – Nadal na mnie nie patrzył, jakby mu było głupio, z
tego powodu.
- Spójrz na mnie Aaron – nakazałem przyjaźnie. Ten jednak
zachowywał się jakby mnie nie usłyszał. – No zrób to – powtórzyłem, tym razem
bardziej prosząc. Chłopak z ociąganiem spojrzał mi w oczy.
Aaron?
Od Sylvaina CD Aarona
Wchodząc do mojego domu, zastanowiłem się jeszcze raz, nad
wyliczanką czynności, które muszę robić, a które nie. Przypisał mi ją oczywiście
nasz medyk – Aaron. „Uważaj na siebie” – da się zrobić. „Nie połykaj zbyt wielu
proszków” – nie ma sprawy. Nie przemęczaj się, żadnych treningów” – chyba to
jego głowa boli. Ja to mam zapisane w genach. Nie dam rady, tak po prostu
przestać ćwiczyć. Mogę się postarać robić tego mniej, ale żadnych treningów? To nie wchodzi w grę. Pewnie jak się o tym
dowie, to się wścieknie, ale ja inaczej nie umiem.
Gdy wchodziłem po schodach, znowu zaczęła mnie boleć głowa.
Chyba muszę się do tego przyzwyczaić. Wziąłem luźną, jasną koszulkę i bokserki
i poszedłem do łazienki. Odłożyłem ubrania na szafkę, a sam stanąłem przed
lustrem. Mój wygląd nie był zachwycający. Miałem trochę napuchniętą twarz i
przekrwione, zmęczone oczy. Do tego przez praktycznie całą moją głowę szedł
bandaż.
Dotknąłem lekko miejsca, gdzie bolało najbardziej. Czułem
tam nieduże wzniesienie. Czyli guz już jest. Piękności to mi to raczej nie
dodawało.
Rozebrałem się i wszedłem do kabiny prysznicowej. W czasie
mycia się, musiałem uważać aby nie zamoczyć opatrunku i pamiętać, żeby nie
wykonywać żadnych gwałtownych ruchów. W końcu nie chcę sobie nabić jeszcze
jednego guza. Po chwili przebrałem się we wcześniej przygotowane ciuchy i
poszedłem spać.
* * *
Mimo mojej jakiegoś rodzaju kontuzji, obudziłem się o tej
samej porze co zwykle. Gdy zrobiłem kilka kroków po pokoju, zrezygnowałem z
porannej przebieżki. Swoją i tak lichą energię trzeba będzie zostawić na
później. Czułem lekkie pulsowanie, ale nie dałem się zbić z tropu. Normalne
ubranie się zajmowało o wiele dłużej niż zwykle, ale postanowiłem nie narzekać.
Najszybciej, jak to było możliwe, zjadłem śniadanie, wziąłem proszek, który
popiłem wodą z kranu i wyszedłem na świeże powietrze. Tego mi było trzeba.
Jak gdyby nigdy nic ruszyłem w stronę sali treningowej.
Byłem odprowadzany przez liczne spojrzenia. Pewnie ciekawili się, co mi się
stało. Sam nie wiedziałem jakim cudem się tam przewróciłem. Trzeba być mną –
pomyślałem.
Na miejscu czekała na mnie spora grupka ludzi, czekających
na trening. Spojrzeli w moją stronę, dziwiąc się trochę. No tak… nie łatwo było
przeoczyć wielki, biały bandaż, który miałem umiejscowiony na głowię. A miałem
nie narzekać.
- Ćwiczenia odwołane? – zapytał jakiś chłopak z tłumu.
Pokręciłem przecząco głową i skrzywiłem się od razu. Muszę o tym pamiętać.
- Dzisiaj głównie wy będziecie ćwiczyć – wytłumaczyłem im.
Uspokoili się trochę, ale i tak nie byli do końca zachwyceni obrotem spraw.
Wysłałem ich na przebiegnięcie trzech kółek, jak zawsze na
początku. Zaczęli biec jeden za drugim, jednak wiedziałem, że taka pozycja się
długo nie utrzyma. Westchnąłem. Nagle w oddali zobaczyłem jakichś ruch.
Spojrzałem w tamtą stronę i ujrzałem idącego Aarona. Szedł prosto na mnie i
chyba nie wyglądał na zadowolonego, że mnie tu spotkał.
- No cześć… - powiedziałem niepewnie, gdy do mnie podszedł. Na
jego twarzy malowała się wściekłość. Pewnie spowodowana moją lekkomyślnością.
