Pokręciłem głową.
- Nie, nic. Nieważne - odparowałem. - Zajmijmy się teraz tobą. Znasz tę postać?
- Nie... Nie wiem. Było w niej coś znajomego... Głos... I nie tylko. Ale nie wiem kto to. - Wyglądał na szczerze przerażonego. Odegnałem od siebie myśli o Christianie i zająłem się Aaronem.
- Uspokój się - nakazałem. - Na początek opatrz sobie ten nos. I całą resztę. - Zobaczyłem na twarzy chłopaka cień uśmiechu. Próbowałem odwzajemnić gest, ale czułem się za bardzo przytłoczony.
Aaron sprawnie zajął się ranami. Musiał być do tego przyzwyczajony. To dobrze. Mimo że jest drobnej postury, to nawet, gdy nie będzie w stanie wygrać walki, poradzi sobie z resztą. To się ceni.
- Złamany? - zapytałem.
- Na szczęście nie.
Odetchnąłem z ulgą.
- Jak zdołałeś uciec?
Wzruszył ramionami.
- Po prostu... pobiegłem - wytłumaczył i zaczerwienił się odrobinę.
Nastała cisza. Miałem na głowie już za dużo zmartwień. Najpierw Christian i Kat, teraz Aaron. Muszę uważać, bo jeszcze popadnę w depresję. Nie mogę.
Musisz się wziąć w garść, Sylvain - pomyślałem.
Pewnie myślałbym dalej, gdybym nie spostrzegł, że Aaron przygląda mi się uważnie. Oboje patrzyliśmy na siebie w milczeniu. Tyle niewypowiedzianych słów...
- Co się stało? - zapytał Aaron. Tym razem stanowczo.
Westchnąłem zrezygnowany. Może taka rozmowa wyjdzie mi na dobre?
- To długa historia...
- A spieszy ci się gdzieś? - Wskazał gestem na kanapę i sam usiadł po drugiej stronie. - Mów.
Westchnąłem i usiadłem tam, gdzie mi pokazał.
- Chodzi o to, że... mam brata... - zacząłem historię. - To bardzo zły człowiek. Wcześniej się nim nie martwiłem, bo przez kilka lat nie dawał znaku życia. Lecz teraz... Niedawno odwiedziła mnie Wyrocznia. Powiedziała, że on nadchodzi. Że niedługo tu będzie. I że mam pozwolić mu tu zostać. - Pokręciłem głową.
- Jak się nazywa ten twój brat? - zapytał łagodnie, zakrywając moją dłoń swoją.
- Christian.
Aaron? xD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz