poniedziałek, 5 września 2016

Od Kingi CD Dekki

Westchnęłam, opierając głowę o ziemną ścianę. Nienawidzę czuć się tak jak teraz - bezsilnie i bezużytecznie. Wtedy czuję się jak ścierwo, które w każdym momencie można wyrzucić.
- Najpierw nabierzmy sił - wypuściłam powietrze, poprawiając łańcuch na rękach. - Muszę dowiedzieć się o jego motywach i zamiarach.
Rzuciłam szeptem. Słyszałam jak żałośnie to brzmi.
- Uda nam się, musi - usłyszałam cichy śmiech Dekki. Skrzywiłam usta w grymasie.
- A co jeżeli nie? - mruknęłam, ale bardziej do siebie.

* * *

Po kilku godzinach, a może nawet kilkunastu zdecydowałyśmy się na działania. W tej klatce czas płynął szybko, a zarazem wolno. Nie mogłam określić ile minęło. A może to tylko kilka minut?
Jednak obie z Dekką czułyśmy się na siłach.
- To jak to robimy? - zapytała dziewczyna, patrząc uważnym wzrokiem.
- Możemy wziąć go na litość, ale wątpię, że to zadziała - zastanowiłam się. - Weź poudawaj, że chcemy się "zabawić". Pokaż trochę ciałka przez te szpary i jakoś go skuś. - dodałam.
- No chyba żartujesz w tym momencie - prychnęła, nieco za głośno. Uciszyłam ją nieco.
- Nie, mówię jak najbardziej poważnie - spojrzałam jej w oczy. - Jeżeli masz lepszy pomysł to proszę bardzo. Ja nie jestem dobra z teorii, ale jestem przykuta, więc tylko ty możesz się pokazać.
Dziewczyna westchnęła. Oczywiście, że to rozumiała. Zastanawiałam się dlaczego tak trudno jest jej to zrobić.
- Nie wiem czy to się uda. - złapała się za podbródek.
- Nigdy nie spałaś z facetem? - zaśmiałam się złośliwie.

Dekka? :3 Starałam się, ale ... no XD Trochę nie mam pomysłu, zostawiam Ci WOLNĄ rękę

sobota, 3 września 2016

Od Dekki CD Kingi

Zostawił nas obie zamknięte w celi. Nie wiedziałam co robić. Ta piwnica, loch czy co to było... blokowała moją wyrocznią moc. Nie tak do końca, ale jednak. Nie mogłam poznać Gabriela tak jakbym chciała, nie wyczułam kłamstwa w jego myślach. Nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam. Jakby sam był nadnaturalny.
Gdy tak siedziałam i patrzyłam na Kingę, zdezorientowaną równie jak ja, myśl, że jednak on jest taki jak ja wydawała się coraz bardziej realistyczna.
Tylko jaka była jego moc? Kontrola umysłu? Ciała? Jednego i drugiego? A może jeszcze coś gorszego?
Za dużo pytań, a za mało odpowiedzi. Do tego ta noga. Gówno mogłam z nią zrobić. Zwykła próba podnoszenia się wywoływała falę bólu.
Ostrożnie zdjęłam sobie spodnie. Z rany nie leciała już krew, ale to wcale nie była dobra wiadomość. Zamiast krwi, wylewała się okropna ropa. Długo tak nie pociągnę.
Okręciłam ranę, wyrobionym przez siebie opatrunkiem. Bez przeczyszczenia i tak to dużo nie pomoże, ale jednak. Potem powoli założyłam spodnie.
- Nie mogłaś tego wcześniej zrobić? - Usłyszałam głos Kingi z przeciwległej ściany celi.
- Nie było czasu - odpowiedziałam, przypominając sobie ostatnie wydarzenia.
Dziewczyna westchnęła. Pewnie tak jak ja zastanawiała się, co tu się dzieje.
- Mam wrażenie, że Gabriel to nadnaturalny - wyrzuciłam z siebie.
Kinga zbliżyła się do mnie i usiadła obok. Ona była skuta, ja nie.
- Wytłumacz.
- To jest coś z kontrolą. Najpierw uwierzyłaś, że nie żyje. Potem ja uwierzyłam w jego kłamstwa. Obie poddałyśmy się jego woli.
- No i jeszcze z łatwością nas pokonuje - dokończyła Kinga.
Pokiwałam głową i zniżyłam głos.
- Bardzo trudne jest pokonać kogoś, kto może zrobić z nami co chce.
- Ale przecież jestem Wyrocznią.
- Już nie - powiedziałam cicho.
Czułam zdziwione spojrzenie dziewczyny. Dla mnie również był to szok.
- Jak to? - zapytała po dłuższej chwili ciszy.
- To przez tę piwnicę. Jak z niej wyjdziemy moc wróci. Czuję jej wielkość poza. Trochę trudno to wytłumaczyć. - Uśmiechnęłam się gorzko.
- To co teraz zrobimy?
- Najłatwiej jest przekonać strażnika. Użyjemy do tego wszystkiego, co w tej chwili posiadamy.