Aaron? xD Ja tak nie umiem na 800 słów :p
sobota, 23 lipca 2016
Od Sylvaina CD Aarona
Obudziłem się późnym wieczorem. Albo w środku nocy. Mogłem
to wyczytać tylko i wyłącznie z widoku za oknem. Głowa mi wręcz pękała. Jakim
trzeba być niezdarą, żeby przewrócić się przez błoto. I to tylko dlatego, że
chciałem się przebiec. Przez ten guz, raczej szybko o tym nie zapomnę.
Powoli i ostrożnie podniosłem się z łóżka i rozejrzałem po pokoju.
Rzeczywiście, tu już nie było takiego porządku, jak w reszcie pomieszczeń.
Chociaż nie było tak źle. Znów zaczęła mnie boleć głowa, więc położyłem się z
powrotem. Widziałem lekkie mroczki przed oczami, ale za wszelką cenę,
próbowałem je ignorować.
Usłyszałem kroki na korytarzu. Po chwili drzwi się otworzyły
i stanęła w nich jakaś ciemna, chuda sylwetka. Poznałem w niej Aarona. Był ubrany w jakąś czarną, luźną koszulkę. Pewnie
dopiero co się obudził. Ciekawe, gdzie spał. Podszedł do mnie i usiadł na krześle, które
było ustawione obok miejsca, na którym spałem.
- Hej – przywitałem się i zacząłem się głośno śmiać. Aaron
spojrzał na mnie jak na osobę niezrównoważoną psychicznie. Wyczytałem z jego
twarzy, że boi się czy sobie czegoś nie uszkodziłem. – Spokojnie – zacząłem go
uspokajać. – Po prostu to trochę zabawne. Najpierw ja uratowałem cię z opresji,
a teraz ty mnie. Ty się nie śmiejesz? – powiedziałem i mimo bólu głowy, znów
się uśmiechnąłem. Aaron przez chwilę się nie odzywał. Jednak po chwili
niepewnie się uśmiechnął i zaczął mnie badać.
- Weź to – podał mi tabletkę przeciwbólową. - Będziesz musiał sobie odpuścić treningi na
jakiś czas – stwierdził po chwili. - Nie
możesz się przemęczać. Na szczęście uraz nie jest poważny. Chociaż to co
zrobiłeś było lekkomyślne. Gdzie ty tak właściwie szedłeś? – zapytał. Byłem
trochę zdziwiony, bo to chyba jego najdłuższe przemówienie do mnie jakie
słyszałem.
- Do ciebie – powiedziałem z uśmiechem. Znowu chciało mi się
śmiać. Wolałem nie wiedzieć co się ze mną tak właściwie działo. Powstrzymywałem
się jednak, żeby nie zmartwić Aarona.
- Mówiłem żebyś tu nie przychodził – mruknął cicho, jednak
na tyle głośno, że to usłyszałem.
- Taa, rzeczywiście. Szkoda, że o tym nie pomyślałem –
rzekłem z lekką ironią w głosie. – A teraz musisz mi pomóc zejść na dół.
- Po co? – zapytał zdziwiony.
- Bo to twoje łóżko, a ja ci je zająłem – wytłumaczyłem znowu
się uśmiechając. – No chyba, że chcesz spać ze mną, to zapraszam. Mi tu jest
wygodnie – zaśmiałem się.
Aaron? xD Takie nie wiadomo co xd
piątek, 22 lipca 2016
Od Sylvaina CD Aarona
Dlaczego gdy za każdym razem ktoś mnie o to pytał, byłem
taki wściekły? Nie umiem o tym mówić, jednak nie powinienem od razu tak wybuchać.
Westchnąłem ciężko. Nie chciałem mieć wyrzutów sumienia, więc poszedłem za chłopakiem.
Myślałem, że natknę się na niego po drodze do jego domu,
jednak Aaron był szybszy niż myślałem. W końcu stanąłem pod drzwiami i
zapukałem. O dziwo, chłopak natychmiast mi otworzył. Pewnie dopiero co dotarł.
Gdy mnie ujrzał, trochę się zdziwił, ale przepuścił mnie bez słowa.
- Posłuchaj… - zacząłem, wchodząc do salonu. Aaron patrzył na
mnie obojętnie – Trochę źle się zachowałem. Przepraszam – powiedziałem.
Zastanawiałem się czy nadal jest na mnie zły.
