Rozglądałam się na boki, próbując racjonalnie myśleć. Przede
wszystkim muszę zachować spokój i ochłonąć. Dekka na pewno sobie poradzi, jest
w końcu nadnaturalną. Na dobrą sprawę - nie jestem jej do niczego potrzebna.
Ruszyłam na przód, wpatrując się w ziemię. Deszcz dopiero
zaczynał kropić, więc niektóre ślady dało się wypatrzeć.
* * *
Dotarłam pod jakąś jaskinie, która kryła się za wodospadem.
Dotarłam do tego miejsca po krwi, która jak sądziłam była Dekki. Naciągnęłam na
nos maskę i wyciągnęłam broń. Postanowiłam wślizgnąć się do środka.
Nie był oto jednak takie łatwe. Wszystko było zabezpieczone
i obstawione z każdej strony. Nie mogłam znaleźć odpowiedniej chwili, więc
czekałam, aż ta się nadarzy.
Czekałam tak dobrą godzinę, aż zauważyłam, że pod jaskinie
przyjeżdża powóz z ludźmi. Z tego co usłyszałam byli to zakładnicy.
Zauważyłam, że jeden ze strażników odchodzi na bok. To była
moja szansa.
Stój leżał idealnie, a ofiara również była kobietą.
Wystarczyło ukryć włosy.
- Na co czekasz?! - krzyknął jakiś mężczyzna spod wozu.
Złapał małą dziewczynę za rękę i zrzucił na ziemię. - Nie obijaj się suko!
Przytaknęłam i podeszłam zabrać swoją ofiarę. Najchętniej
wydrapałabym mu oczy, ale teraz musiałam być potulna i grzeczna.
Spojrzałam na trzymaną przeze mnie blondyneczkę. Patrzyła na
mnie załzawionymi oczami i próbowała się wyrywać.
- Co robisz bachorze? - szarpnęłam ją mocniej, wyraźnie
zdenerwowana. Nie miałam czasu rozczulać się nad głupimi dzieciakami.
- Proszę, proszę, proszę... - powtarzała szeptem, a potem
zaczęła głośno wrzeszczeć. Zauważyłam, że jej ręce zaczynają się palić. W tym
momencie zrozumiałam, że to nadnaturalni są tutaj przywożeni. Patrzyła na mnie
i płakała, cały czas błagając aby ją uwolnić.
Nie zważając na jej zachowanie ruszyłam korytarzem dalej.
Widziałam jak dziewczynka zatacza się i upada w swoje płomienie.
W końcu dobiegłam do lochów, a przynajmniej tak mi się
wydawało. Było tam więcej strażników. Powoli podeszłam do jednego z nich.
- Mam rozkaz przyprowadzić Wyrocznię - powiedziałam. Przez
chwilę miałam wątpliwości, czy uwierzą, ale już za chwilę zaprowadzono mnie pod
jej klatkę. Wyglądała jak tysiąc nieszczęść.
- Chodź suko - warknęłam na nią, mocno łapiąc za rękę i
jednocześnie ciągnąc za włosy. Gdy strażnicy pozwolili mi odejść, mogłam w
końcu odsapnąć. Skręciłam w bok, gdzie ściągnęłam maskę i spojrzałam na
zdezorientowaną dziewczynę.
- To ja - szepnęłam, rozwiązując ją.
- Kinga, uciekaj - wysapała. Zaśmiałam się, biorąc ją pod
ramie. Ruszyłam w kierunku wyjścia. Robiłam to powoli i ostrożnie, ale
jednocześnie starłam się ukryć naszą obecność.
- Nigdzie nie idziecie - usłyszałam za sobą głos tego samego
mężczyzny. Odwróciłam się w jego stronę i zobaczyłam, że trzyma za rękę tą samą
dziewczynkę. Była ona wtulona w jego nogę i krzyczała, że chce mnie zabić. W
tym momencie stałam totalnie zdezorientowana. Mocniej zacisnęłam szczękę.
- Serio? - mruknęłam, a on zaczął się zbliżać. Mała
blondynka była posłuszna jak jakiś pies.
- Widzisz, tutaj to ja mam władzę - stałam jak sparaliżowana,
nie mogłam się ruszać. Dekka ciężko oddychała, co mnie najbardziej niepokoiło.
- Poznajesz mnie? - Sięgnął ręką do twarzy i powoli zaczął zsuwać swoje
nakrycie.
- Kłamiesz... - syknęłam, czując, że zaraz wybuchnę. -
Kłamiesz! - krzyknęłam.
Przede mną stał Gabriel we własnej osobie. Wypuściłam Dekkę,
delikatnie opuszczając na ziemię.
- Dlaczego to robisz?! Po co mieszasz w to Dekkę? - Nie
powstrzymywałam łez. - Ty nie żyjesz. Nie żyjesz, rozumiesz? Jesteś martwy!
Po korytarzu rozległ się śmiech, a ja poczułam, że ktoś mnie
łapie za rękę. To była Dekka. Spojrzałam na nią, całkowicie zdezorientowana.
Dekka? XDD Chyba mnie poniosło