Kinga? xD Teraz twoja kolej

piątek, 2 września 2016

Od Kingi CD Dekki

Próbowałam przemyśleć, co się właściwie stało. Nawet, gdy podszedł do mnie mężczyzna nie stawiałam oporu. Czułam się, jakbym nie była w stanie kontrolować ciała. Przestałam myśleć i totalnie się wyłączyłam.
Ocknęłam się dopiero w ciemnej celi, patrząc na swoje zabrudzone dłonie.
- Nie, nie, nie... - powtarzałam szeptem, kiwając się na boki. Byłam niemalże pewna, że to jest jakiś koszmar. Nagle otworzyły się drzwi. Dopiero teraz przypomniałam sobie po co tu jestem, miałam ratować Dekkę. Była w tak złym stanie, że tak na prawdę to nie była ona. Jej oczy wyrażały ból. Chciałam jej pomóc, ale Dekka powstrzymała moje działania. Posłała mi lekki uśmiech, który mnie uspokoił.
- No proszę, cenna jesteś - pokręcił głową chłopak, puszczając dziewczynę. Zmrużyłam powieki, patrząc na Wyrocznię, która stała oparta o ścianę z opuszczoną głową.
- Teraz wypuść Kingę - zażądała. Powoli wstałam i ruszyłam w stronę obojgu.
- Nigdzie się bez Ciebie nie ruszam - powiedziałam stanowczo, patrząc na Gabriela. Na nogach i rękach miałam łańcuchy, które uniemożliwiały mi na podejście do drzwi. Mogłam jednak się nieco zbliżyć. Gabriel chyba nie zamierzał mnie słuchać, ponieważ zaczął się do mnie zbliżać. Z kieszeni wydobył klucz i złapał mnie za ręce, rozkuwając.
- Spełniam tylko jej prośbę - powiedział, patrząc mi w oczy. Czując się wolna od łańcuchów, złapałam go za głowę i uderzyłam nią w swoje kolano. Nieco zamroczony, niestety zdołał mnie przywrzeć do ściany.
- Po co Ci ona?! - krzyknęłam, a on oparł głowę na mojej szyi. Nie opierałam się, jeżeli to w jakimś stopniu pozwoli mi wymyślić plan ocalenia Dekki. Chociaż sama nie wiem, jak to ma pomóc.
- Nie mogę powiedzieć, to tajemnica - odpowiedział łagodnym tonem. - Kinga, chciałem Cię tylko zobaczyć. Jestem tylko pionkiem, kimś bezwartościowym. Pamiętasz, że nie żyję? - dodał prawie niesłyszalnym szeptem. Nie mogłam nic powiedzieć.
- Uwierzyłaś, co? - zaczął się nagle głośno śmiać. - Jednak jesteś głupia.
Teraz czułam się jeszcze bardziej zdezorientowana. Poczułam tylko, że opadam na ziemię i nie mogę się ruszyć. Widziałam, jak odchodzi i zostawia nas w tej zimnej celi.