- Spoko – rzekł po chwili. Wyglądał na trochę zakłopotanego
moimi słowami, jakby się tego nie spodziewał. – Rozumiem to, nie każdy lubi o
tym mówić. Ja w sumie nie mam o czym – próbował to obrócić w żart, ale słabo mu
to wychodziło. Pokiwałem głową i spojrzałem przez okno. Zbliżała się już noc.
Postanowiłem wrócić już do domu, bo i tak nie mieliśmy za bardzo o czym
rozmawiać. Atmosfera nadal była dziwna.
- Będę już szedł, późno już – stwierdziłem. – Oprowadzanie dokończymy
może innym razem – Uśmiechnąłem się do niego i wyszedłem z domu Anioła. Swoją
drogą miałem rację, że coś nas łączy. W obozie mało było Aniołów, większość już
kogoś zabiła i stała się Upadłymi. Miałem nadzieję, że mnie taki los nie
spotka.
Z powodu naszej małej liczebności, nie chciałem również
stracić kontaktu z Aaronem. Fajny z niego przyjaciel, tylko szkoda, że nie mogę
dowiedzieć się o nim czegoś więcej.
Nawet nie zauważyłem, kiedy stanąłem przed drzwiami do
mojego domu. Wszedłem do środka i nalałem sobie szklankę zimnej wody. Odłożyłem
ją do zlewu i poszedłem na górę. Szybko się umyłem i położyłem na łóżku. Sen
przyszedł natychmiast.
***
Obudziłem się wystarczająco dużo czasu przed porannym
treningiem, żeby zdążyć pobiegać. Dzisiaj było trochę chłodniej i zbierało się
na deszcz. Czyli czeka nas trening w środku. Miałem nadzieję, że nie będę go
prowadzić tylko dla siebie.
Co do tego, że będzie mało osób, miałem rację. Gdy moje
zajęcia się zaczęły, deszcz rozpadał się na dobre. Bardzo utrudniało mi to moją
pracę, lecz się nie poddawałem. Półtorej godziny później trening się zakończył.
Niestety większość osób była zmuszona zostać w środku, bo nadal panowała ulewa.
Po półgodzinie, opady stały się bardziej znośne, więc
pobiegłem do domu, który dzieliłem z siostrą. Chciałem jeszcze odwiedzić
Aarona, a wiedziałem, że później może być tylko gorzej.
Szybko zjadłem i wyszedłem. Chcąc jak najmniej zmoknąć,
zacząłem biec. Nie powiem, że była to
jedna z łatwiejszych czynności, którą robiłem w życiu. Błoto bardzo to
utrudniało. Do domu Aarona zostało zaledwie kawałek, gdy nagle pośliznąłem się
i upadłem, uderzając głową w kamień. Poczułem ogromny ból, zobaczyłem mroczki
przed oczami i odpłynąłem.
Aaron? xD
środa, 20 lipca 2016
Od Sylvaina CD Aarona
Szedłem spokojnym krokiem przez las w stronę obozu. Sam nie
wiem dlaczego tak bardzo się martwiłem o tego chłopaka. Czuję między nami
jakieś naturalne połączenie. Może on też jest Aniołem? Bo Demona to on raczej nie
przypomina.
Przed rozpoczęciem treningu, poszedłem się przebrać. Ubrałem
luźne, czarne spodenki do kolan, a do tego białą koszulkę. Tak będzie mi trochę
chłodniej.
Ruszyłem w stronę sali treningowej. Najpierw poprowadziłem
rozgrzewkę, potem przebiegliśmy trzy kółka wokół obozu, a na końcu każdy
ćwiczył w parach wybraną sztukę walki. Jedni walczyli na miecze, inni wręcz, a
jeszcze inni szkolili rzuty sztyletem. Co i raz podchodziłem do różnych par i
poprawiałem ich.
Wreszcie trening się zakończył. Jak za każdym razem czułem
coś w rodzaju dumy. Bycie trenerem to bardzo satysfakcjonująca praca.
Było już późno, więc postanowiłem sobie, że Aarona odwiedzę
dopiero jutro. I tak pewnie jeszcze śpi. Po umyciu i przebraniu się, z chęcią
poszedłem w jego ślady.
* * *
Obudziłem się wcześnie, czyli nic nowego. Ubrałem się w
sportowy strój i wykonałem poranną przebieżkę. Gdy wróciłem, umyłem się i
przebrałem w ciemne jeansy oraz ciemnogranatową bluzkę z krótkim rękawem. Zszedłem
rano na śniadanie. Gdy zjadłem, postanowiłem zapakować trochę kanapek dla Aarona.
