Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yoongi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yoongi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 lipca 2016

Od Yoongiego

Z jakże błogiego snu wybudził mnie dźwięk telefonu, a dokładniej budzika, który świadczył o tym, że powinienem zacząć przygotowywać się do pracy. Leniwie wstałem z łóżka, poprawiając podwiniętą bluzkę i doczłapałem się do łazienki, wcześniej zgarniając czarne, długie spodnie z paroma dziurami oraz białą bluzkę z czerwonymi, poziomymi paskami.
Może i jest lato i mógłbym odsłonić swoje cudowne nogi, ale nie mam siły na przeszukiwanie szafy, w poszukiwaniu krótkich spodenek, a tyle wystarczy na tę pogodę i na to, że większość dnia będę siedzieć w budynku. Z niewiadomych przyczyn, nikt nie lubi siadać na świeżym powietrzu. Mi to nie przeszkadza, ale tym, co chcą siedzieć w środku już tak i potem dopadają ich nerwy, które wyrzucane są na nas, kelnerów.
Po spędzeniu jakiegoś okresu czasu w łazience, wyszedłem z niej ogarnięty, przy okazji przeglądając nowości w internecie, nie mając żadnego innego zajęcia w tym momencie. Brzuch jednak uświadomił mi, że od wczorajszego wieczora jestem bez jakiegokolwiek jedzenia. Odłożyłem więc urządzenie na blat, będąc już w kuchni i przejrzałem wnętrze lodówki, wyjmując na sam koniec z niej ser i przy okazji karton soku jabłkowego. Odstawiając to wszystko na bok, sięgnąłem po chleb i po kilku minutach skończyłem z talerzem, na którym były kanapki oraz szklanką wypełnioną sokiem. Wziąłem do ręki telefon, po wcześniejszym odstawieniu naczyń na stół i spojrzałem na wiadomość, która jakiś czas temu do mnie doszła, a była ona od jednego ze współpracowników, "Przygotuj się psychicznie na dzisiaj, bo Namjoon przekazał mi info, że ma być nawał klientów dzisiaj :')". Westchnąłem, trzymając szklankę przy wargach, przez co na ściankach naczynia pojawiła się para. Wziąłem łyk soku i skończyłem jeść śniadanie, odstawiając naczynia do zmywarki, nie włączając jej z powodu, że wciąż nie była pełna. Wziąłem wszystkie potrzebne mi rzeczy i rzucając tylko po wnętrzu okiem, aby upewnić się, że zaraz nie będę wracał biegiem po coś do mieszkania, wyszedłem z domu i zamknąłem za sobą drzwi, schodząc schodami z trzeciego piętra. Winda niestety nie działa, to nie mam innego wyboru. Po wyjściu skierowałem się w stronę przystanku, widząc nadjeżdżający autobus, co dla mnie było plusem, bo nie musiałem stać na słońcu dłużej, niż to potrzebne. Chociaż w środku było jeszcze gorzej niż na zewnątrz, ze względu również na ilość ludzi.
Wysiadłem na przystanku wręcz na przeciwko restauracji i skierowałem się do wnętrza, gdzie od razu zostałem przywitany przez panujący tam harmider
- Jesteś! Dobrze - przywitał mnie niepoprawnie rozradowany Jimin - Ogarnij się hyung i musisz pomóc rozstawić stoliki na dworze, bo uznali, że jest ich niewystarczająca ilość - zaśmiał się krótko i poklepał mnie lekko po plecach, kierując na zaplecze.
- Czemu ty zawsze masz tyle energii? - spytałem retorycznie, przyspieszając wszystkie swoje ruchy - A ty co robisz? Powinieneś zapewne tam już być - wskazałem podbródkiem kierunek.
- No. Powinienem, ale przydało się ciebie poinformować, więc. Jestem - skrzyżował ręce na klatce piersiowej, czekając na mnie.
Kiwnąłem w odpowiedzi jedynie głową i będąc już w odpowiednim ubiorze, wyszedłem razem z Jiminem na dwór, podwijając rękawy dla ułatwienia pracy. Nim ktokolwiek postanowił powtórzyć mi to, co powiedział młodszy ode mnie chłopak, zająłem się pomocą w rozstawianiu stolików jak i krzeseł przy okazji, przy czym liczba rąk się zmniejszyła po pojawieniu się klientów, ale i tak jakoś sobie poradziliśmy. Tylko czemu musi świecić słońce...
Wróciliśmy wszyscy do środka, czekając, aż zjawi się więcej klientów do obsłużenia, bo w danym momencie coś do roboty miało tylko dwóch kelnerów. Ja za to mało obecnym wzrokiem patrzyłem w pustą przestrzeń, choć dość szybko zostałem wybudzony dźwiękiem otwieranych drzwi i zajęcia miejsc przez kolejnych klientów, którymi postanowiłem się "zająć".
Nie miałem problemu z tymi ludźmi, denerwowali wygórowanymi zamówieniami, bo to ktoś nie chciał surówki, a ktoś zamiast ziemniaków chciał piure z warzyw. Ale sprzeczać się nie mogłem, skoro takie możliwości były. I też "Klient nasz pan" w końcu. Nienawidzę tej "zasady", ale taką sobie pracę wybrałem, to muszę ją przecierpieć.
Z czasem zebrało się naprawdę dużo ludzi i każdy pracownik latał z wnętrza na dwór, roznosząc dania do stolików
- Kiedy ostatni raz był aż taki ruch? - spytałem w momencie spokoju Jimina, stojącego w pobliżu.
- Nie pamiętam, ale mam wrażenie, że po dzisiaj wszyscy będziemy padnięci - zaśmiałem się krótko, widząc jak wszyscy oprócz naszej dwójki chodzą z kąta w kąt.
- Prawdopodobnie - stwierdziłem na koniec, wracając potem do pracy.
__

Za niedługo mieliśmy zamykać, ale liczba osób nie zmniejszała się w żadnym stopniu, przynajmniej nie w naszych oczach. Westchnąłem bezdźwięcznie, odstawiając kolejne puste naczynia i po raz kolejny usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi i miałem ochotę po prostu pójść w tą stronę i wygonić każdego, nowego klienta. Ale nie mogłem, przez co roznosiło mnie od środka. Obróciłem się w stronę drzwi i ku mojemu zdziwieniu, nie zastałem tam kolejnej pary czy grupy przyjaciół, a osobę, która wyglądała, jakby wszystko po drodze mogło ją zabić. Powód był mi oczywiście nieznany i chciałbym, aby tak zostało. Choć ciekawość gdzieś w głębi mnie zżerała.

<Ktokolwiek? Aj noł, to jest okropne, no ale coś napisać chciałam i wyszło to ;;>