Dekka? XDD No to ten... Wymyślaj ciąg dalszy XD

czwartek, 1 września 2016

Od Dekki CD Kingi

Złapałam ją za ramię, aby ją uspokoić. Albo chociaż spróbować. Wyglądała, jakby miała zaraz się kompletnie załamać. Chociaż zrobiłam to też dlatego, bo zaraz bym upadła. Czułam się coraz gorzej i zaczynałam widzieć mroczki przed oczami. Jednak musiałam to wytrzymać. Dla Kingi. Do tego wszystkiego jeszcze ten śmiech. Mroczny, straszny śmiech.
Nie mogłyśmy tak stać i się patrzeć. Trzeba coś zrobić. Tylko co?
- Ta mała nie jest mi już potrzebna - mówiąc to, spojrzał w moją stronę. - To z tobą chciałem porozmawiać, ona była tylko przynętą. Taka miła pogawędka jak za dawnych czasów. Co o tym myślisz?
- Daj mi spokój! - Teraz już nie płakała. Na jej twarzy malowała się wściekłość.
I znowu ten śmiech.
Nagle poczułam na ramieniu czyiś dotyk. Brutalny, szorstki dotyk. Jakiś mężczyzna próbował mnie ciągnąć za bluzkę, żeby oddalić mnie od tej dwójki. Ostatkami sił próbowałam się wyrwać, ale moja siła przegrywała w starciu z jego. Nie! - chciałam krzyknąć, gdy nagle mi się coś przypomniało. Ciągnie za bluzkę, nie za ramię.
Użyłam swojej mocy, by przemienić swoje ubranie. Teraz przynajmniej było mi wygodniej i czułam się lepiej, mimo że rana została. Zdezorientowany mężczyzna spoglądał to na mnie, to na Gabriela. Obróciłam twarz w stronę tego drugiego.
Przyglądał się temu wszystkiemu z ciekawością wymalowaną na twarzy. Jakbym była jakim pysznym kąskiem.
- Co jeszcze potrafisz? - Cały czas się do mnie zbliżał, aż w końcu poczułam za sobą ścianę. Ale nagle mu się coś przypomniało. - Zabrać ją  - powiedział do strażnika i wskazał Kingę.
Obie praktycznie się poddałyśmy. Łowczyni cały czas była zszokowana. Patrzyłam, jak mężczyzna ją odprowadza, nie mogąc nic zrobić.
- Myślisz, że ci powiem - warknęłam i splunęłam w jego stronę.
Wściekły Gabriel uderzył mnie mocno w policzek. Z moich oczu mimowolnie poleciały łzy. Nadal nie przyzwyczaiłam się do takiego bólu.
- Gadaj! - krzyknął.
- Powiem, tylko wypuść Kingę - zażądałam. Nie wiedziałam, czy to zrobi, ale warto spróbować.
Zastanawiał się nad moją propozycją. Widziałam w jego wnętrzu, że jeżeli byłabym w stanie do czegoś przydać, wypuściłby ją.
-  Chodź za mną - powiedział tylko i poszedł.
Resztkami sił ruszyłam za nim. Zaprowadził mnie do celi Kingi. Spojrzała na mnie zaciekawiona. Ja tylko pokręciłam głową i spuściłam wzrok.
- Najpierw powiedz, co tam skrywasz - zapytał mnie i popchnął na ścianę.
- Jestem Wyrocznią - wychrypiałam.

Kinga? XD Mnie chyba też xD


środa, 31 sierpnia 2016

Od Dekki CD Marceliny

Obserwowałam wszystko z daleka. Jedynym plusem tej całej wyprawy, było to, że nikt nie zginął. Może i niektórzy zostali ranni, ale przynajmniej nie ma żadnych poległych.
Gdy zobaczyłam ich w końcu na żywo, przed samą, odetchnęłam z ulgą. Można by rzec, że kamień spadł mi z serca. Wszyscy wiwatowali i cieszyli się z wygranej. Śmierć kolejnego Łowcy oznaczała tyle, co jeden problem mniej. Od lat z nimi walczymy, ale nie da się zabić wszystkich. Zawsze, któryś się ukryje. Nie mówię tego z nienawiścią. Osobiście wolałabym żyć w zgodzie, ale to niemożliwe.
Podeszłam do Marceliny. Pierwszym, co rzuciło mi się w oczy, była rana na brzuchu. Trochę się zmartwiłam, ale i zdziwiłam; Marcelina nie wyglądała jakby to ją bolało, wręcz przeciwnie, jakby tego w ogóle nie czuła.
- Boli cię - zapytałam, wskazują na ranę.
Pokręciła głową.
- Nie, praktycznie tego nie czuję - powiedziała.
Zastanowiłam się chwilę. Rzeczywiście, rana nie wyglądała nie wiadomo jak groźnie. To chyba bardziej chodzi o to, że brzydzę się krwią.
- Obserwowałam was - oznajmiłam. - Szybko poszło. Chwila i po sprawie.
- Trochę za szybko - mruknęła dziewczyna.
- Co masz na myśli? - Zmarszczyłam brwi.
- Było ich tylko trzech. Poprzednio naliczyłam większą ilość. A zresztą, jeżeli dali radę wejść raz, dadzą i drugi.
Pomyślałam wtedy o Kindze. Nie raz wdarła się niezauważona. Szybko przegoniłam te myśli.
- Nawet jeżeli. Nie powinniśmy się tym przejmować. Trudno przedrzeć się wprost do obozu. Jedyne co, to zostaje im las, który jest patrolowany przez ludzi takich jak ty.
- Obyś miała rację - westchnęła i ruszyła w stronę swojego domu. Nie zatrzymywałam jej. Po takiej akcji należy odpocząć. Ja również poszłam w stronę Jaskini. Za sobą słyszałam jeszcze wiwatowania. Weszłam w ciemny las.