W końcu wyszedłem z Domu Przywódcy i skierowałem się w
stronę domu wczoraj poznanego chłopaka. Droga nie była długa, więc kilka minut
później stałem już pod drzwiami. Z czystej grzeczności zapukałem. Cisza.
Spodziewałem się tego. Oczywiście nie zamierzałem tak po prostu zawrócić.
Porzucając wszelkie zasady uprzejmości wpakowałem się do środka.
- Cześć – przywitałem jeszcze śpiącego Aarona. Byłem ciekawy
czy przypadkiem nie udaje, żeby nie było, że nie chciał mi otworzyć.
Podszedłem do kuchni i wypakowałem śniadanie. Postawiłem je
tuż przed chłopakiem. Z zaciekawieniem otworzył oczy.
- O, czyli jednak nie śpisz – skwitowałem jego zachowanie. –
Smacznego – powiedziałem z lekkim uśmiechem. Aaron spojrzał się na mnie.
Aaronie? xD
poniedziałek, 18 lipca 2016
Od Sylvaina CD Aarona
Chłopak - Aaron, jak mi się przedstawił - lekko kuśtykał, ale wyglądał tak, jakby tego nie czuł.
- Naprawdę tak ci zależało na tym motorze? - zapytałem. Chłopak spojrzał na mnie, jak na idiotę.
- Żartujesz, tak? - pokręciłem głową. - Kochałem ten motor! - Patrzył ze szczerą rozpaczą w oczach. Mimo że nie rozumiałem tego, to i tak było mi go żal.
- Wiesz... - zacząłem - tak właściwie to mu się prawie nic nie stało. Widziałem go.
- Czyli on tam stoi? Cały? - pokiwałem głową.
- tak właściwie to leży - Aaron natychmiast zawrócił. Nie było to dobrym pomysłem, bo gdyby nie ja, upadłby. Na szczęście w porę go podtrzymałem. Lecz szatyn i tak ruszył w stronę motoru.
Pociągnąłem go za rękę, zatrzymując chłopaka.
- W tym stanie go nie doniesiesz, ani na niego nie wsiądziesz - wytłumaczyłem swoje zachowanie. - Ty idź do domu, a ja go przyniosę, dobrze?
- Dobra - powiedział po chwili wahania - ale jak mi go zabierzesz albo zrobisz z nim cokolwiek innego, to będzie z tobą źle - zagroził. Roześmiałem się.
- Jestem Aniołem, ja nie kłamię.
Odwróciłem się w stronę, gdzie ostatnim razem widziałem motor. Samo odnalezienie pojazdu nie było takie trudne, jednak wyjęcie go rowu, już tak.
Tak jak myślałem, dwukołowiec nie miał jakichś wielkich szkód. Jedynie trochę lakieru odprysło w kilku miejscach, nie wiem co z silnikiem, ale to da się naprawić.
Ruszyłem z motorem obok - bo wolałem na niego nie wsiadać - w stronę domu Aarona. Może wydawać się to trochę dziwne, ale wiem gdzie on mieszka. Lotta o More to dość mały obóz, więc wieści o każdym nowym obozowiczu szybko się rozchodzą.
Po dłuższej chwili dotarłem na miejsce. Chłopak już na mnie czekał. Patrzył na motor ze szczerym współczuciem i troską. Czegoś takiego jeszcze nie widziałem.
- Cześć - przywitałem się, jednak Aaron już zajął się pojazdem. Po oględzinach odetchnął z ulgą.
- Będzie żyć - poinformował bardziej siebie niż mnie. - Dziękuję - rzekł tym razem do mnie. Zachowywał się tak jakby nic mu się nie stanie. Motor najważniejszy.
- A ty? - zapytałem. Aaron spojrzał się tak, jakby dopiero co zauważył, że jest ranny. I rzeczywiście chyba to do niego dotarło, bo lekko skrzywił się z bólu.
- Dam radę - powiedział. - Pomożesz mi go wstawić do garażu? - pokiwałem głową i podszedłem do chłopaka.
- Naprawdę tak ci zależało na tym motorze? - zapytałem. Chłopak spojrzał na mnie, jak na idiotę.
- Żartujesz, tak? - pokręciłem głową. - Kochałem ten motor! - Patrzył ze szczerą rozpaczą w oczach. Mimo że nie rozumiałem tego, to i tak było mi go żal.
- Wiesz... - zacząłem - tak właściwie to mu się prawie nic nie stało. Widziałem go.