Marcelina?

Od Kingi CD Dekki

Rozglądałam się na boki, próbując racjonalnie myśleć. Przede wszystkim muszę zachować spokój i ochłonąć. Dekka na pewno sobie poradzi, jest w końcu nadnaturalną. Na dobrą sprawę - nie jestem jej do niczego potrzebna.
Ruszyłam na przód, wpatrując się w ziemię. Deszcz dopiero zaczynał kropić, więc niektóre ślady dało się wypatrzeć.

* * *

Dotarłam pod jakąś jaskinie, która kryła się za wodospadem. Dotarłam do tego miejsca po krwi, która jak sądziłam była Dekki. Naciągnęłam na nos maskę i wyciągnęłam broń. Postanowiłam wślizgnąć się do środka.
Nie był oto jednak takie łatwe. Wszystko było zabezpieczone i obstawione z każdej strony. Nie mogłam znaleźć odpowiedniej chwili, więc czekałam, aż ta się nadarzy.
Czekałam tak dobrą godzinę, aż zauważyłam, że pod jaskinie przyjeżdża powóz z ludźmi. Z tego co usłyszałam byli to zakładnicy.
Zauważyłam, że jeden ze strażników odchodzi na bok. To była moja szansa.

Stój leżał idealnie, a ofiara również była kobietą. Wystarczyło ukryć włosy.
- Na co czekasz?! - krzyknął jakiś mężczyzna spod wozu. Złapał małą dziewczynę za rękę i zrzucił na ziemię. - Nie obijaj się suko!
Przytaknęłam i podeszłam zabrać swoją ofiarę. Najchętniej wydrapałabym mu oczy, ale teraz musiałam być potulna i grzeczna.
Spojrzałam na trzymaną przeze mnie blondyneczkę. Patrzyła na mnie załzawionymi oczami i próbowała się wyrywać.
- Co robisz bachorze? - szarpnęłam ją mocniej, wyraźnie zdenerwowana. Nie miałam czasu rozczulać się nad głupimi dzieciakami.
- Proszę, proszę, proszę... - powtarzała szeptem, a potem zaczęła głośno wrzeszczeć. Zauważyłam, że jej ręce zaczynają się palić. W tym momencie zrozumiałam, że to nadnaturalni są tutaj przywożeni. Patrzyła na mnie i płakała, cały czas błagając aby ją uwolnić.
Nie zważając na jej zachowanie ruszyłam korytarzem dalej. Widziałam jak dziewczynka zatacza się i upada w swoje płomienie.
W końcu dobiegłam do lochów, a przynajmniej tak mi się wydawało. Było tam więcej strażników. Powoli podeszłam do jednego z nich.
- Mam rozkaz przyprowadzić Wyrocznię - powiedziałam. Przez chwilę miałam wątpliwości, czy uwierzą, ale już za chwilę zaprowadzono mnie pod jej klatkę. Wyglądała jak tysiąc nieszczęść.
- Chodź suko - warknęłam na nią, mocno łapiąc za rękę i jednocześnie ciągnąc za włosy. Gdy strażnicy pozwolili mi odejść, mogłam w końcu odsapnąć. Skręciłam w bok, gdzie ściągnęłam maskę i spojrzałam na zdezorientowaną dziewczynę.
- To ja - szepnęłam, rozwiązując ją.
- Kinga, uciekaj - wysapała. Zaśmiałam się, biorąc ją pod ramie. Ruszyłam w kierunku wyjścia. Robiłam to powoli i ostrożnie, ale jednocześnie starłam się ukryć naszą obecność.
- Nigdzie nie idziecie - usłyszałam za sobą głos tego samego mężczyzny. Odwróciłam się w jego stronę i zobaczyłam, że trzyma za rękę tą samą dziewczynkę. Była ona wtulona w jego nogę i krzyczała, że chce mnie zabić. W tym momencie stałam totalnie zdezorientowana. Mocniej zacisnęłam szczękę.
- Serio? - mruknęłam, a on zaczął się zbliżać. Mała blondynka była posłuszna jak jakiś pies.
- Widzisz, tutaj to ja mam władzę - stałam jak sparaliżowana, nie mogłam się ruszać. Dekka ciężko oddychała, co mnie najbardziej niepokoiło. - Poznajesz mnie? - Sięgnął ręką do twarzy i powoli zaczął zsuwać swoje nakrycie.
- Kłamiesz... - syknęłam, czując, że zaraz wybuchnę. - Kłamiesz! - krzyknęłam.
Przede mną stał Gabriel we własnej osobie. Wypuściłam Dekkę, delikatnie opuszczając na ziemię.
- Dlaczego to robisz?! Po co mieszasz w to Dekkę? - Nie powstrzymywałam łez. - Ty nie żyjesz. Nie żyjesz, rozumiesz? Jesteś martwy!
Po korytarzu rozległ się śmiech, a ja poczułam, że ktoś mnie łapie za rękę. To była Dekka. Spojrzałam na nią, całkowicie zdezorientowana.


Dekka? XDD Chyba mnie poniosło

wtorek, 30 sierpnia 2016

Od Marceliny CD Dekki

Byłam jedynym Demonem w obozie, tak więc gdy się przemieniłam podczas marszu, większość patrzyła na mnie zdziwiona, przestraszona. Sama nie jestem pewna. Jedynie się uśmiechałam i dalej szłam przed siebie. Zostaliśmy podzieleni na grupy, aby najlepiej zaatakować ze wszystkich stron. Nawet z nieba, więc gdy byliśmy ich już blisko, ci, którzy mieli skrzydła, albo mogli się zmienić w skrzydlate stworzenia wzlecieliśmy w górę. Przez chwilę lecieliśmy prosto, aż w końcu naszym oczom ukazało się ognisko. Wokół niego siedziało z trzech ludzi, co oznaczało, że się już rozeszli. Jednak gdy owe osoby nas zobaczyły, wszystkie zagwizdały. Był to porządny gwizd, który rozległ się po całym lesie. A jednak nikomu on nie przeszkodził w zabiciu ich. Próbowali się bronić, może i nawet paru zranili. Niestety jednemu odcięto łeb, drugiemu wypruto flaki na zewnątrz, a trzeciemu ktoś poderżnął gardło. Staliśmy i słuchaliśmy otoczenia. Niczego nie dosłyszeliśmy, jedynie niektórzy słyszeli szmery, albo skradanie się. I po chwili z każdych stron atakowali.
Powróciłam do swojej normalnej postaci i wraz ze wszystkimi zaczęłam wracać do obozu. Niektórzy byli ranni, we krwi, nie koniecznie swojej. Ja tylko miałam ranę po wystrzale z łuku w plecy. Wbiło się w łopatkę, ale po wyjęciu nic mi się nie stało. Trochę pokrwawiłam, w tym czasie jeszcze ktoś zdążył mnie zranić w brzuch, ale to też drobnostka. Obie osoby zabiłam i to z wielką radością. Teraz wracaliśmy do obozu pełni triumfu, chociaż i tak nie mieliśmy pewności, że to wszyscy Łowcy. Może gdzieś jeszcze oni są? A poza tym, jeśli udało im się tu wejść, to dlaczego inni by mieli z tym problem? Ochrona robi się chyba coraz mniej bezpieczna.


<Dekka?>