- Czyli on tam stoi? Cały? - pokiwałem głową.
- tak właściwie to leży - Aaron natychmiast zawrócił. Nie było to dobrym pomysłem, bo gdyby nie ja, upadłby. Na szczęście w porę go podtrzymałem. Lecz szatyn i tak ruszył w stronę motoru.
Pociągnąłem go za rękę, zatrzymując chłopaka.
- W tym stanie go nie doniesiesz, ani na niego nie wsiądziesz - wytłumaczyłem swoje zachowanie. - Ty idź do domu, a ja go przyniosę, dobrze?
- Dobra - powiedział po chwili wahania - ale jak mi go zabierzesz albo zrobisz z nim cokolwiek innego, to będzie z tobą źle - zagroził. Roześmiałem się.
- Jestem Aniołem, ja nie kłamię.
Odwróciłem się w stronę, gdzie ostatnim razem widziałem motor. Samo odnalezienie pojazdu nie było takie trudne, jednak wyjęcie go rowu, już tak.
Tak jak myślałem, dwukołowiec nie miał jakichś wielkich szkód. Jedynie trochę lakieru odprysło w kilku miejscach, nie wiem co z silnikiem, ale to da się naprawić.
Ruszyłem z motorem obok - bo wolałem na niego nie wsiadać - w stronę domu Aarona. Może wydawać się to trochę dziwne, ale wiem gdzie on mieszka. Lotta o More to dość mały obóz, więc wieści o każdym nowym obozowiczu szybko się rozchodzą.
Po dłuższej chwili dotarłem na miejsce. Chłopak już na mnie czekał. Patrzył na motor ze szczerym współczuciem i troską. Czegoś takiego jeszcze nie widziałem.
- Cześć - przywitałem się, jednak Aaron już zajął się pojazdem. Po oględzinach odetchnął z ulgą.
- Będzie żyć - poinformował bardziej siebie niż mnie. - Dziękuję - rzekł tym razem do mnie. Zachowywał się tak jakby nic mu się nie stanie. Motor najważniejszy.
- A ty? - zapytałem. Aaron spojrzał się tak, jakby dopiero co zauważył, że jest ranny. I rzeczywiście chyba to do niego dotarło, bo lekko skrzywił się z bólu.
- Dam radę - powiedział. - Pomożesz mi go wstawić do garażu? - pokiwałem głową i podszedłem do chłopaka.
sobota, 16 lipca 2016
Od Sylvaina CD Alexandry
- Mam na imię Sylvain, mam 22 lata, mieszkam w obozie Lotta
o More, uwielbiam pływać, prowadzę treningi i tak dalej – powiedziałem. – Dużo o
mnie wiesz. Dziewczyna westchnęła.
- Dobrze wiesz, że nie o to mi chodziło – rzekła z irytacją
w głosie. – Opowiedz coś o sobie. O twojej historii i w ogóle.
- Po co?
- Bo ja o tobie naprawdę mało wiem. Powiedz – nalegała.
Odsunąłem się od niej i wstałem. Nienawidzę mówić o przeszłości.
- Sam mi mówiłeś, że czasem łatwiej wyrzucić to z siebie –
ciągnęła.
- Ale ja nie płaczę – odrzekłem już naprawdę wściekły.
Spojrzała na mnie z wyrzutem. – Nie zamierzam ci nic mówić i powinnaś to
zaakceptować! – krzyknąłem do niej i wyszedłem szybko, zanim mnie zatrzymała.
Jeszcze słyszałem jak mnie nawołuje, ale nie reagowałem. Byłem zły. Po co tak
nalegała! Jakbym nie mógł sam decydować o tym co dla mnie dobre, a co nie!
Szybko wróciłem do obozu. Przebrałem się w sportowe ubranie
i poszedłem pobiegać. Musiałem jakoś odreagować. Nie wiem nawet ile kółek
zrobiłem, ale byłem wystarczająco zmęczony, gdy wracałem do domu, że widziałem
mroczki przed oczami.
Powlokłem się na górę, do swojego pokoju. Nadal działała we
mnie adrenalina, ale po kąpieli odeszła. Położyłem się do łóżka. Mimo wszystko
długo nie zasypiałem. W końcu moje wszystkie myśli zabrała kraina snów.
Alex?
środa, 13 lipca 2016
Od Sylvaina CD Alexandry
- Fajnie, że przyszłaś – powiedziałem, odrywając się od
niej. – Chyba już się lepiej czujesz, prawda?
- Niedługo sama będę uczestniczyć w treningach – przytaknęła
z uśmiechem. Wziąłem ją za rękę i poprowadziłem w stronę pobliskiego drzewa.
Usiedliśmy w jego cieniu, a Alexandra położyła głowę na moim ramieniu.
- Nie mamy dużo czasu – oznajmiłem nagle.
- Dlaczego? – zaciekawiła się Al.
- Ponieważ dzisiaj jest zebranie – wytłumaczyłem jej, na co
zmarszczyła brwi. – Sam dokładnie nie wiem o co chodzi, ale muszę iść.
Pójdziesz ze mną? – zapytałem, a ona kiwnęła głową na znak zgody.
Zebranie zaczynało się za dziesięć minut, więc musieliśmy
się spieszyć. W Domu Przywódców już czekało wiele osób. Katfrin czekała przy
barze niewzruszona. Zostawiłem Alexandrę i podszedłem do mojej siostry.
- To o czym będzie to zebranie? – spytałem się dziewczyny.
- Mam dość tego, że wszyscy żyją w strachu – odpowiedziała mi.
– Nie powinniśmy się bać Łowców, a ja zamierzam im to uświadomić.
- Zauważyłem, że teraz na treningi do mnie przychodzi więcej
osób – powiedziałem bardziej do siebie niż do niej. Odszedłem w stronę
Alexandry, która przyglądała się budynkowi z zaciekawieniem.
- Wygodnie tu masz – zauważyła. – Ale dla mnie za tłoczno –
dodała na co się zaśmiałem.
Zebranie nie było długie, ale przyniosło zamierzony efekt.
Nie było osoby, która wyszłaby z niego ze spuszczoną głową. Katrfin ma dar
mówienia, mimo że o tym nie wie.
Gdy wyszliśmy wziąłem Alex za rękę i poprowadziłem nas w
stronę domu.
Alex?
poniedziałek, 11 lipca 2016
Od Sylvaina CD Alexandry
Wróciliśmy, gdy zapadł zmrok. Od dawna nie widziałem
Alexandry w tak dobrym nastroju. Gdy dotarliśmy na miejsce Al poszła się umyć,
a ja rozpakowałem koszyk. Resztkę sernika włożyłem do lodówki, a wszelkie
papierowe talerzyki oraz wypalone świeczki wyrzuciłem do kosza. Gdy Alex
wróciła spod prysznica, przytuliła się do mnie.
- Musisz już iść? – zapytała. – Nie możesz dzisiaj zostać u
mnie? – Nie musiałem długo zastanawiać się nad odpowiedzią. Pokiwałem głową.
- No dobrze – powiedziałem do niej – ale jutro już nie będę
taki uległy – dokończyłem i przyciągnąłem ją jeszcze bliżej siebie. Uśmiechnęła
się do mnie, a ja złapałem jej twarz w dłonie i złączyłem nasze usta w
pocałunku.
Po dłuższej chwili odsunąłem się od niej i poszedłem się
umyć. Gdy wróciłem do salonu dziewczyny już tam nie było. Znalazłem ją w
sypialni, już spała. Uśmiechnąłem się pod nosem i położyłem obok niej,
obejmując Al.
* * *
Przez treningi byłem już tak przyzwyczajony, że zawsze
wstawałem o tej samej porze. Szybko się ogarnąłem i pożegnałem się z nadal śpiącą
dziewczyną, całując ją w czoło.
Gdy dotarłem do obozu już czekała na mnie spora grupa ludzi.
Poprowadziłem rozgrzewkę, a potem walkę. Dzisiaj skupiłem się na walce wręcz.
Od Katfrin, która również była na treningu dowiedziałem się,
że wieczorem jest jakieś zebranie, na którym podsumuje dzisiejszy tydzień i
powie zebranym, co dalej robić. Oczywiście zadeklarowałem, że przyjdę.
Alex? Wena wyparowała xD
niedziela, 10 lipca 2016
Od Sylvaina CD Alexandry
Doszliśmy do jej domu. Droga powrotna zajęła nam dłużej niż się
spodziewałem, ale po nikogo nie spotkaliśmy.
- Jestem zmęczona – oznajmiła Alexandra, gdy usiadła na
kanapie. – Mam dosyć tego, że każdy spacer, nawet krok, mnie wyczerpuję –
powiedziała zła. Usiadłem obok niej i złapałem ją za ręce.
- Posłuchaj – rzekłem uspokajającym tonem – to normalne po
takim wypadku. Czym więcej będziesz odpoczywać, tym będzie lepiej. Cierpliwości
- Bo ty byś był cierpliwy, gdybyś nie mógł prowadzić
treningu! – wyglądała jakby chciała prowadzić tę dyskusję dłużej. Westchnąłem.
- Weź lek i połóż się spać – nakazałem. – Rano będzie
lepiej.
- No jasne – powiedziała, nadal była zła, ale zmęczenie to
wszystko przykrywała. Wypiła lek i położyła się na łóżku. Miałem ochotę położyć
się obok niej, jednak musiałem na bieżąco sprawdzać co się dzieje w Lottcie.
* * *
Dowiedziałem się, że Łowcy się nie pojawiali. Było to trochę
podejrzane. Przypomniało mi się, jak Alex mówiła, że oni planują coś dużego.
Może miała rację.
Tym razem na sali treningowej było mnie osób, ponieważ
większość okupuje teraz magów. Czyżby Katfrin dostosowała się do tego co
mówiłem?
Wróciłem do Domu Przywódców i położyłem się spać.
* * *
Na codziennych, porannych ćwiczeniach były, spodziewane
przeze mnie, tłumy. Udało mi się podsłuchać kilka rozmów. Większość osób uważa,
że Łowcy po prostu dali sobie spokój, tak jak zawsze po takim wypadzie.
Po treningu udałem się do Alexandry. Jadła dopiero śniadanie,
nadal była w piżamie.
- Ktoś tu nie należy do rannych ptaszków – powiedziałem z
uśmiechem i pocałowałem czubek jej głowy.
- Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak późno wstałam – rzekła w
odpowiedzi. – Ale już się przynajmniej lepiej czuję, niedługo będę mogła wracać
do normalnego życia – dokończyła, wyszczerzając zęby.
- Myślałaś kiedyś o tym, żeby szkolić swoją moc u magów? –
zapytałem ją.
Alex? :D
Od Sylvaina CD Alexandry
- Przesadzasz – powiedziałem i obróciłem ją w swoją stronę.
Alexandra westchnęła ciężko. Przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem
namiętnie. Dziewczyna bez chwili wahania odwzajemniła pocałunek. Ostrożnie
wziąłem Al na ręce i zaniosłem do kuchni, gdzie czekały na nią skończone
kanapki i herbatę. Z braku energii jadła wolno, jednak nie przeszkadzało mi to.
Gdy upiła łyk herbaty, skrzywiła się.
- Co to jest? – zapytała, marszcząc brwi.
- Nie pytaj, tylko pij – powiedziałem. – Poczujesz się lepiej.
Alex mruknęła coś jeszcze pod nosem, ale posłusznie wypiła
rozpuszczony lek. Po posiłku poszła się położyć do sypialni. Posiedziałem przy
niej dopóki nie zasnęła, a potem sam poszedłem do domu. Najpierw jednak
rozkazałem Werterowi, żeby mnie informował za każdym razem, gdy ktoś się tu
kręci.
Udałem się w miejsce mojej pracy, czyli w stronę sali treningowej.
Było tu więcej osób niż zwykle. Wśród nich była między innymi Katfrin.
Podszedłem do niej.
- Rozumiem, że ten tłum, to przez Łowców – zapytałem siostrę.
W odpowiedzi tylko pokiwała głową. – Moim zdanie bardziej logiczne byłoby
ćwiczenie mocy, a nie walki, w której są oni obeznani – Po tych słowach Katrfin
spojrzała na mnie, jakby zastanawiała się nad odpowiedzią.
- Robimy co możemy – powiedziała i wróciła do treningu.
Zrezygnowany poszedłem za nią poćwiczyć.
Alex? :P
sobota, 9 lipca 2016
Od Sylvaina CD Alexandry
- Cicho, już po wszystkim – uspokajałem ją. Kiwnęła głową,
na tyle, na ile pozwalało jej obolałe ciało.
- Tak długo spałam, a nadal jestem zmęczona – mruknęła bardziej
do siebie, niż do mnie.
- Odpoczywaj – powiedziałem, pocałowałem ją w czoło i
wróciłem do swojego domu. Szybko wszedłem do swojego pokoju. Gdy już byłem w
łazience, spojrzałem na swoje odbicie w lustrze. Rzeczywiście wyglądałem
okropnie, mój zapach też nie był za ciekawy. Umyłem się i ogoliłem. Poświęciłem
na to więcej czasu niżbym chciał.
Gdy zszedłem na dół, ujrzałem spore zbiorowisko ludzi.
Rozmawiali głównie o tym, że przez ostatni czas Łowcy się nie pokazywali.
Odetchnąłem z ulgą i poszedłem w stronę szpitala. Jednak w ostatniej chwili
zawróciłem i udałem się do domu Alexandry aby wziąć trochę ubrań na zmianę dla
dziewczyny. Zapakowałem je w podróżną torbę i dopiero wtedy poszedłem ją
odwiedzić.
Al już nie spała. Z pomocą pielęgniarki próbowała usiąść. Po
dłuższej chwili udało im się tego dokonać.
- Przyniosłem ci trochę rzeczy na przebranie się –
poinformowałem, podsuwając sobie krzesło i siadając obok dziewczyny.
- Dziękuję – powiedziała i zaczęła jeść kolację, którą
wcześniej przyniosła jej pielęgniarka.
- A jak się czujesz? – zapytałem gdy skończyła.
- Medyczka mówi, że jeszcze kilka dni tu zostanę na
obserwacji i mnie wypuści – dziewczyna wzruszyła ramionami, jednak to był błąd,
bo zaraz się skrzywiła. – Ale jakoś jej nie wierzę. Tak naprawdę to ledwo się
poruszam, więc raczej nie doszłabym do
domu w takim stanie – Alex pokręciła głową.
- Nie myśl o tym – powiedziałem do niej. – Skoro medyczka
tak mówi, to na pewno jest to prawda –
pokiwała lekko głową.
Alex? xD
Od Sylvaina CD Alexandry
Dotarłem na umówione spotkania, ale Alexandra długo nie
przychodziła. Tak naprawdę, to w ogóle nie przyszła. Czekałem najpierw godzinę,
potem dwie, trzy… Długo by liczyć. W końcu zrobił się wieczór. Przyznam, że
trochę mnie to zmartwiło, ale postanowiłem nie panikować, bo panika zasłania
trzeźwość umysłu. A przynajmniej gdzieś tak przeczytałem.
Wstałem spod drzewa, gdzie wcześniej siedziałem i ruszyłem w
stronę domu Alex. Jednak w pobliskich krzakach usłyszałem kroki. Ktoś wyraźnie
nie starał się skradać. Okazało się, że tą osobą była Al. Od razu do niej
podbiegłem.
- Sylvain – wyszeptała, a potem zemdlała. Złapałem ją. Jej stan
odstępował od normy. Była cała zakrwawiona, podrapana, a dodatkowo miała
gorączkę. W prawym boku dziewczyny tkwiła kula.
Najszybciej jak umiałem pobiegłem w stronę obozu i medyczki.
Położyłem ją na szpitalnym łóżku. Wytłumaczyłem co jej jest, jednak nie miałem
pojęcia co się stało.
Kobieta zaczęła sprawdzać wszystkie rany.
- Kula jest zatruta. Tojad. – poinformowała mnie po chwili lekarka. –
Dodatkowo zahaczyła o jakieś trujące krzewy. Nie jest dobrze.
- Ale darz radę ją uleczyć, prawda? – zapytałem mocno
zmartwiony.
- Zrobię co w mojej mocy – powiedziała medyczka i wyprosiła
mnie z budynku. – Muszę się skupić, a operacja i tak potrwa kilka godzin –
tłumaczyła się. Westchnąłem ciężko i wyszedłem.
Wróciłem do Domu Przywódcy, ale nie było mi dane zasnąć,
dlatego wróciłem do baru.
- Piwa na pocieszenie? – zapytał barman, gdy zobaczył w
jakim jestem stanie.
- Nie dzisiaj – powiedziałem krótko i poprosiłem o szklankę
wody. Nie mogłem przestać myśleć o stanie Alexandry. Bardzo się o nią
martwiłem.
Usłyszałem jak ktoś
wchodzi. Odwróciłem się z nadzieją, że to medyczka, jednak zobaczyłem Katfrin,
która właśnie wróciła z treningu. Ona też mnie spostrzegła. Podeszła do mnie ze
zmarszczonymi brwiami.
- Co się stało? – zapytała z nutą zmartwienia.
- Następny atak – wytłumaczyłem jej martwym głosem. –
Dziewczyna, Alexandra. Jest w okropnym stanie. – pokręciłem głową ze smutkiem.
- Wyliżę się – próbowała mnie pocieszyć, jednak widząc mój
brak reakcji, poklepała mnie lekko po ramieniu i poszła się położyć.
Alex?
Subskrybuj:
Posty (Atom)